Historia blokowisk, czyli skąd się wzięły maszyny do mieszkania
Blokowiska to przekleństwo naszej przestrzeni miejskiej. Cieszmy się jednak, że nie jest gorzej. Bo były pomysły, w których rytm życia bloku miał regulować wszystkie nasze funkcje. Nawet seksualne.

fot. E. Szczerek
Temat blokowisk kojarzy nam się z szarymi odcieniami PRL-u. Wydawałoby się, że sprawa już jest zamknięta. Ale to nieprawda: powraca dziś jak bumerang tyle, że często w jaskrawych kolorach.
Bo każde nowo budowane osiedle mieszkaniowe to po prostu zespół wielokondygnacyjnych budynków mieszkalnych. A stare blokowiska były jednak czymś więcej: przemyślanymi, opartymi na wieloletnich burzach mózgów koncepcjami, które łączyły w sobie myśl architektoniczną, urbanistyczną i socjologiczną.
Funkcjonalizm. To on za tym wszystkim stoi
Funkcjonalizm będący nurtem modernizmu nakazywał projektantom skupiać się przede wszystkim na użyteczności architektury i urbanistyki. To funkcji podporządkowane zostały aspekty techniczne i estetyczne. Maksyma „form follows function” (forma podąża za funkcją) stała się główną wytyczną projektowania w pierwszej połowie XX w., a – przypomnijmy – był to jeden z bardziej znaczących momentów w historii rozwoju miast.

Blokowisko w Taszkiencie (Uzbekistan)/Fot. M. zajdler/ Eastnews
W tej właśnie epoce należy doszukiwać się zalążka dzisiejszych blokowisk. . Patrząc na te homogeniczne twory – niegdyś szare, a dziś często pstrokato spiętrzone, trudno uwierzyć, że są one efektem ciężkiej pracy, wielu teorii, głębokich przemyśleń i wreszcie wielu działań skierowanych w trosce o człowieka i jego dobru. A tak było. Idee były szczytne.
Idee – w trosce o człowieka.
Funkcjonalizm był odpowiedzią na uboczne skutki szybkiego rozwoju przemysłu. Wiązały się bowiem z nimi dewastacja przestrzeni, degradacja przyrody i – co za tym idzie – pogorszenie warunków życia mieszkańców. A miało być odwrotnie.

Irak: Blokowisko w Salhiyi, dzielnicy Bagdadu/AFP
Funkcjonalizm hołdował tworzeniu zdrowej i przyjaznej człowiekowi przestrzeni. Rozwijająca się w tym czasie wiedza medyczna miała istotny wpływ na formowanie się kryteriów tworzenia nowej architektury. Dbałość o szeroko pojętą higienę stanowiła kluczowy ich element.
Głoszono hasła mieszkań jasnych, przewiewnych, słonecznych, z bezpośrednim dostępem do przestrzeni otwartych. Światło słoneczne uznane za „najwyższy czynnik życia” oraz zieleń, stały się głównymi wytycznymi projektowania. W konsekwencji doprowadziły jednak do rozbicia dotychczasowej struktury miast oraz wzajemnej izolacji budynków.
Blokomiasto
Odseparowane obiekty stały się jednostkami autonomicznymi, czego jaskrawym przykładem są corbusierowskie Unités d’Habitation – superjednostki mieszkaniowe przeznaczone dla 1,5-2 tys. osób. Były to potężne bloki o 17 kondygnacjach, które obok funkcji mieszkaniowej mieściły także ośrodki usługowe. 7 i 8 kondygnacja przeznaczona była na ciąg sklepów oraz innych punktów usługowych tj. zakład fryzjerski, kosmetyczny czy poczta. Kondygnacja 17 mieściła przedszkole, natomiast na tarasie dachowym ulokowano płytki basen, ośrodek zdrowia, kawiarnię a nawet teatr otwarty. Jednostki te wciąż można oglądać w Marsylii, Firminy czy Berlinie.

fot. E. Szczerek
Unité d’habitation w Firminy – wolnostojąca jednostka mieszkaniowa

fot. E. Szczerek
Unité d’habitation w Firminy - filary umożliwiające “uwolnienie parteru”

fot. E. Szczerek
Unité d’habitation w Firminy – korytarz wewnętrzny
Le Corbusier wkracza na scenę
Karta Ateńska z roku 1933 zawierała postulaty oraz koncepcje struktury współczesnego miasta. Była efektem pracy wielu wybitnych osobowości, głównie urbanistów i architektów, między innymi Charles-Édouard Jeanneret-Gris’a znanego pod pseudonimem Le Corbusier.
Le Corbusier był twórcą wspomnianych wyżej jednostek mieszkaniowych. Wraz z jego manifestem „Pięć punktów nowoczesnej architektury” rozpowszechniło się nowe – modernistyczne – spojrzenie na kreowanie przestrzeni.

Wiele modernistycznych projektów jest obecnie cenionymi pomnikami architetury. To osiedle im. Carla Legiena z lat 20-tych XX w. zaprojektowane przez Bruno Tauta i Franza Hilligera zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W takich właśnie okolicznościach narodziły się koncepcje bloków wielopiętrowych – nowych, jasnych mieszkań będących alternatywą dla ciemnych, przeludnionych i brudnych klitek robotniczych.
„Maszyna do mieszkania” i „cztery funkcje człowieka”
Dziewiętnasto- i dwudziestowieczne zafascynowanie techniką wiązało się z głęboką nadzieją na polepszenie rzeczywistości i, co za tym idzie, zaufaniem nowym rozwiązaniom i technologiom.
Wraz z corbusierowską „maszyną do mieszkania” przez pryzmat maszyny zaczęto postrzegać świat i otaczającą człowieka przestrzeń. Więcej: sam człowiek został zredukowany do istoty, której uniwersalne potrzeby można zamknąć w czterech funkcjach – pracy, mieszkania, dojazdu i rekreacji.
Jak praktyczność rugowała potrzeby duchowe
Powstał tzw. „człowiek typowy” dla współczesnej cywilizacji. Człowiek określany przez Le Corbusiera jako „suma stałych psychobiologicznych rozpoznawanych i zinwentaryzowanych przez specjalistów – biologów, lekarzy, fizyków, chemików, socjologów i poetów”.
Teorie projektowania funkcjonalistycznego powstały właśnie głównie w oparciu o potrzeby fizyczne człowieka. Potrzeby psychologiczne i społeczne w dużym stopniu zostały pominięte lub spłycone.
„Planowanie pustynne”, czyli jak rozbić miasto
Planowanie modernistyczne kładło silny nacisk na stosowanie zasady tzw. strefowania funkcjonalnego.
Polegało ono na wyodrębnieniu głównych elementów miasta: miejsc pracy, zamieszkania i wypoczynku. Skończyło się na tym, że tereny o różnym charakterze i zabudowie podzieliły gigantczne odległości.

Jedno z największych blokowisk na świecie - Co-Op City na nowojorskim Bronxie
Wraz z niezbędnym w tych okolicznościach rozwojem szybkiej komunikacji zanikała aktywność na wolnym powietrzu i możliwość częstych kontaktów międzyludzkich. Jak pisze Jahn Gehl, „wielkie odległości między ludźmi, wydarzeniami i funkcjami charakteryzują nowe obszary miast”.
Planowanie pustynne (desert planning), użyte przez Gordona Cullena najlepiej oddaje ideę planowania funkcjonalistycznego.
Czego nas pozbawiono
Przestrzenie miast pozbawione zostały podstawowych elementów, takich jak plac czy ulica, które dotychczas stanowiły główne miejsca zgromadzeń ludności. Dawna ulica wypełniona barami, kafejkami oraz sklepami została okrzyknięta „barbarzyńską pozostałością i oburzającym anachronizmem”.
Zastąpiła ją nitka szybkiej komunikacji przeznaczona dla ruchu kołowego. Zamiast placów i ogrodów powstały bezkresne trawniki poprzecinane ścieżkami i dróżkami ze sterczącymi gdzieniegdzie drzewami.
Chcieliśmy dobrze…

Celem funkcjonalistów nie było, rzecz jasna, zredukowanie aktywności społecznej. Wręcz przeciwnie – wyobrażano sobie, że te wielkie wolne powierzchnie wypełnione będą radosnymi i szczęśliwymi ludźmi. Wizje te jednak pozostały jedynie na papierze.
Funkcjonalizm-monstrum, czyli „funkcje płciowe” z zegarkiem w ręku
Wiele eksperymentalnych pomysłów narodziło się w byłym Związku Radzieckim. Były to idee, które obecnie uznalibyśmy za potworne i totalitarne. Poprzez połączenie funkcji usługowych i mieszkaniowych starano się zapewnić w nich w pełni skolektywizowane życie. Nie było tam miejsca na indywidualizm i własność prywatną. Były to np. idee domów-komun oraz miast-komun, których radykalizm potrafił w rezultacie wystraszyć nieraz nawet samych autorów.
Tak było z projektem autorstwa J. Kuźmina (1929). Mieszkańcy podzieleni wg grup wiekowych mieliby zamieszkiwać wyznaczone dla nich sektory. Poddani byliby całkowicie regulaminowi i szczegółowym rozkładom zajęć. Projekt przewidywał podział funkcji mieszkaniowych na siedem grup: wypoczynek i sen, żywienie, życie płciowe, wychowywanie dzieci, wychowanie i rozwój kultury; potrzeby higieniczno-sanitarne, nadzór i opieka lekarska.

- Blokowisko w centrum Mińska (Białoruś)/Fot. N. Hannes/Reporter
Projekt G. Wolfenzona przewidywał natomiast część mieszkaniową z osobnymi strefami dla samotnych, rodzin małych oraz rodzin dużych. Mieszkania pełniłyby jedynie funkcję sypialni a całe życie odbywałoby się wg odgórnie zalecanego planu obejmującego: pracę, wypoczynek, rozrywkę, spożywanie posiłków itp. Dzieci mieszkałyby w osobnych strefach a wychowywane byłyby w duchu kolektywizmu.
Moderniści w Polsce
Na polski grunt idee modernistyczne zostały przeniesione przede wszystkim przez działalność grupy Praesens z Szymonem Syrkusem na czele.
To on wraz z Heleną Syrkus oraz Barbarą i Stanisławem Brukalskimi rozwijali w naszym kraju koncepcje tzw. „jednostki sąsiedzkiej” w formie osiedli społecznych.

