Wszyscy biali to szaleni marynarze
Nie ma co udawać: polityczna poprawność polityczną poprawnością, ale wszyscy wiemy, jak nazywa się w świecie białych przedstawicieli innych ras – najczęściej mało elegancko, a często wręcz wulgarnie i obelżywie. Ale niech biali wiedzą, że i oni mają swoje przydomki. Niektóre również mało eleganckie.
„Pera pera”, czyli jak Japończycy słyszą język angielski.
Dla Chińczyka możemy być „laowai”, i to jeszcze nie jest tak źle: określenie to oznacza po prostu „starego obcego” i jest właściwie dość pieszczotliwym sposobem, w jaki nazwać można nie-Chińczyka. Ot, coś jakby Meksykanin mówił do nas „gringo”. Możemy być także „man zi” – barbarzyńcami, bo Chińczycy, których cywilizacja trwa nieprzerwanie od starożytności do dzisiaj, przetrwawszy Rzym, Grecję, Egipt i wszystkie inne, podobnie, jak starożytni Rzymianie i Helleni uważają za barbarię wszystko, co istnieje poza granicami ich kraju. Gorzej, jeśli Chińczycy wyzywają białego od „yang guizi”, bo „yang guizi” w języku mandaryńskim to ni mniej, ni więcej, tylko „obcy diabeł”. Czasem można zostać nazwanym całkiem poetycko „gweilo” – co jest kantońskim słowem oznaczającym „ducha”. Być może złocistoskórym Chińczykom my, ludzie o jasnej skórze, kojarzymy się ni mniej, ni więcej, tylko ze zjawami. Ten eteryczny przydomek jest jednak całkiem przyjemny w porównaniu do „hong mao guizi” – „diabła o czerwonym futrze” albo wręcz „ang mo” czy „ang mo kow” – „małpy o czerwonym futrze”. Chińczycy bowiem zauważyli, że niektóre „duchy” porastają włoski, i że te włoski niekoniecznie bywają czarne. I że takie duchy porośnięte włoskami nie przypominają już duchów, a coś innego.
Japończyk może określić nas jako „gaijin”. Słowo to oznacza po prostu „obcego”. Tak samo powie o białym rodowity Hawajczyk: „obcy” to w lokalnym języku „haole”. Są jednak tacy, którzy uważają, że słowo to wywodzi się od zbitki dwóch wyrazów oznaczających „bez oddechu” – chodzić miałoby o to, że biali przybysze nie znali polinezyjskiego obyczaju witania się poprzez pocierania nosem o nos i wdychania oddechu witanej osoby (obyczaj ten nazywa się „honi”).
Koreańczycy mogą nazwać nas „wielkimi nosami” – „kojangi”. Obywatele Sri Lanki natomiast mogą rzucać nam za plecami, że przypominamy im „thambapu issa” – prażoną krewetkę. Prażoną, bo biali nieszczęśnicy mają tendencję do przypiekania się w tropikalnym słońcu. Ale najciekawiej chyba określają białych Malaje – w ich języku biały to „mat saleh”. Jest to zniekształcona wersja angielskiego „mad sailor” – „szalony marynarz”, ponieważ, jak informuje „Encarta Encyclopedia” – pijani marynarze byli tymi cudzoziemcami, z którymi Malaje mieli najczęstszy kontakt.
W językach bantu (południowa i wschodnia Afryka) białych ludzi określa się często jako „muzungu” bądź „mzungu”. W Afryce zachodniej natomiast biały to często „toubab”, przy czym pochodzenie tego słowa nie jest jasne. Być może chodzi o „podróżników”, „misjonarzy” bądź „bogaczy’. W używanym m. in. w Nigerii języku joruba na białego powiedzieć można „oyinbo”, co znaczy „bez skóry”. Bez czarnej skóry, oczywiście.
30 dziwnych rzeczy, które robią biali – czyli jak białych widzą Afroamerykanie. To, oczywiście, żart. Żart, żart, żart.
I klasyka: „White and Nerdy” Ala Jankowitza.












Bardzo dobry wpis! Pozdrawiam.