Tanzen Verboten

W latach trzydziestych i czterdziestych w III Rzeszy wytworzyła się subkultura młodzieżowa, która była wobec nazizmu tym, czym bikiniarze wobec naszego swojskiego, przaśnego komunizmu. Swingjugend nie cierpieli się z wzajemnością z Hitlerjugend, i gdy ci pierwsi wrzeszczeli na Parteitagach „Sieg Heil”, Swingjugend – w swoich klubach – wołali „Swing Heil”.

swing-tanzen-verbotenweb

W rozumieniu nazistowskiej propagandy amerykańska i brytyjska kultura – a szczególnie jazz i swing były niedaleko tzw. „sztuki zdegenerowanej”. Zresztą – na liście potępianej przez hitlerowców sztuki było praktycznie wszystko, co nie było połączeniem tryumfalnego realizmu, czasem z dozą czegoś, co dzisiaj nazwalibyśmy „heroic fantasy”.

Zresztą – sami zobaczcie, jak to mniej więcej wyglądało.

"Fahnentraeger" Huberta Lanzingera

"Fahnentraeger" Huberta Lanzingera

Paul Matthias Padua "Der 16 Mai 1940"

Paul Matthias Padua "Der 16 Mai 1940"

I to się „Swingjugend” nie podobało.

Jazz – często grany przez czarnoskórych muzyków i kojarzony z wyzwoleniem od konwenansów – nie mógł z kolei podobać się decydentom promującym wizję surowej moralnie rodziny blondynów: muskularnej Heidi ze skromnym warkoczem, podgolonego Hermanna w mundurze SS i ich krzepkiego i rześkiego drobiazgu. Nie cały, co prawda, jazz był zakazany – Goebbels zdawał sobie sprawę z jego popularności i doskonale wiedział, że zbytnia kulturowa surowość może być zaczątkiem społecznego zniechęcenia do reżimu. Wentylem bezpieczeństwa były więc szwedzkie, holenderskie i belgijskie radiostacje, które grały m.in. właśnie jazz. Amerykańskie i brytyjskie stacje były jednak na indeksie.

Toporność i dętość oficjalnej propagandy nie podobała się tej części niemieckiej młodzieży, która nie zamierzała pozwolić się przebrać w mundurki Hitlerjugend. Nie wystarczało jej też dozowanie zachodniej kultury przez Goebbelsa. Najbardziej podobała im się właśnie znienawidzona przez hitlerowców kultura angloamerykańska – dla władzy dekadencka, dla młodzieży – bardziej ludzka.

Hamburscy Swingjugend (z oficjalnej strony filmu dokumentalnego "Die Unwertigen")

Hamburscy Swingjugend (z oficjalnej strony filmu dokumentalnego "Die Unwertigen")

Ruch, przynajmniej na początku, był apolityczny (nigdy zresztą nie przerodził się w „pełnoprawny” ruch antynazistowski, mimo pewnych kontaktów z członkami niemieckiej opozycji). Jego członkami były najczęściej nastolatki dobijające dwudziestki z tzw. dobrych i dobrze finansowo ustawionych domów: jazzowe płyty i rozbijanie się po klubach nie było sprawą tanią. Podobnie, jak ciuchy, ponieważ „Swingjugend” mieli w sobie wiele z dandysów. „Swingjugend” nosili włosy nieco dłuższe, niż nakazywało ówczesne przyzwolenie społeczne, eleganckie garnitury, kapelusze. Elementem rozpoznawczym był parasol – noszony przez okrągły rok, niezależnie od tego, czy akurat zbierało się na deszcz, czy nie. Środowisko „Swingjugend” istniało głównie w Hamburgu – mieście o tradycyjnie libertyńskiej opinii. Organizowano koncerty i imprezy.

"Antyjazzowy" plakat hitlerowskiej propagandy: czarna muzyka jako przejaw "żydowsko-amerykańskiego zepsucia".

"Antyjazzowy" plakat hitlerowskiej propagandy: czarna muzyka jako przejaw "żydowsko-amerykańskiego zepsucia".

Ta stosunkowa elitarność ruchu bywała wykorzystywana przez nazistów jak słaby punkt środowiska: sami hitlerowcy – ruch jak najbardziej populistyczny – odwoływał się przecież do masowości. Odróżniało ich to zresztą od innych tego typu ruchów młodzieżowych, które powstawały w zachodnim świecie: francuskich zazous czy amerykańskich środowisk, których elementem rozpoznawczym był tzw. „zoot suit” – garnitur o specyficznym kroju: długiej marynarce i szerokich, lecz zwężających się u kostek spodni (ci, którzy pamiętają krój sławetnych „pyramidów” z początków lat 90-tych wiedzą, o czym mowa). O wiele bardziej egalitarni byli „Edelweisspiraten”, którzy – jak często skarżyli się członkowie „Hitlerjugend” – miewali w zwyczaju spuszczać pospolity, uliczny oklep napotkanym patrolom hitlerowskiej młodzieży. Im jednak warto poświęcić osobny artykuł. Tym bardziej, że represje, które spotkały „Piratów” były o wiele bardziej ciężkie, niż akcje przedsięwzięte przeciwko swingowcom.

W czasie wojny naziści postanowili skończyć z anglofilską „zarazą” – w 1941 roku policja dokonała masowych aresztowań: dzieciaki poddawano ostrej „reedukacji”, niektórzy zesłani zostali do obozów koncentracyjnych. Jak można wywnioskować z jednego z niemieckich raportów z tego okresu, nazistów osobliwie rozdrażnił fakt, że Swingjugend tańczyli do piosenki „We’re Gonna Hang Our Washing on the Siegfriedline (if the Siegfriedline’ s Still There”) („Powiesimy swoje pranie na Linii Zygfryda, jeśli jeszcze będzie tam, gdzie jest”). Uznano to za oburzający zamach na godność niemieckiego narodu. Posłuchajcie zresztą sami:

We’re going to hang out the washing on the Siegfried Line.
Have you any dirty washing, mother dear?
We’re gonna hang out the washing on the Siegfried Line
‘Cause the washing day is here.
Whether the weather may be wet or fine
We’ll just rub along without a care.
We’re going to hang out the washing on the Siegfried Line
If the Siegfried Line’s still there …

Do obozu koncentracyjnego zesłano między innymi hamburczyka Guentera Dischera. Disher żyje do tej pory i jest obecnie najstarszym DJ-em w Niemczech i swingowo-jazzowym guru.

W 1993 roku o środowisku „Swingjugend” nakręcono film z Christianem Bale i Kennethem Branaghem. Na jego youtube’owym fragmencie poniżej prezentowanym zobaczyć można swingową kontrkulturę Trzeciej Rzeszy w całej jej krasie – czyli w tańcu. A raczej sposób, w jaki widział ją hollywoodzki przemysł filmowy.

Książka dostępna na „Google Books”: „Different Drummers: Jazz in the Culture of Nazi Germany” Kater, Michael H.

37 komentarze/y »
Pseudhistoria

Komentarze

37 komentarze/y do wpisu “Tanzen Verboten”

Dodaj komentarz