Egipt: Bloki w Kairze/ Fot: T. Gawalkiewicz, Agencja Reporter
Syrkusowie przedstawiali idee tych jednostek w sposób następujący: „Społeczna treść typowego obiektu urbanistyki demokratycznej – osiedla – jest bogata i zróżnicowana. Składa się na nią mnogość funkcji, mających głębokie i rozgałęzione korzenie w zbiorowych potrzebach licznego zespołu ludzkiego.
Przestrzenne ukształtowanie osiedla nie będzie więc dekoracją zasłaniającą wewnętrzną pustkę, lecz żywą formą odzwierciedlającą konkretną treść społeczną. Forma ta będzie się wzbogacała w miarę rozwoju i pogłębiania się więzi społecznej i jej różnorodnych przejawów”.
Te właśnie doktryny miały istotny wpływ na kształtowanie się tkanki urbanistycznej w powojennej Polsce.
Buty Bata, które zmieniły oblicze miasta
Idea funkcjonalizmu diametralnie zmieniła oblicze małego miasteczka Zlin na Morawach, które przekształciło się w duże miasto funkcjonalistyczne.
A stało się tak za sprawą rodziny Batów, których drobna rodzinna manufaktura obuwnicza w latach 30-tych przerodziła się w wielką fabrykę obuwia zatrudniającą wiele tysięcy pracowników. To dla nich rozrastająca się tkanka miejska produkowała obiekty użyteczne i ekonomiczne. Bo jak sam Tomáš Bata – twórca fabryki wciąż powtarzał: „Nie pozwólmy architektom, aby budowali pomniki”. Z mieszkańców swojego miasta Bata próbował stworzyć typ “pracownika idealnego”, którego życie chciał moderować w całości – tak podczas pracy, jak wypoczynku.
Koncepcja urbanistyczna oparta była głównie na siatce wypełnionej jedno i dwurodzinnymi domkami kostkami oraz wysokościowcami, będącymi głównie obiektami publicznymi i fabrycznymi.
Do boju, socjalistyczni architekci!
W duchu nowoczesnej architektury i urbanistyki zgodnie z hasłem „więcej zieleni, więcej przestrzeni, więcej słońca” rozpoczął się także w Polsce okres wielkiego socjalnego budownictwa. I w którego utopijne idee wierzyli między innymi twórcy dzisiejszych szarych osiedli. Warto przytoczyć słowa architekta i urbanisty K. Wejcherta: ”Miasto socjalistyczne może być piękne. Dopiero ustrój socjalistyczny w oparciu o plan gospodarczy pozwala na świadome komponowanie zarówno całości miasta, jak i jego fragmentów. Przestaje tu działać kapitalistyczna pogoń za zyskiem, za rentą gruntową, miasto przestaje być odbiciem antagonizmów ustrojów opartych o wyzysk”.

Blokowisko w Lipawie (Łotwa)/Fot. N. Hennes/ Reporter
Trudno nie zgodzić się z opinią Bogdana Jałowieckiego, że okres socjalizmu był rajem dla architektów i urbanistów realizujących koncepcję nowoczesnej urbanistyki. Dostali oni swobodę projektowania, nie krępowały ich ceny ziemi, mieli okazję projektować całościowo wielkie założenia urbanistyczne; przy tym szli z duchem czasu wykorzystując nowatorską technikę prefabrykatów.
…I co z tego boju wyszło
Niestety najczęściej powstawały jedynie pozbawione duszy i tożsamości zespoły mieszkaniowe uzyskane przy jak najniższych nakładach i kosztach. Zdarzało się, iż urbanizowanie terenów odbywało się w sposób arbitralny, nie uwzględniając sprzeciwu rdzennych mieszkańców. Przykładem, i to w skali makro, może być powstałe w 1950 r. miasto Nowe Tychy. Po zlikwidowaniu gmin Paprocany i Wilkowyje, pomimo licznych sprzeciwów autochtonicznych mieszkańców istniejących tam wiosek i osad powstało nowe miasto.

Zrewitalizowane blokowisko w Kraśniku/Fot. W. Pacewicz/SE
Przeciwnicy technicznego modernizmu
Należy wspomnieć, iż nie wszyscy byli wierni i oddani funkcjonalnym ideom modernizmu. Fiński architekt Alvar Aalto odrzucał dogmatyczny funkcjonalizm i chłodny racjonalizm. Twierdził iż „być może właśnie architektura (…) pozwoli ludziom zdominować maszynę”.
Co ciekawe, osoby, które już wtedy dostrzegały często zbyt mechaniczne traktowanie przestrzeni i społeczeństwa, to również osoby nie związane stricte z architekturą.
Kanadyjska publicystka i aktywistka Jane Jacobs głosiła, iż higiena psychiczna jest tak samo ważna, jak higiena fizyczna. Już w latach 50-tych nawoływała do przywrócenia podstawowych elementów, takich jak ulica i chodnik w strukturze miasta. Mówiła o wymianie społecznej, o tym, że to, co przyciąga ludzi to inni ludzie. Bowiem, jak mówi stare skandynawskie powiedzenie, „ludzie przychodzą tam, gdzie są ludzie”.

Blokowisko w Norwegii/Fot. Ruther/ Eastnews
Sceptyczny wobec technicznego rozwoju modernizmu był także Lewis Mumford – amerykański historyk i filozof, który o etosie modernizmu pisał jako o otwieraniu puszki Pandory z cudami technicznymi, które w rezultacie ludzkie działania i cele sprowadzą do mitu maszyny.
Efektowny upadek modernizmu, czyli wielkie sprzątanie po wielkich ideach
Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte przyniosły nowe krytyczne spojrzenie na skutki planowania funkcjonalistycznego. Nie do ukrycia stał się fakt, że powstałe monofunkcyjne osiedla okazały się porażką, będąc jedynie miejscem wzmożonego bezrobocia i przestępczości.

Blokowisko we Francji (Evreux)/Fot. Reporter
Próby rewitalizacji w postaci kosmetycznych przeróbek najczęściej nie przynosiły rezultatu. Posuwano się wówczas do ostatecznego kroku – wyburzenia. W ten sposób, w roku 1972, zniknęło osiedle Pruitt-Igoe w St. Luis.
Spektakularne wysadzanie wielopiętrowych bloków stało się symbolicznym zakończeniem epoki modernizmu. Symbolicznym, bo w rzeczywistości po tym wydarzeniu powstało jeszcze wiele blokowisk, a i współczesne nam budownictwo powiela schematy osiedli. Tyle, że efekciarsko poprzebieranych.

Francja, 2005 r: wyburzanie bloku w dzielnicy Lyonu La Duchere
Nie obalamy PRL-u. Dokarmiamy go
Rewitalizacja blokowisk to proces złożony, wielopłaszczyznowy i przede wszystkim wymagający czasu. Niezbędne są dokładne i przemyślane rozwiązania nie tylko w kwestiach uzdrowienia architektury, ale przede wszystkim urbanistyki ze wszystkimi aspektami społeczno-socjologicznymi.
Tendencje niestety idą w zupełnie odwrotnym kierunku. Nie tylko nie zwalczamy peerelowskich monostworów, ale dokarmiamy je, pozwalając im się rozwijać i do tego obrastać kiczem.
Przestrzenie miedzy budynkami
Jak słusznie zauważa Jan Gehl, o jakości przestrzeni nie świadczą same budynki ale przede wszystkim życie jakie toczy się w nich oraz między nimi.

Blokowisko na obrzeżach miasta we Lwowie/Fot. A. Micura
Poprzez decyzje projektowe w dużym stopniu można wpłynąć na różne formy zachowań, można stworzyć przestrzenie puste ale i przestrzenie tętniące życiem.
Domeną blokowisk jest generowanie przede wszystkim tzw. terenów ‘niczyich’ czyli terenów, z którymi nikt się nie utożsamia. Zorganizowanie i zhierarchizowanie przestrzeni poprzez wprowadzenie podziału na przestań publiczną, półprywatną i prywatną sprawia, że stają się one elementem większej całości.
To z kolei wyzwala w mieszkańcach, będących jej częścią, poczucie przynależności i skutkuje w dużym stopniu poczuciem kolektywnej odpowiedzialności za te tereny. Tym samym chroni przed wandalizmem i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.
Gdzie przód, gdzie tył? O zagubieniu w przestrzeni
Wielkie przestrzenie osiedlowe z rozrzuconymi dowolnie blokowiskami wywołują poczucie dezorientacji. Brak jasnego i czytelnego planu, zdefiniowanego centrum oraz obiekty bez wyraźnie zaznaczonego frontu i tyłu wyzwalają w człowieku uczucie zagubienia.

Blokowisko w serbskiej części Kosowskiej Mitrowicy/Fot. J. Korczyk/Reporter
Wg Bogdana Jałowieckiego związane jest to z percepcją przestrzeni w oparciu o kategorie przestrzenne określone przez parametry takie, jak: położenie, kierunek i dostępność. Kategoriami związanymi z położeniem może być centrum oraz peryferia. Kategorie dotyczące kierunku to: przód, tył, strona lewa, prawa granice czy strony świata. Granice, drogi, mosty oraz rożnego rodzaju przejścia takie jak drzwi, bramy czy wrota związane są natomiast dostępnością przestrzeni. Kiedy naruszone zostają zasady związane z tymi kategoriami, odbiór przestrzeni staje się niejasny i nieczytelny, wywołujący poczucie niepokoju.
Eliza Szczerek
doktorantka na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej









Ciekawy artykuł.! A w naszym kraju szczególnie życiowy. Zwłaszcza wątek higieny psychicznej i zagubienia. Jest jakaś teoria (bodajże “stłuczonych szyb”) która zakłada, że stłuczona szyba czy niedziałająca latarnia sprawiają, że zmniejsza się szacunek do tego miejsca i dewastacja postępuje. Pojawiają się bazgroły na ścianach itd…
Zdjęcie blokowiska w Uzbekistanie powala!
Krasnik daje rade!
Alvar Aalto w grobie się przewraca, tak mu ciągle i wszędzie imię przekręcają…
Bzdury, blokowiska “be”, gdyż to wytwór realnego socjalizmu, tam ludzie mieszkali rodzili się i umierali,. Były mieszkania z wszelkimi wygodami sanitariami i socjalnymi, zlikwidowano wtedy bezdomność i polepszył się standard życia. Co mamy teraz, oprócz wybujałej propagandy? Praktycznie nic, ani pracy, ani godnych zarobków, a mieszkania, mieszkanie kątem u rodziców, albo altanki i ziemianki, później zdziwienie, że tworzy się patologia społeczna. wiadomo też, że 70% żyje w przeciętnym ubóstwie nie ma oszczędności i nie ma wczasów.
W Polsce blokowiska zaczęły masowo powstawać po II Wojnie Światowej. Tworzono je najczęściej na obrzeżach miast. Miały pełnić funkcję sypialni miasta dla ludzi którzy stracili dach nad głową w skutek wojny. Budowano je na szybko z “wielkiej płyty”, ważniejsza była funkcjonalność budynków niż ich wygląd.
Temat ciekawy, tytuł ciekawy, artykuł cholernie nudny. Pierwszych 20 linijek odeszła mi ochota na czytanie dalszej części.
Bardzo ciekawy artykuł. Uświadmaijący przede wszystkim ze blokowiska nie są wytworem demoludów ale tendencji rozwojowych społeczeństwa w strukturze przemysłowej.
tak to jest maciek jak najdluzszym tekstem czytanym jest sms. szkoda mi ciebie troche
Niewątpliwie wielkie blokowiska są strasznie brzydkie, jednak miały one swoją bardzo ważną rolę w wielkiej migracji ludzi ze wsi do miasta po II wojnie światowej – był to bez wątpienia ważny awans społeczny
w 100% popieram genka dodam jeszcze, ze po wojnie natąpiła wielka mgracja ludzi ze wsi do miasta ludzie ci otrzymywal imieszkania z łazienkami i wszelkimi wygodami, na wsi miel wychodki i wodę ze studni a obecnie na takie mieszkanie w blokowisku nie stać większośćimłodych ludzi którzy chcieliby rozpocząć samodzielne zycie proponuje im się kredyty na 30 lat autor tego artykułu próbuje ogłpiać ludzi
nasze blokowiska to są jeszcze extra,ale to co widziałem w Egipcie to jest masakra .To są dopiero klocki częściowo otynkowane ,okna w 13 stylach , balkony jak komórki,klimy ,anteny ,sznurki na pranie na elwacji.I ten totalny bałagan między blokami,brak zieleni ,małej architektury.Bez względu czy jest to centrum Kairu,czy małej miejscowści.Fotka zamieszczona w artykule jest jeszcze naprawde łagodna.
ble ble,slamsy, które nieuchronnie zaczną powstawać będą ładniesze od trawników przy blokowiskach
Modernizm to ideologia, która okazała się bardziej zbrodnicza dla cywilizacji niż nazizm! To modernizm, likwidując “nasze” podwórka, ulice itp. spowodował wzrost przestępczości miejskiej i upadek kultury, a wraz z nią, cywilizacji. A zwolennikom PRL-owskich blokowisk przypominam, że gdyby zsumować mieszkanie w bloku, niezbędną przestrzeń pomiędzy wysokimi blokami, garaż “blaszak” na samochód, który często był… w innej części miasta oraz ogródek działkowy (tak zwykle wyglądała “rodzina” miejska za PRL), to wyszedłby… mały domek jednorodzinny z ogródkiem, dający dużo większy komfort życia i nie powodujący szkodliwych zjawisk społecznych typu “blokersi”!
do JKMfana: ten twój ukochany domek z ogródkiem może nie powoduje szkodliwych zjawisk społcznych jak blokersi, ale powoduje bardziej szkodliwe zjawisko zwane urban sprawlem, które powoduje zamieranie centrów miast. Idioteyczne porównanie “modernizn gorszy od nazizmu”… no, jeśli tak lubisz idiotyczne porównania to ten urban sprawl jest gorszy od nazizmu, modernizmu i komunizmu razem wziętych.
Jak wszystko ma swoaje plusy i minusy ale gdy w polsce powstawały “BLOKOWISKA” myślano przed wszystkim o dachu nad głową dla przeciętnego pracującego polaka Był to traktowane jako podstawowy obowiazek państwa anie przywilej w przeciwieństwie do ostatnich 20 lat i mam wrażenie że cofamy się w rozwoju a w szeczólności jak słyszy się te “madre” słowa polityków ze to co oni robią to robia dla ludzi , bardziej beszczelnych wypowiedzi nie słyszałem a szczerych to juz wcale . Blokowiska zaniedbane?? nie osidla mogą byc piękne ale zarządcy rto banda często cwaniaków którzy nie widząc chyba własnych korzyści nie robia nic BO TYLKO DZIEKI NIM JESLI JEST “SYF-BRUD” strare prawdziwe powiedzenie jaki gospodaż takie gospodarstwo . Liczą sie tylko pieniądze a ludzie dają się wpuszczać w maliny jak w śrdniowieczu że niby coś ktoś kiedyś zrobi (byle w czasie odwlec problem )
Ani słowa o japońskich osiedlach a kraina wiśni jest polem do studiów. Tam dopiero urbaniści się pocą! Przeludnienie na górzystych, skalistych wyspach. Gwoli ścisłości bloki z wielkiej płyty obliczone były na funkcjonowanie przez 50 lat. Dla wielu bloków nadchodzi czas.
może gdyby blokowiska chociaż wyglądały bardziej luksusowo, to nie byłoby takiego problemu z blokersami, dewastacją itd. wiadomo, że gdy otoczenie wygląda lepiej, to i nasze umysły są lepsze.
@?: masz rację, ale nasze spółdzielnie/wspólnoty wolą (poza kilkoma wyjątkami) pokryć blok 20cm styropianu, potem tynkiem akrylowym i pomalować na żółto i różowo, co blok upodabnia raczej do slumsu niż do developerskiego, nowoczesnego osiedla. Do bloków PRLu nic nie mam, ale gdy patrzę na słoneczka czy rybki namalowane na tynku przez “artystów” robi mi się niedobrze.
Temat ciekawy,niestety strasznie rozwleczony:(
Czyta sie go ze znuzeniem i o wielu rzeczach waznych zapomniano.Autor powinien wspomniec ,ze teraz mieszkanie w blokowisku=kredyt hipoteczny np:)ale i wiele wiele innych.Pozdrawiam:)
świetny artykuł.
No cóż szanowna doktorantko – nic odkrywczego- kompilacja historycznych półprawd i banałów powtarzanych w popularnych czasopismach. Artykuł dobry jak na licealistkę ale jak na doktorantkę to chyba zdecydowanie za mało.
Co proponuje pani w zamian? Czyżby “głowę zwiesił niemy’ [K. P-T}
“rozwleczony”? nie da się złożonego zagadnienia przedstawić w stylistyce odcinka losta :) ludzie się odzwyczaili od rzeczy wymagających wysiłku intelektualnego i oto są efekty.
Bardzo ciekawy artykuł. Tak to już jest, że wraz z postępem nauki i techniki, zmieniają się potrzeby człowieka. Wychowałam się w typowym blokowisku mam ogromną awersję do takiego zbiorczego mieszkania. Choć idee były piękne i zakładały powstawanie wspólnego życia mieszkańców (wspólne pralnie, suszarnie, czasem i nawet toalety, bo w niektórych, pierwszych blokach nie było kanalizacji), to spowodowały odwrotność czyli częste wyobcowanie człowieka, nieufność wobec sąsiada.
Ja wychowałam się w domu z ogrodem prawie w centrum wielkiego miasta, niestety dom w latach 70 został wyburzony /zaznaczma, że odszkodowanie jakie dostali moi rodzice było lekko pół śmieszne. Zamieszkaliśmy w blokach z wielkiej płyty. Moja córka już tam urodzona miała mnóstwo zielonej przestrzeni do zabawy, rówieśników do zabawy i wcale nie byo tak żle jak naświetlaja to niektóre mądrale na tym forum. Teraz bloki są pomalowane na wesołe pastelowe kolory, są ocieplone, Jest mnóstwo drzew, placów zabaw miejsc do wypoczynku. Zaznaczam, że osiedle liczy ok. 8 tys. osób.
Blokowiska podniesieniem statutu społecznego?? teraz każdy patrzy tylko ja psierniczyć na wieś domek postawić z dala od miat pełych hamstwa i obłudy Czyż by teraz to miało byc podniesieniem statutu ?? dziwny punkty widzenia no ale cóż
Jak słyszę podskakujących z radoiści że mają ocieplonyh blok i wykupione mieszkanie a naj śmiesznejsze dumni że są właścicielami (wspólnota) to mam wzrażenie że słońce zaszkodziło komuś . zamiast domagać się kapitanych remontów zadawalają się “badziewiem” za kosmiczne pieniądze . ZERO LOGICZNEGO ROZUMOWANIA . że budynek 50 letni i tak sie rozleci średnio za 20-30 lat (napewno nie bedzie bezpieczny ciekawe co w tedy zrobią ci co wykupili i gdzie bedą mieszkac , chyba na włąsnym 1.5 metrze kwadrt owym gruntu na nimpostaw jesli nie bedzie mu przysługiwać przy budynkach a jak komuś coś na głowę spadnie to bedą zdziwieni że odszkodowania się posypią .
Prof Jałowiecki myli się w wielu miejscach a już opinia, że “socjalizm był rajem dla architektów i urbanistów……….” to chyba jakiś żart. Profesor urodzony w 1934 roku chyba w tym czasie przebywał na emigracji wewnętrznej bo nie wierzę, że miał kontakt z problemami ówczesnego projektowania i nie pamięta który z komitetów Naszej Partii w tych sprawach podejmował decyzje. Tak to jest jak bezkrytycznie cytuje się dziwne poglądy Panów Profesorów. Miałem okazję w tym czasie studiować, pracować a jeszcze w latach 80-tych próba wywolania dyskusji – Le Corbusier 5 błędów współczesnej architektury – było obrazoburcze na WAPK.(tam też rządziły komitety). Może warto teraz wspomnieć walkę prowadzoną latami przez naszego krakowskiego kolege Krzysztofa Bienia o prawa autorskie (których zresztą w owych czasach w PRL-owskim prawie nie było). Artykuł na poziomie przyzwoitego liceum, datykający zbyt wielu wątków, niepotrzebnie. Widać, że doktorantka jeszcze nie w pełni zapoznała się “z metodami pracy naukowej” – Pozdrawiam i życzę owocnej pracy nad tematem. Na koniec jeszcze jedno – zapomnimy szybko o możliwości rewitalizacji blokowisk bo to niemożliwe lepiej pomyślmy jak szybko przenieść ludzi do bardziej humanitarnych form zamieszkania
Jedna literka uciekła “nie prawie nie było” tylko prawnie nie było
Jestem urodzony w 1952 roku. W 1971 roku ukńczyłem Technikum Budowlane w Zabrzu i podjąłem pracę w biurze projektów studiując jednocześnie na Politechnice Śląskiej, więc branża ta nie jest mi obca. Pracowałem w firmie która montowała właśnie bloki z płyt i w takim też mieszkam. Zgadzam się że w sumie jest to prymityw gdy chodzi o dzisiejsze technologie natomiast było to tanie i zadowalało potrzeby biednych. Dziś albo wyrzucają nas z mieszkań z uwagi na zadłużenie, albo proponują mieszkania TBSów które w zasadzie są tylko dla bogatych. Proszę odpowiedzieć jaka jest opcja dla rencistów, emerytów, tych którzy pomimo ukończenia różnych szkół, licencjatów….aa pozostaja bez pracy, albo dostają na tzw pracę na zastępstwo. Żaden bank nie udzieli takiej osobie żadnego kredytu … Co mają robić ci ludzie ???????????????????????????????????
Modernizm powstał w opozycji do dziewiętnastowiecznej ciasnej zabudowy. Nie dziwię się, że w głowach twórców wydawał się zbawieniem. Jednak moderniści zapomnieli, że jeżeli “rozwleką miasto” to wówczas powstaną problemy komunikacyjne. Po dwa osiedla okazały się porażką przez niechęć do tworzenia funkcji usługowych w parterach.
Jednakże w porównaniu do dzisiejszych trendów w budownictwie i urbanistyce to nasze blokowiska wcale nie okazują się najgorszą rzeczą. Obecnie mamy całe założenia urbanistyczne otoczone płotami, poodwracane “tyłem do siebie”, molochy handlowe z asfaltową pustynią wokół, i dalszy brak wszelkich usług w parterach, a nawet podstawowych obiektów na osiedlach. Na blokowiskach były chociażby szkoły, przedszkola ZOZ-y czy minimarkety (kiedyś zwane supersamami). Co mamy części współczesnych osiedli? Nic. Ten sam problem dotyczy osiedli willowych poza miastem. Odległości do pracy czy punktów usług powodują, że ludzie więcej życia muszą spędzać poza miejscem zamieszkania, przez to nie są wstanie się zintegrować.
Oczywiste jest, ze człowiek zawsze dąży do zmiany. Następujące epoki nie tolerują wynalazków poprzedniej. Moderniści nienawidzili urbanistyki 19. wieku, a obecni modernizmu, gdyż każdy na swój sposób zbankrutował. Stąd dziś mamy nacisk na urozmaiconą architekturę w ludzkiej skali, oraz przestrzenie wielofunkcyjne.
PRL- budowała rocznie 200-300 tys.mieszkań.Obesnie buduje się ok.15.tys.Remedium na braki mieszkaniowe jest niż demograficzny i slamsy.Dla części populacji zakończyło się to pozostaniem w niebycie.
Polska po wojnie była krejem zniszczonym i w 80% wiejskim.Tylko w ten sposób ludność wiejska mogła przenieść się do miasta.Część potomków (jak by nie patrzeć chłopstwa ) chętnie wróciłoby na wieś lub skorzystałoby z form podobnych do amerykańskich( jeden dom dla jednej rodziny), jednak juz z liczb wynika, że obecny system jest niewydolny i nie starczy jakichkolwiek mieszkań nawet tych najgorszych.
Przymierający głodem może pluć na wczorajszy suchy chleb i czarną kawę ale jaka jest alternatywa?
Fakt jest jednak taki, ze wtedy panstwo troszczylo sie o zwyklych ludzi a aktualnie politycy troszcze sie jedynie o swoje interesy obiecujac jedynie budowe 3mln mieszkan…
“Bardzo ciekawy artykuł”????
Temat owszem, ciekawy, ale potraktowany powierzchownie. Dlaczego autorka nie zaznaczyła jasno, że na początku XX wieku, gdy powstawała idea modernizmu, stanardem miast były kamienice z oficynami ( w 90% niedoświetlonymi ), “kanalizacja sanitarna” płynęła rynsztokiem a woda była w studni przy ulicy? A Karta Ateńska i jej rozwiązania skierowane były głównie do robotniczej części społeczeństwa, której warunki życia trzeba było jak najszybciej poprawić. Nic nie działa szybciej niż rozwiązania hurtowe.
Natomiast w PRL-u funkcjonalzm jako idea nikogo nie obchodził, przefiltrowano go przez swoje sito: to, co miało stanowić minimum socjalne, stało się maksimum, które władze chciały dać obywatelom. Jak architekci mieli się wykazać, skoro był odgórnie narzucony metraż na osobę (bez możliwości przekroczenia) oraz istniały katalogi produkowanych elementów (tzw. “wielka płyta”) które należało wykorzystać. Gdzie tu pole na inwecję twórczą?
Natomiast wyobcowanie i nieufność jest już tylko i wyłącznie nasza sprawa. Ja też wychowałam się i do tej pory mieszkam w bloku- znam sąsiadów, na podwórku jest zawsze tłumek, nie tylko dzieci. Mój brat mieszka domku z ogródkiem, na kameralnym osiedlu, gdzie każdy burknie “dzień dobry” i chowa się za swoim płotem. Wszystko zależy od ludzi!
Pozdrawiam- idę z córką przed blok ;)
I za taki badziew ludzie brali kredyty na 30 lat.
Popieram Anonima i Gieńka. Obecny trend polega na tym żeby wszystko krytykować zamiast zrobić samemu. Niech autor zastanowi się lepiej jak doprowadzić do powstania kafejek i zaleśienia nitek komunikacyjnych zamiast krytykować to co jest na rynku i jak się okazuje ma jakąś wartość rynkową. Nikt nie mówi że blokowiska są piękne, ale miały jakąś koncepcję. Choćby zagospodarowania przestrzennego. Porównajcie ile blokowisk spłynęło z powodzią, a ile nowych domów. Buoownictwo to całość koncepcji a nie fragmentaryczne budowle. (również badania posadowień budyjnku)
zgadzam się z jednym z przedmówców, temat ciekawy, ale artykuł napisany strasznie chaotycznie, niestety bardzo źle się to czyta.
Pozdrawiam wszystkich którzy zaraz zaczną mnie obrażać że czytuję tylko smsy.
Naśmiewacie się i gardzicie blokowiskami, a wielu z Was właśnie z takich blokowisk się wywodzi (tylko zapomniał wół jak cielęciem był).
Dzięki takim blokowiskom wiele rodzin zyskało własny kąt – chyba lepsze samodzielne mieszkanie w bloku, niż mieszkanie na “kupie” z rodzicami, dziadkami lub teściami.
Komuna dała mieszkania,wybudowała blokowiska i dała ludziom pracę,teraz ludzie mogą sobie wykupić mieszkanie w bloku za śmieszne pieniądze i sprzedać je kilkanascie razy drożej.
Teraz obcy kapitał i nieudolny rząd inwestuje w Polsce zamiast w mieszkań w szklane wieżowce i galerie handlowe.Do tego prywatyzuje kolej państwową.
Progresja zaludnienia zmusiła do budowania coraz większych i wyższych kompleksów mieszkalnych. Jednakże w tych modernistycznych blokach są zawarte płyty azbestowe, które są rakotwórcze. Pod wałbrzyskim osiedlem Podzamcze, dodatkowo przebiega rura uranowa, powodująca że ludzie tam często chorują, a czynsze są najwyższe w mieście. Nie ma jak stara cegła trzymająca ciepło przez kilkanaście godzin. Niedopłaty w nowych osiedlach za centralne ogrzewanie, po jednym sezonie, przez niektórych rozkładane są raty, często na kilka lat. Co będzie następnej zimy, skoro przy wyłączonych grzejnikach i tak po okresie zimowym trzeba będzie zapłacić sporą sumę. “Nie wszystko złoto, co się świeci”.
Autorka skupia się na ideologiach które tak naprawdę mają mało wspólnego z codziennym życiem na Polskim blokowisku, po raz kolejny gdy czytam o blokach mam wrażenie, że autor na blokowiskach nie bywa a nawet jak już to się nie przygląda i niema żadnych własnych przemyśleń. Po prostu bezmyślnie powtarza za socjologami pochodzącymi z krajów które miały zupełnie inne doświadczenia w ostatnim półwieczu i gdzie tego typu osiedla zaczęto kojarzyć z patologią co w Polsce mimo całego tego gadania o “blokersach” nigdy nie nastąpiło.
Co więcej blokowiska rozwijają się i to nie przez jakieś sztuczne rządowe programy nad czym z resztą autorka ubolewa bo to przecież źle skoro z jej teoretycznych rozważań już dawno powinny upaść!
O zgrozo mimo tej całej niezdefiniowanej przestrzeni, anonimowości i czego tam jeszcze są często bardziej zadbane niż dzielnice XIX wieczne gdzie mamy do czynienia z brudem i patologią.
narzekamy na tamte blokowiska ktore dawały ludziom dom a dzis za mieszkanie w blokowisku płaci sie miliony i ludzie spłacają je do konca życia a reszta to bezdomni co spią w zsypach na śmieci …
W Polsce blokowiske to jeden wielki slams!!
w klitce blokowej znaczy się pudełku piętrowe łóżka, piętrowe szafki, piętrowe regały ……. miasto,masa,maszyna …………. w ciasnym kojcu najspokojniejszy pies zaczyna gryźć ….. a seks po rurach kanalizacyjnych się rozchodzi ………..
chcieliśmy leprzej Polski to samy ją mamay na włąsne życzenie a jak wprowadzą euro to nawet na te slamsy nas nie będzie stać tylko tak jak w Grecji w ziemiankach będziemy mieszkali! ludzie opamiętajcie się Bóg widzi i grzmi! powodzie katastrofy po co to ? otwórzcie oczy!
Interesujący artykuł, pozdrawiam
nie rozumiem,o co chodzi?mieszkalam na niewielkim osiedlu-blokowisku w centrum miasta.mnostwo osob,ktore mieszkaly w tych blokach od dziecka,zyje do tej pory w przyjazni,a w naszym bloku poznaly sie trzy pary,ktore pozniej zostaly malzenstwami.inni tez nie szukali daleko.sama mam meza-sasiada.wszystko zalezy od ludzi.jak sa nieczuli,nieludzcy,to nawet najpiekniejsze domy im nie pomoga.w naszym bloku,w wieczor wigiljny,po kolacji chodzi sie do sasiadow z oplatkiem…nic dodac,nic ujac…
Pomysł na artykuł ciekawy.
Co do blokowisk – cóż, jedno drugiemu nierówne.
Ja na przykład mieszkam na Osiedlu Podwawelskim w Krakowie i bardzo je sobie chwalę – raz, że sporo jest 4piętrowych bloków a nie ma tych naprawdę ogromnych, Jest też mnóstwo zieleni, drzewa już zdążyły wyrosnąć. Wszystko jest zaplanowane tak, żeby było wygodnie dla mieszkańców: na osiedlu jest szkoła, przedszkole, żłobek, duży sklep, kościół, mnóstwo małych placów zabaw rozrzuconych wśród zieleni, można łatwo przejść przez osiedle.
Nie wyobrażam sobie mieszkania w kamienicy z widokiem na podwórko 2 na 2 m.
Nie podobają mi się też osiedla takie, jak to nowe na Ruczaju: niby nowoczesne, te pstrokate brzydkie domy, poustawiane w dziwaczny sposób i poprzegradzane w różnych dziwnych miejscach tak, że się trzeba nakluczyć, żęby przejść przez osiedle.
Szkoda,że autor nic nie wspomniał o przedwojennej urbanistyce Stalowej Woli!
To najciekawszy przykład budowy nowoczesnego miasta w wydaniu czysto polskim! Część miasta ta przedwojenna jest 1000 razy ciekawsza i piękniejsza od tej powojennej. Komuniści czego się nie dotknęli- to spartolili!!!
Jarek nam pomoże wierzę w niego!
Popieram w 100% gienka i podobnie rzecz komentujących.
Ja sam mieszkam w nowym bloku dość komfortowo ale poza tym, że nowe osiedla cechuje brak zieleni, pernamentrny brak miejsc parkingowych i zaglądanie sąsiadowi przez balkon do garów w kuchni to nie widzę większych różnic do ochydnych blokowisk.
A tak w ogóle – ile kosztowałby metr mieszkania w nowym bloku, ile musiałbym zapłacić gdyby nie alternatywa dla mniej zamoznych w postaci bloków z wielkiej płyty. Te mieszkania ludzie kiedyś dostawali za pół-darmo a rocznie przybywało około 700 tys mieszkań. Dziś są alternatywa dla tych których nie stać zapłacić za metr 10000
Moi rodzice w moim wieku mieli już 2 dzieci i mieszkali w ,,b
lokowisku,, – utrzymywali się z jednej pensji.
Ja 30 parę lat później nie jestem w stanie się utrzymać w tym SAMYM mieszkaniu z jednej pensji – o dzieciach to wogóle nie myślę. Oto co się zmieniło przez kilkadziesiąt lat w Polsce.
Aniu ! wystarczy, że będziesz kupowała tylko te rzeczy, które mogliśmy kupować 30 lat temu (pomarańcze 2 razy do roku, 25 l paliwa miesięcznie itp) a zostanie Ci kupka pieniędzy
Dzisiejsi bohaterowie uczelni krytykują blokowiska PRL-u. A co zbudowano później? Nic. Z wyjątkiem niezliczonych kościołów. A ludzie wciąż nie mają gdzie mieszkać. Oto mądrość.
Anonim ty lepiej powiedz skąd są twoi rodzice albo dziadkowie pewnie właśnie z takiej bidy o której piszesz.
Kolorowe bloki w moim Krasniku to dopiero pomysl na “urozmaicenie” miejskiej szarosci i monotonii:):):)
NIGDY WIĘCEJ BLOKU !!!
Przynajmniej rodziny miały gdzie mieszkać, dziś dla nich alternatywa w postaci kontenerów. Kredyty lichwiarskie. Porównajmy ile kiedyś budowano a ile się dziś buduje. Dziś nie ma żadnej polityki mieszkaniowej poza wyłudzaniem od starszych osób nieruchomości w zamian za dodatek do emerytury. Czysta lichwa.
A ja wam powiem, że kupiłem teraz z żoną mieszkanie 50 metrów w Poznaniu za 250 000 PLN, na 6 piętrze w sparchlałym wierzowcu… Na klatce syf i nie ma światła, winda wydaje dziwne dźwięki. Ale mieszkanko bomba! Drobny remont i mieszka się super. A wiecie ile kosztowałoby takie w nowym budownictwie? Z 350 000 PLN minimum. I to jeszcze w większości z aneksem kuchennym i tylko jednym osobnym pokojem, co w naszym przypadku mija się z celem (staramy się obecnie o dziecko i chcemy, by miało własny pokój). Dla nas kredyt na 350-400 tysięcy byłby już nie do wzięcia. I choć ma to budownictwo swoje wady i przywary, to niewątpliwie wszystko wynagradza cena.
A co do aspektów psychospołecznych, to w wieżowcu mieszka mi się znacznie lepiej niż w poprzednio wynajmowanych mieszkaniach w nowym budownictwie. Tam zawsze połowa mieszkań była na wynajem (hałaśliwi studenci i przeróżnej maści kombinatorzy), albo sprawdzali się młodzi-gniewni, którzy zachowywali się jak bydło (pety na klatkach, imprezy co tydzień, dewastacja zieleni). A blokowisko, choć zapyziałe, to przynajmniej sąsiedzi spokojni i jakoś tak bardziej przyjaźni. Poza tym dużo zieleni, odpowiednie odległości między blokami i zawsze znajdzie się miejsce na zaparkowanie auta… A w nowym budownictwie trzeba wykupić garaż… za kolejne kilkadziesiąt tysięcy. Tyle.
W maju tego roku na Wieżę Ratusza Staromiejskiego w Toruniu weszła elegancko ubrana polska turystka i po obejrzeniu Starówki rzekła: Ale te blokowiska poza Starówką, to powinno się natychmiast wyburzyć!? Psują mi poczucie piękna… Po chwili odpowiedziałem: Proszę Pani ale ja tam mieszkam, wówczas pójdę z rodziną moją pod most… “Paniusia” popatrzyła na mnie jak na “kloszarda” i wzdrygnęła ramionami. Teraz myślę czy nie była to autorka artykułu lub innego podobnego: krytykować ile się da ale w zamian nic nie proponować, tak najłatwiej, niczym nie ryzykujemy.
Pozdrowienia :-)
nieistotny
trafiles w sedno. w mojej miejscowosci przy kosciele jest ogromna plebania z kilkudziesiecioma pokojami w ktorej mieszka… 2 kawalerow (proboszcz z wikarym). zaraz pod lasem, z wielkimm ogrodem i garazem na kilka samochodow. zmiesciloby sie kilka rodzin wielodzietnych…
wola k/ pszczyny dodam, zeby nie byc goloslownym
Mieszkam od urodzenia w blokowisku – i NIE uważam go za miejsce przeklęte !! Patrząc na dzisiejsze budynki z mieszkaniami gdzie piwnic nie ma a ściany są z papieru … to w blokowiskach jest super !!
A jak będą wyglądać, jak bedzie wyglądać ich otoczenie – to w 90 % zależy od ich MIESZKAŃCÓW !!!
czemu traktujesz adwersarza z góry? co cię obchodzi zresztą pochodzenie adwersarza? nie wstyd pochodzić z biedoty. powód do dumy to poradzić sobie z tym i innymi problemami w miarę własnych możliwości i bez roszczeniowej postawy . wstyd to wyciągać rękę po pomoc, samemu nic nie robiąc, albo wozić się cały czas na plecach rodziców. ja pochodziłam z biednej rodziny, przezwyciężyłam ten problem własną pracą, mam mieszkanie w “ohydnym” ocieplonym bloku i jestem z tego dumna. na pałac mnie nie stać.
No to sobie teraz pomyślcie jakby każda rodzina która mieszka w bloku miała własny domek czy też dom, ciekawe skąd wzieliby tyle terenu na takie domki. Realnie patrząc to dobrze że są takie blokowiska, w piecu nie trzeba palić, martwić się że dach cieknie, w zimie nie wyjedziesz na dlużej bo może być duży mróz i woda zamarznie itd, kto ma dom ten wie z jakimi kosztami się to wiążei problemami poniekąd.
Wodolejstwo i niepohamowany słowotok
A ja od kilkunastu lat mieszkam w tych wejchertowskich (Nowych) Tychach i coraz bardziej mi sie tu podoba. Szerokie ulice, mnóstwo zieleni, jezioro (żeglowne) na obrzeżu miasta i las dookoła. Z mojego blokowiska mam pieszo 10 minut do marketu i 10 minut do lasu. To Śląsk a czysto. Bez fabryk w mieście – bo to miało być miasto-sypialnia dla pracujących na kopalni. I bezpiecznie jest.
A artykuł jakiś taki bez pomysłu, zlepek informacji.
no cóż? wielce się pani natrudziła chcąc chyba zochydzić
nam te właśnie blokowiska. dobrze, że jednak są ludzie,
dużo ludzi, którzy nie pozwalają się zwariować doktoran
tom. a co “doktorantka” proponuje w zamian? może cofnąć czas i zachwycać się “slamsowiskami” a może
“czworakowiskami”, tam to dopiero było życie. a może
“doktorantka” poczytałaby Pamiątkę z celulozy. co? za trudne? jest taka akcja “poczytaj mi mamo”.
do rzeczy, czas biegnie, świat się zmienia, postęp techniczny jest wprost nieprawdopodobny, zmienia się też budownictwo. ale to nie powód żeby ktoś dał prawo
naśmiewać się z mojego życia, mojego czasu.
Zapewniam “doktorantkę” że jednym z najpiękniejszych
dni w moim życiu był ten kiedy otrzymałem klucze do
mieszkania w nowym bloku (blokowisku) czego serdecznie i Pani życzę.
Gdyby nie osiedla – blokowiska PRLwskie większość ludzi naszego kraju by mieszkało w slamsach ruderach + mały procent ludzi w luksusowych apartamentowcach
Mamy to dzisiaj w Indiach i wielu innych krajach 3 świata…, tego autor by chciał, by tak wyglądał nasz kraj??
Przy okazji to co dzisiaj się buduje…. czyli raj dla budowlańców i deweleroperów – te nowe osiedla (pseudo) apartamentowców…. istne potworki jeśli cxhodzi o architekture i urbanistyke
zazwyczaj też zelbetonowe bunkry, tylko z wierzchu ładnie wymalowane i otynkowane…. a funkcjonalność, a użyteczność, nie wspominając o jakości jest zazwyczaj jeszcze gorzej niż w tych blokach z przed kilkadziesęciu lat,
Hmmmm….
co o tym można powidzieć !
oddaliby nam wreszcie wolność budowania własnych domów wedle własnego uznania…. eh, pomarzyć, idzie “nowe” i już myślą nasi dobroczyńcy jakby tu zweryfikować “stare błędy i wypaczenia” i narzucić nam nową, oczywiście jeszcze lepszą, wizję “człowieka miejskiego”…..
Istniały dwie podstawowe przyczyny budowy blokowisk.Po pierwsze chciano by na relatywnie niewielkiej powierzchni zmieścić jak najwięcej ludzi.Po drugie nieoficjalnie chciano by jeden podsłuchiwał drugiego.Wielu donośicieli i agentów mieszkało w blokach
W Niemczech takie blokowiska się “cywilizuje”, wnosi nowoczesne zmiany, zieleń, upiększa architekturę. To co widziałam wygląda znakomicie.
U nas może, jak zwykle, za mało kasy na taki luksus ale czasem drobne remonty i wymalowanie wiele daje. Najgorzej wyglądają te blokowiska od dziesiątków lat nie konserwowane.
gdybyśmy tego nie budowali to znając polskie realia większość mieszkałaby dziś w ziemiankach ,szałasach itp.lokalach .szkoda ,że gierek niewzioł więcej pożyczki to może zdązylibyśmy wybudować autostrady.
Bloki potrafią być piękne i nie zgadzam się że są asocialne. Bardzo jest to przykre gdy utoższamiane są z biedą. Pamiętam film ‘Eurotrip’ gdzie bohater filmu trafił przypadkiem na Słowację i zacofanie tego kraju było pokazane w szarych blokowiskach. Wspólczesne bloki potrafią być tak samo piękne jak kamienice, a gdy są dbane przez spółdzielnie czy gminy to tworzą malownicze obrazy, no i wystarczy trochę zieleni i już jest weselej. Poza tym, napewno nie są asocialne, to na podwórku ‘przed blokiem’ poznaje sie swiat i ludzi z którymi idzie się przez życie.
Odjebcie sie kurwiszonki od blokowisk bo zaczniemy was zabijac tak jak policje bloki byly sa i beda dopoki polska istnieje
Pozdro dla Prawdziwych
masz racje jest duzo i nikt nam nie podskoczy
Bloki wychowują
Przemysłowe budownictwo wykończyl “śmiejący” minister budownictwa w rządzie Mazowieckiego – Paszkowski albo Paczkowski. Od razu założył, że trzeba budować jak w Stanach tylko niskie budownictwo. Pamiętam, jak w gazetkach solidarnościowych śmiano się z tempa budowania domów w Polsce, bo dla autorów to było za mało i obiecywano że jak oni zaczną rządzić to wszystko będzie że ho!ho! A teraz? Brak mieszkań, pracy, tego co potrzebne jest do życia. Dzieci nasze zmuszone są masowo szukać środków do życia za granicą.
hehe lwow mnie dobił krowa i bloki cos nie pasuje!! xD
@Gienek jak się nie umie samemu zapewnić dachu nad głową (bo się przez całe życie nic nie robiło) to teraz trzeba siedzieć pod mostem. Takie jest życie. Nikt za darmo nic nie daje – socjalizmokomunizmoeuropa dawała i daje za darmo no i mamy to co mamy czyli zostają tylko puste ideały: międzynarodówki oraz karty praw podstawowych, a całe narody europejskie bankrutują.
Poczytałam trochę tych komentarzy i tez uważam,że ten artukuł to potężne “wodolejstwo”,ponieważ osiedla mieszkaniowe w Polsce w tej chwili w miastach większych i mniejszych wyglądaja już całkiem ładnie,nawet te betony są ocieplone ,umalowane ,wymienione chodniczki na kolorową kostkę,piękna zieleń i mieszka się calkiem przyjemnie ,a przecież nie każdy chce i może mieszkać w domku,nieprawdaż??????A jak ktoś jest brudasem i chodzącą niechlują to zdewastuje i blok i domek
A co Irlandii tu w prawdzie nie modernistycznych juz budowli, bylo , ale po 25 latach wyburzono, ale krowy i konie nadal sie pasa , gdzie chca, i kazdy jedzie jak chce!!!!!!!!!!!!!
Sporo rozsadnyh wypowiedzi, jednak autora tego horego tekstu, pisanego na zamowienie tuskowej propagandy nalezy wysla na lezenie psyhiatryzne. Co w zamian mierny redaktorku? Co oferuje dzisiejsza PRL BIS z ludzmi z NOCNEJ ZMIANY? lepsze mieszkanko w bloku niz pod mostem! pamietajcie o tym wszystkie polskie matoly!
Przez ostatnie 10 lat przeprowadzalam sie az 15 razy. Zawsze na wynajetym. Mieszkalam od kamienic, blokow do domkow. Warunki byly rozne. Jesli autorka mysli, ze bloki sa zle, to nie do konca wie co mowi. Obecnie mieszkam w wynajetym domku. Cena za miesiac gigantyczna (no bo przeciez to domek z ogrodkiem, za luksusy trzeba placic…tak mowia) a problemow masa. 8 kilometrow od miasta a ja cala sroga zime zasuwalam z paleniem w piecu. Miasto tuz obok a ja czarna jak murzyn. Przy bardzo (bardzo skromnym!) paleniu poszly 4 tony mialu jakies 550 zl za tone W marcu byly jeszcze mrozy a mialu zabraklo. Szczekanie zebami na calego. Gdy na zewnatrz bylo -25C temperatura w domu byla zaledwie cos powzej 15C (wtedy gdy bylo napalone w piecu). Nie wspomne o tej charowce, dokladaniu co 2 godziny, o tonach popiolu i tego co sie musialam nawdychac. Codzienne odsniezanie podworka, a jak nie to moglam zapomniec o wyjezdzie z pochylego podjazdu. Przerwy w dostawie pradu regularne. Internet mobily bo innego nie mozna miec (8 kilometrow od sporego miasta). Mieszkanie przy glownej trasie gdzie szum tirow slychac 24h (trasa-tranzyt na wschod). Ach i nie wspomne o domu weselnym po sasiedzku. Sluchanie ‘zono moja szczescie moje’ co sobote i niedziele (teraz nawet na poprawinach jest orkiestra…o zgrozo). Za miesiac z mezem znow sie przeprowadzamy. Tym razem do siebie, do wlasnego domku, z centralnym gazowym ogrzewaniem :) Traf chcial, ze bedziemy mieszkac w domku. Ale gdybym musiala mieszkac w bloku to bym nie pogardzila. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Temat artykulu ciekawy ale komentarze pod artykulem bardziej stymulujace. Milo widziec wymiane opinii na poziomie, w odroznieniu od niektorych artykulow gdzie wszyscy skacza sobie do oczu.
Taka jest prawda
Bloki to produkt cywilizacji. Wielu ludzi po wojnie nie miało gdzie mieszkać, więc blokowiska były chyba dobrym rozwiązaniem. Lepiej było mieszkać w bloku z elektrycznością, bieżącą wodą i kanalizacją, niż nosić wodę ze studni i chodzić po nocy do wychodka (zwlaszcza podczas mrozów to ciekawe doświadczenie). Nie wiem czy szanowna Doktorantka na Wydziale miała okazję pomieszkac w prawdziwie “wiejskich” warunkach. Są plusy i minusy mieszkania w bloku lub w domku. Niejeden powodzianin pewnie teraz chętnie zamieszkałby w bloku, mając w perspektywie odkażanie domu, remont i ponowną grożbę zalania. Sądząc po treści artykułu Pani Doktorantka pewnie wybierze mieszkanie w domku z duuużym ogrodem, gdzieś z dala od miasta i cywilizacji, ale jeśli mysli że wokól domu i w ogrodzie wszystko będzie się robiło “samo”- to żeby się nie zdziwiła…
he he na wsi w takich klatkach podobnych do bloku trzyma sie króliki…….. ci co tam mieszkaja uwazaja sie za wielkich mieszczuchow pajace sloma z butow wystaje
wasny kát w blokowisku cieszy mocniej ni wynajmowany apartament…
OOOOO MOOOOJ BOOOOOOOOOZZZZZZZZEEEE.
Przyznam ze do czytania przekonal mnie tytul. Dobra retoryka, wzbudzajaca ciekawosc, haslo na czasie (´´sex sells´´ jednak sie sprawdzil). Jednak po kilku minutach zaczelam przeskakiwac co raz to wiecej linijek tekstu. Odnioslam wrazenie, podobnie jak kilu innych czytelnikow, ze autorka tekstu to licealistka piszaca referat. Lanie wody, nie do konca sprawdzone fakty historyczne, pomieszanie w czasie i wątkach. OOOOOOOJJJJJJEEEE.
Nigdy w bloku nie mieszkalam wiec artykul mnie zaciekawil, ale jakos nie moglam dojsc do senda. Jedno, co mi w glowie pozostalo to negatywne podejscie do zycia w blokach. Dopiero po przeczytaniu komentarzy dowiedzialam sie jak ono wyglada.
Dzieki wsztkim ktorzy skorygowali moje pierwsze wrazenie. Aga.
Mieszkam w Nowej Hucie, klasycznym wytworze globalnego planowania. Z punktem centralnym, alejami, ulicami, parkami, przestrzenią, przedszkolem i szkołą na każdym osiedlu. Jedyne czego nie ma, to miejsc parkingowych – nikt ich wtedy nie potrzebował. W życiu bym nie zamienił na na nowe bloki, gdzie miejsc parkingowych również nie ma, za to można sobie podać rękę z sąsiadem z drugiego bloku. Do tyle odnośnie zasadniczego tematu. A jeśli nie bloki to co? Każdy ma mieć dom? Głupoty.
nie chce mi sie tego czytac lipa:)
Przepraszam. Pomylka, to nie sam tytul a jego definicja (lub jak kto woli – Podtytul) mnie zaintereswal, czyli ”(…)miał regulować wszystkie nasze funkcje. Nawet seksualne.” tyle mnie zaciekawilo, bo jakze przebiegle mogly byc plany naszych prawodoawcow? Az tak, zeby regulowac zycie seksuale? Myslalam ze wiecej sie dowiem. A tu takie troche nudne ”conieco”.
“wyobrażano sobie, że te wielkie wolne powierzchnie wypełnione będą radosnymi i szczęśliwymi ludźmi. Wizje te jednak pozostały jedynie na papierze.” tak jak wszystko w tym kraju co wiazac by sie mialo ze szczesciem !
Blokowiska mają oczywiście swoje minusy, ale nie należy popadać w przesadę.
Mieszkałem przez pewien czas w Irlandii, w szeregowym domu, jakich wiele można znaleźć w Dublinie. Muszę powiedzieć, że tamtejsze osiedla i warunki mieszkaniowe, przynajmniej te, z którymi ja się spotkałem, również nie “robią szału”. Poza tym jest to budownictwo, które sprawdza się w tamtejszym klimacie. Zimy są dużo łagodniejsze od polskich.
Alez to pani Eliza belkocze bzdury.
Dzieki temu budownictwu wiekszosc z nas ma gdize mieszkac,maja dach nad glowa.
Dzis budowane sa domy do elity i ceny ich sa bardzo ….elitarne.Pytanie brzmi tak – Co robic wiekszosci ludnosci do elity nie odnoszace sie?Przeciez takich 93%
RP.
Musimy byc radzi ze sa jeszcze tamte bloki,bo nikt nie wie gdy beda budowane nowe.
Co dotyczy ustrojowa transformacje …no ch…j to wie.
Co my mamy z tego?
Osobiscie slychalem nastepne komentarze:
-Polska jest teraz bardzo dobrze znana w EU jako dostawca taniego pracownika/ce…
-Polskie kobiety albo “pracuja” jako prostytutki albo sprzataja…..mezczyzni tynkuja,buduja,.Wielki honor.
Jednak mamy wielkie luksusy…
Mozemy kupowac tanie stare pojazdy z Niemiec.Mlodziez moze imigrowac z kraju.
Jeden Europejczyk jakos mi pytal :”Dlaczego Polacy imigruja z kraju?Przeciez juz macie demokracje nie ma wiecej przymusu,nie ma komunizmu – bajka a nie zyczie.Macie przeciez wolnosc slowa!!!Wiec dlaczego?”
Na co mu odpowiedzialem:” Problem polega na tym ze swoboda slowa brzuch nie napielnic…”
artykuł uproszczony (czyt. czytelny dla normalnych ludzi), ale jednak przedstawiający sedno całego zamieszania.
bo prawdą jest, że nie możemy zapominać, jak wiele ideowy modernizm zrobił pozytywnego dla współczesnej architektury i jak bardzo skrzywdził zwykłych użytkowników (poprzez praktyczne wprowadzanie go w życie). to w ogóle bardzo trudny i złożony temat.
jeśli chodzi o komentarze w stylu ‘artykuł strasznie rozwleczony’… egh… szkoda nawet komentować… niech tacy ludzie zastanowią się trochę nad sobą i tym, czy czegoś ‘przez przypadek’ w życiu, przez swoją ignorancję, nie tracą.
pozdrawiam,
stud. wa pk
tu nie chodzi o ignorancje.
tu chodzi zwykle o to ze artykul jest po to zeby go jak najszersze spektrum ludzi przeczytalo. Jezeli chcemy miec teorie na temat historii budownictwa to ok. jezeli chcemy aby artykul dotarl do ludnosci z blokow to ok. ale nie mozna wtedy tego tak oczerniac. jezeli, mianowicie chcemy aby artykul byl zrodlem informacji, musi byc po pierwsze zgodny z prawda. a prawda wyglada tak ze, co osiede, co miasto, co wojewodztwo i region kraju to inny wizerunek. I w pierwszej linii tego nie uwzgledniono. a ze nudno napisany, no to sie omija kilka akapitow. tak juz jest na tym swiecie…
Bożeeeeeeeeeee!!!!
Co za nuda!!!
Co do Tychów – nie znam innego miasta, którego wszyscy mieszkańcy, jakich poznałem, wypowiadaliby się o swoim mieście w samych superlatywach, a z Tychami tak jest.
Co do blokowisk – może i nie są cudem architektury, a nawet cudem społecznego życia, ale są swego rodzaju luksusem, na który w żadnym innym wypadku milionów nie byłoby stać.
Przedwojenne kamienice są urokliwe, ale patrzeć na coś z zewnątrz, a żyć w tym, to często dwie różne rzeczy.
Każde budownictwo ma swoje “ale”, swoich zwolenników i przeciwników, ale zbudować coś pięknego to jedno, a dać przyzwoite miejsce zamieszkania milionom to drugie.
Poza tym polskie blokowiska nie są odzwierciedleniem swoich zachodnich odpowiedników i faktem jest, że często w tych starych blokowiskach życie społeczne jest dużo intensywniejsze niż w nowych luksusowych blokach czy osiedlach domków jednorodzinnych.
Zawsze wszystko zależy od ludzi. Mimo tego trzeba przyznać, że te najpotężniejsze blokowiska utrudniają nawiązywanie kontaktów, a najlepiej sprawdzają się te mniejsze z dużą ilością “swojskich” lokali usługowych (spożywczaki, fryzjerzy itp.).
Nowe budownictwo najczęściej tylko wciska poczucie “luksusu”, które objawia się w tym, że nie musimy nawet wiedzieć kto mieszka obok. Trudno jednak się temu dziwić, bo jest to tylko ucieczka od bolączek młodości (wychowywania się w blokowiskach PRL-u).
Głównym problemem tych starych blokowisk oprócz wizualnego stanu jest często brak ich wkomponowania się w otoczenie – jest blok, jest drugi i trzeci, ale co z tego, jeśli nic oprócz odległości ich nie łączy.
Mimo to można spotkać bloki, które bardzo fajnie łączą się z otoczeniem i na prawdę widać wokół nich życie mieszkańców. Bloki, które nie odstraszają swoją bezcelową monumentalnością.
Inna sprawa, to że wiele bloków w żaden sposób nie ima się zasady przestronności i jasności pomieszczeń, co jest chyba najgorsze w tym wszystkim.
Poza tym blokowiska w dużych miastach różnią się od swoich małomiejskich odpowiedników tym, że w małych miastach ciężko o różnorodność. W tych większych nawet mieszkaniowa architektura PRL-u potrafi się pokazać z bardzo ciekawych stron, a wychowanie się w mniejszym mieście na ogół sprawia, że kojarzymy PRL z mieszkaniową kostką.
Na marginesie, faktycznie to zdjęcie blokowiska w Taszkiencie robi ogromne wrażenie, choć podejrzewam, że nie mieszka się w tym dobrze.
Czytając komentarze miałam mieszane odczucia…. Każdy ma swoje zdanie na dany temat i zdania te są najczęściej bardzo różne. Jest takie powiedzenie “lepszy rydz niż nic”, oczywiste jest, że mając perspektywę posiadania małego mieszkanka w bloku(nawet najbardziej obskurnym) a nieposiadania niczego, lub gnieżdżenia się z całą rodziną w małym domku(np.: rodzina wielopokoleniowa , 12 osób na 100m2) wybierzemy to pierwsze – przeprowadzkę na “swoje”, wydostanie się z ciasnoty. Celną uwagą było postawienie pytania o problem znalezienia gruntu pod domki dla wszystkich tych, którzy teoretycznie mieliby się z owych bloków wyprowadzić. Warto zauważyć, że wtedy ceny ziemi urosłyby do niebotycznych rozmiarów…. Niewątpliwą zaletą bloków jest to, że są ogromną oszczędnością miejsca, jednak (moim skromnym zdaniem) najważniejsze jest racjonalne wykorzystanie przestrzeni, którą mamy do zagospodarowania, a także materiały, z których powstają takie twory mieszkalne. Ważne jest, aby były to tworzywa wytrzymałe i niepowodujące chorób u mieszkańców. A projektanci i architekci powinni ponosić odpowiedzialność za swoje dzieła, zamiast czasem dawać ponosić się wolnej inwencji twórczej i wyobraźni, bez głębszego zastanowienia. Dlaczego tak często zagospodarowanie terenów zielonych wokół bloków jest nierozsądne, jakby osoby tworzące je nie zdawały sobie sprawy z potrzeb lokatorów? Przecież bardzo dobrym rozwiązaniem jest budowanie piętrowych garaży pod blokiem, a miejsce w ten sposób zaoszczędzone przeznaczyć można na utworzenie dodatkowego placu zieleni z drzewami i altankami, gdzie mieszkańcy po pracy mogliby wypoczywać. Ciekawym rozwiązaniem byłoby (jak zamieszczono w artykule) umieszczanie w blokach sklepów, zakładów usługowych, przedszkoli, czy banków, poczt, tak, aby można było swobodnie dojść z miejsca zamieszkania do takiego punktu w celu “załatwienia spraw”. Dlaczego dachy domów nie zostają wykorzystane? Przecież to ogromne przestrzenie. Można tam umieścić mały ogród, basen, lub chociaż jakiś punkt wypoczynkowy… Czy nie można budować bloków wyższych, za to z większymi mieszkaniami? Wystarczy odrobina dobrej woli i poczucia odpowiedzialności twórców za swoje dzieło, a także – co ważne – poczucia odpowiedzialności mieszkańców za nie tylko swoje mieszkania, lecz także za teren wspólny, obiekty, które użytkują wszyscy. Dobrze powiedział ktoś w jednym z komentarzy, że dużo zależy od ludzi, którzy w bloku mieszkają, bo wspólnymi siłami z zaniedbanego “czegoś przypominającego trawnik”, czy zdewastowanego skweru można stworzyć przyjemne miejsce wypoczynku. Wiele osób ma zamiłowanie do majsterkowania – zrobienie drewnianych ławek i stołu piknikowego mogłoby być ciekawa formą aktywnego wypoczynku, a przy tym okazją do lepszego zapoznania się z sąsiadami…. Może się mylę, ale taka jest moja opinia na ten temat.
Ten blok ukazany na fotografii z Mińska/Bialoruś/ stoi na miejscu starożytnej osady mińskiej o nazwie STARAJA SŁABADA/Stara Słoboda, będącej częścią TROICKIEGO PRZEDMIEŚCIA.Z tej Slobody pochodzi moja mama, jej rodzice i wielu,wielu ludzi, przeważnie fachowców którzy obslugiwali starożytny zamek na NiemidzeTen blok dla mnie ma takie znaczenie jakby ktoś KAWAŁ BETONU wsadzil- wbil mi w klatkę piersiową.Mam takie wrażenie, że budując go w nosie twórcy mieli historię, zresztą powstal on pod koniec wladzy radzieckiej na Bialorusi gdzie historia byla tworzona od nowa.
A mnie się artykuł podobał. – duża ilość zdjęć go naprawdę wzbogaciła.
Jeśli ktoś szuka wiedzy historycznej i dokładnej niech powertuje encyklopedie czy podręczniki do historii.
Kogoś to znudziło .. hmm. to może niech napisze sam coś ciekawego.
pozdrawiam wszystkich
80 tysieczne miasto Lubin w centrum Dolnego Ślaska,jest bardzo dobrze zaprojektowanym jednym wielkim blokowiskiem.Jasny podział na samowystarczalne osiedla-na każdym kościół,szkoła,przedszkole,obiekty handlowe ,połączone szerokopasmowymi ulicami,a wnętrza osiedli poprzecinane symetrycznie zaprojektowanymi ulicami.Miasto bez tzw CentrumDwie dzielnice przemysłowe,całkiem duzych osiedli,dwa osiedla satelickie kilka km od granic miasta.Lubin zbudowany na potrzeby przybywających do kopalń miedzi pracowników z innych regionów kraju jest miastem funkcjonalnym,nowoczesnym i nie brak tu obiektów ,które mają wielkie miasta.Miasto bardzo kolorowe i zadbane.
jak chcecie popatrzec na zla architekture to popatrzcie na to. Pozdrawiam
http://izismile.com/2009/01/23/construction_stupidity_93_pics.html
ludzie dlaczego tak wszystko uproszczacie? z zazdrości??? kto to wymyśla w ogóle, ze w domku idzie sie do wychodka i wode czerpie sie ze studni – to jakaś bzdura a z tym ogrzewaniem – popioły , piece,,, macie nas**rane i nie rozgarnięte zazdrośnicy… jest teraz takk dużo różnych technologiii… a poza tym bloki to jakies wynaturzenie jak wszy na strupie i jeszcze te czynsze o ktorych nikt nie wspomnial no bo poco BLOK NIGDY NIE BEDZIE TWOJ prawa wlasnosci to pic na wode i wyludzanie ogromnej kasy przez spóldzielnie a sprobuj nie zapłacic przez 1 miesiąc to ci odetna ciepła wode… moja mama mieszka w domku i płaci na rok 36 zł podatku to jest prawdziwa demokracja a nie 500 zl. czynszu nie wiadomo na co???
Jest coś takiego jak hierarchia potrzeb. Najpierw to, co niezbędne do życia, a potem “higiena psychiczna” czy estetyka. Zabrakło mi tego w artykule. Czytając go odnosi się wrażenie, jakby tworzono blokowiska, bo wpadano kiedyś na głupie koncepcje, a trzeba pamiętać, że życie wymusza takie, a nie inne rozwiązania
Zachęcająco brzmi komentarz nt.Lubina. Warto to miasto obejrzeć.Mieszkam w Warszawie na Rakowcu, który był zaprojektowany podobnie.Osiedle stare,generalnie niskie i funkcjonalne ale o wybudowanie kościoła ludzie w tamtych czasach musieli walczyć i ponosili duże ofiary.Faktem, że są już dwa kościoły i kilka zadbanych kapliczek co w Warszawie jest rzadkością. Bloki otoczone w miarę zadbaną zielenią liściastą.Ja sadziłabym więcej krzewów i drzew iglastych, które wreszcie przestały być luksusem wykradanym na działki. Drzewa liściaste lipy i topole są piękne ale bardzo pylą.Koszmarem są tu jak w wielu miejscach Polski nadmierne ilości gołębi, niepotrzebnie dokarmianych w brudnych karmnikach istna plaga oraz brak dyscypliny właścicieli psów, brak parkingów wieczne problemy z coraz lepiej zadbanymi śmietnikami.Mimo, że mieszkania są niezbyt atrakcyjne a czynsz lichwiarski to położenie, infrastruktura i zieleń zapewniają dosyć komfortowe miejsce zamieszkania i stały popyt na mieszkania wśród ludzi średniej klasy zamożności i biedniejszych.Osiedle powstało w latach 60-tych. W późniejszym czasie lata 70-80 mogłam zaobserwować w miejscu pracy jak wygladało finansowanie budownictwa.Zadaniem inżyniera wydającego opinię do projektu było znalezienie punktów, na których mógł obciąć koszty.Miejscami tymi były jak wszystkim wiadomo głównie kuchnie i łazienki. I tak żyjemy w mieszkaniach koszmarkach, z których wielu z nas nigdy się nie wyprowadzi.Tym, którym z tym jest dobrze to ich tam zostawmy a tym którzy robią wszystko, żeby zmienić swój los pomóżmy, choćby przez naprawdę preferencyjne kredyty, zakaz projektowania koszmarków mieszkaniowych i wyburzanie slamsów.I niech sobie współistnieją przyjazne ludziom osiedla blokowe i domy prywatne..Utopia? Może nie, są ludzie , którzy zmieniają całe systemy!!! to zmiany w budownictiwe wydaja się przy tym czymś małym.
Bardzo ciekawy artykuł. Brakuje może tylko pozytywnych przykładów, bo nie każde osiedle jest takie jak te opisane i zilustrowane. Osiedle Tysiąclecia w Katowicach – z koncepcją, dobrze rozlokowaną przestrzenią publiczną itd.
Pozdrawiam.
Ole a czy ty nie slyszales o czyms takim jak wywoz nieczystosci, przycinaniu trawnikow, odnowa klatek, i innych. Za to wlasnie placi sie czynsz. Za to ze w wielu blokach w czynsz wlioczone jest ogrzewanie. Za to ze jak cieknie rynna to ty sie o to nie martwisz. Wiadomo niektore spoldzielnie nie wywiazuja sie z tych powinnosci, ale to nie zmienia faktu, ze pewne rzeczy kosztuja. Nikt ci za darmo tego nie bedzie robic. Pewnie twoja mama placi tylko 36zl na rok podatku ale za to musi o wszystko martwic sie sama. O wywoz nieczystosci, odsniezanie, o wszystkie konserwacje budynku. A tak na marginesie, ile placi za ogrzewnaie w sezonie grzewczym? 3000 tys? To jest ta tansza demokracja? I powiem ci ze jeszcze jedno jesli myslisz, ze w domkach nie odcinaja za niezaplacone rachunki to jestes w wielkim bledzie. Jak sie uzywa to sie placi, nie zaleznie od tego gdzie sie mieszka. I przydaloby ci sie troche obycia bo jestes jakis niepochamowany z tymi komentarzami. Nikt nikomu tu nie zazdrosci a kazdy dzieli sie tylko opiniami. Prawie co druga osoba wywodzi sie z bloku, tylko jak sie panstwo do domku przeprowadza (co poniektorzy oczywiscie) to psiocza na te ’smierdzace bloki’. Ach zapomnial wol jak cielciem byl. Pozdrawiam
Blokowiska to najgorsze co może być, jak ludzie w ogóle mogą w tym mieszkać?
Normalnie. W bloku jest fajnie. Bezpiecznie, bo są sąsiedzi.
autor niestety się nie popisał. Jak zwykle wykazuje się ignorancją i brakiem zrozumienia tematu.
Brak zrozumienia tła historycznego koncepcji wielkiej płyty, blokowisk i atmosfery tamtych czasów. Żenada.
B. ciekawy artykuł , nie rozumiem zacietrzewienia przedmówców / np. Michał/. Bo cóż zarzucacie Autorce – że za niski poziom artykułu? – przecież większość i tak nie zrozumiała myśli Autorki . Mieszkańcy blokowisk potraktowali artykuł jako zamach na ich mieszkanka a tymczasem diagnoza socjologiczna i urbanistyczna blokowisk jest prawdziwa. W artykule brakuje jednego CO DALEJ??? . Dzisiaj kiedy zaorano fabryki domów , kiedy zabuduje się resztki plomb w dużych miastach- trzeba będzie zacząć budować duże osiedla na obrzeżach nowe blokowiska? w jakiej technologii? czy postmoder-
nizm spełni oczekiwania zwykłego mieszkańca? Jednego możemy być pewni budownictwo jednorodzinne nie rozwiąże probl. demograficznych a prefabrykacja i wielka płyta powróci.I jeszcze zabrakło mi w tym artykule stwierdzenia że twórcy modernizm to GIGANCI którzy pchnęli architekturę i urbanistykę . pozdrawiam lewier
Niemniej w Warszawie i tak można się zgubić.
I mimo, że w niej mieszkam potrafiłem 3 godziny szukać punktu orientacyjnego.
Wbrew pozorom z tego miejsca gdzie bylem nie widać wcale PKiN.
Blokowiska są szare a formy bez polotu.
Można znienawidzić sześcian.
Maszyna czy robot wcale nie muszą być kanciaste jak to sobie wtedy wyobrażali.
Jeśli tak im zależało na kounikacji to czemu Warszawa ma ulice często bez ładu i składu?
Psychika jest częścią umysłu a umysł mózgu a mózg jest fizyczny.
Zatem psychiczna potrzeba = fizyczna.
Jak to dobrze, że przynajmniej wnętrze może być indywidualnie urządzone.
:D
Akurat na brak zieleni ni narzekam, ale w wielu miejscach jest jej coraz mniej. Zniszczono boisko, plac zabaw i górkę do zjeżdżania na sankach zimą i wybudowano apartamentowiec.
Też przeklęty sześcian i jeszcze beznadziejnie rozplanowana przestrzeń, tak aby każdy patzrył sobie w okno. To tragedia, stojąc w przedpokoju bez lornetki czy teleskopu widzialem faceta w przeciwnym budynku.
A dodam, e jestem krótkowidzem.
Ale miekzańcy nauczyli się zasłaniać żaluzjami i ich nie widać, wątpię czy sami wyglądają w ogóle przez okno.
Aby dzieci miały mniej miejsca do zabawa wybudowano kościół z mieszkaniami dla klechów.
A potem się dziwić, że rośnie przestępczość.
Wiecie co jeszcze wymyślili?
Piaskownice zmienili w kwietniki.
Jak to dobrze, że te przestzrenie między budynkami pozwalają jeszcze na grę wpiłkę, ale to już nie to samo.
Tam gdzie stoi teraz apartamentowiec były bramki.
Psów się naroiło.
Tak, w apartamentowcu są male ogródki, raz widziałem jak pies się wkurzał bo taka jest ich mała przestrzeń.
W apartamentowu mieszkają ze 3-4 osoby/rodziny.
Reszta jest pusta.
I oczywiście strzeżony a wcale się funkcjonalnie nie różni od bloku, w którym mieszkam.
Ludzie też nie lepsi.
Jaka to nowoczsność?
Ja bym się nie przyznawał na miesjcu architekta.
Z tego co wiem to jakiś dziad z czasów PRL co powinien być na emeryturze zamisat projektować kolejne tak na prawdę bloki zwane elegancko “apartamentowcami”.
Może i owszem modernizm pchnął na przód, ale są już kolejne formy i kanony, które też pchają , ale starzy architekci, którzy jeszcze mają wpływy być może czy coś, nadal będą robić po dawnemu.
Japonia to dobryw zwór do nasladowania tak jak Dubaj.
Super, niemal każdy budynek to inna myśl. Widać, że szukają a nie stoją w miejscu i to modernizmu.
Co do stwierdzenia człowiek-maszyna..
Czasami życie jest tak monotonne i w takim pędzie, ż echyba faktycznie trzeba pracowąć i żyć jak maszyna.
Niedawno wmetrze tęgi chyba 2 metrowy facet padł ze zmęczenia czyteż przepracowania i do tego upału.
Był w garniturze.
Ja mimo, ż ebezrobotny to jestem ganiany tak, ż enie pytajcie.
Każdy mnie potrzebuje, każdemu pomagam lub spędzam czas no i oczywiście wiecznie suzkam pracy i przygfotowuje portfolio bo sprzątać to zawsze zdażę a trzeba spełniać marzenia i mam coraz mniej czasu.
Żyć wiecznie neistety nie będę, zatem muszę za..przać niczym robot.
Oczywiscie, że to spłaszczenie twierdzić, że np. nie myślę.
Problemw tym, że zwykle myślę za dużo i zaczynam mieć tego dosć.
Psychika no..faktycznie czuć można sie jak alien.
Misjam tłumy ludzi np.w centrum i wszyscy są dla mnie niczym przeszkody w dotarciu do celu, nie czuję żadnego kolektywu. Czasami tak mam dość wzzystkiego, że nawet się nie przejmuję jak ktoś z amną raptem padnie niczym ten facet.
Oczywiscie potem mam wyrzuty sumienia i to potężne, ale jakoś w takiej sytuacji brakuje mi empatii nie wiem czemu.
Moze nie tylko architektura a liczba mieszka ńów ma znaczenie.
Przecież gdybym kazdego znał to pewnie inaczej podchodziłbym do przechodniów.
Cześć Krzychu, cześć Olu..a tak to nic.
Bezosobowe, bezimienne, czasami miłe czasami krewkie i wrogie postaci. Czasem fajnie pogadać a czasami nawet spojrzeć na auto nie możesz bo właściciel gotów się lać. ci idealiści mordernistyczni byliby załamani widząc taki totalny brak kolektywu.
Jestem zafascynowany nowoczsnymi technologiami, ale to co wymyślili moderniści, co robia obecni urzędnicy i politycy doprowadza mnie niemal na skraj rozpaczy.
Plany sa zapewne długoterminowe ale firmy pewne juz zacierają rączki że przyjdzie porana budowę na wielką skalę czegoś co dziś nazywa się blokowiskami i bedą podnajmować ludności bo stare budownictwo wytrzyma jaszcze kilkadziesięt lat a ludzie co stracą dach na głową bedą szukać mieszkania na wynajem bo kredyty za kupione mieszkania będą ich ścigać albo co gorsza znajdze grupka co zrobi wszystko by po ptrochu ludzi wykruszać z mieszkań . Ci co tak strasznie się obnoszą i pogardzaja blokowiskami nie maja pojęcia co mówią Mieć domek i kilka set metrów w koło to nie prestiż tylko czesto buractwo zwłaszcza jak ktoś sie “napina jeszcze” ale cóż normalny człowiek dobrze wychowany nie bedzie się wywyższał i odpuści taki bo wsród normalnych jest powiedzenie nie rusz …. bo ś…… nie wszystkich to tyczy ale niestety bardzo dużej grupy ludzi a zwłaszcza tych co psioczą na komunę . Nie mając pojęcia co to było jak to było a kiki tak na marginesie lepiej kupić dwa razy w roku pomarańcze jak to napisałeś/łaś i docenić to niż nie mieć pojęcia że w życiu by coś UCZCIWIE dostać trzeba na to nie raz solidnie nacharować a nie kombinacjami . Szkoda że świat schodzi na tak niski poziom i wszedzie widać jak “tandetę” za komuny jak sie szło na odpust to widać było kolorowe pierdoły i na szczęście było to od czasu do czasu (sprzedający mieli uciechę) teraz sprzedający maja nadal uciechę ale ludzie jak zaprogramowani chodzą do tych dużych sklepów byle tylko sobie połazić i coś co kol wiek kupic szkoda mi takich ludzi . Może kiedys ludzie zrozumieja własną niewiedzę ale puki co to serce boli jak sie ko ogląd . pozdrowienia dla tych z blokowisk i tych innych
Pani Redaktor musi jednak popracować nad formą artykułów, bo pomimo że ciekawy, to źle się go czyta, nie jest spójny do końca. Były ciekowastki z całego świata, ale brakowało mi takiego ogólnego spojrzenia na całą sprawę (np. Co chcę w tym artykule udowodnić? Co chcę pokazać czytelnikowi?). Pozdrawiam.
Ekstra artykuł. Zgadzam się lekko z Eliaszem, choć właściwie sami powinniśmy wyciągać wnioski :)
Mieszkałam w domku, mieszkam w bloku. I nie chcę domku. Nauczyłam się cenić przestrzeń i energię i mądrze ją wykorzystywać, przestałam się bać zostawać sama, co weekend wyjeżdżam, zamiast zasuwać z kosiarką / ścierką do okien / drewnem na opał, czy czym tam jeszcze, poznałam paru fajnych lokatorów, do nieodległej pracy jeżdżę rowerkiem, zieleń wprost wchodzi mi w okna, a palcem przy niej nie kiwnęłam, popołudniami chodzę do teatru i na wystawy, zamiast tkwić w aucie na zakorkowanym wyjeździe z miasta, podczas remontu mogłam pozwolić sobie na lepszą jakość materiałów – dzięki mniejszej ilości. Dla takiego obieżyświata i lekkiego ducha mieszkanie to idealne rozwiązanie. Zresztą “domem” nazywam każde miejsce, w którym aktualnie śpię i się myję :) Ale rozumiem oczywiście domatorów, którzy (dosłownie) świata nie widzą poza swoim królestwem, z tym że to niemożliwe, żeby cała Ziemia miała się pokryć takimi królestwami, gdyby oczywiście każdy chciał je posiadać. Dlatego dziękuję ludzkości za bloki :)
Mieszkam w nowym budownictwie, tragedia.Słychać każdy szelest, w dodatku sąsiedzi mają chore umysłowo dziecko, które wyje i wrzeszczy od rana do północy.Cały dzień hałas ze wszystkich mieszkań plus odgłosy z ulicy, parkingu i bicie w kościelne dzwony. Mam zamiar się jak najszybciej wyprowadzić, dziękuję za takie “luksusy”. Gdy mieszkałam w blokach budowanych za komuny było dużo lepiej, cisza i zieleń.
Zdjęcie z Egiptu ukazuje dość stare budynki. Szkoda że nie ma współczesnych zdjęć tego typu osiedli z Kairu i z Hurghady. Niejedno europejskie skupisko mogłoby się schować w porównaniu z bardzo ciekawą architekturą egipską. Ktoś napisał że brak małej architektury, A w Polsce wszędzie jest? U nas o zieleń można łatwiej zadbać niż w Egipcie
Autorkę zapraszam do Lublina na “stare LSM-y” (to zespół osiedli budowanych od lat 60. przez Lubelską Spółdzielnię Mieszkaniową). Genialnie zaprojektowne, wydzielony ruch samochodowy, zieleń – o którą zadbano na etapie projektowania – sprawia, że dzisiaj bloki (o zróżnicowanej architekturze) stoję w pięknym parku. Nie ma zjawiska dewastacji przestrzeni publicznej. Blisko są sklepy, szkoły, przestronne przedszkola, domy kultury, place zabaw, kościół… W takim blokowisku naprawdę chce się mieszkać.
Nie wiem,w czym mieszkanie w blokowisku jest gorsze od mieszkania w domku jednorodzinnym?Ja takie osiedla domków w moim mieście nazywam klatkami.Dom stoi pośrodku działki,kawałeczek ziemi wokół domu i sąsiedzi ze wszystkich stron gapią się, jak ktoś wyjdzie na ten kawałeczek, na którym zwykle ma parę kwiatków i stolik z krzesłami (jak na balkonie w bloku).To już lepiej blok, przynajmniej palić w piecu nie trzeba.
Wychowałem się na przedwojennym osiedlu kolejowym, jakich sporo w średnich i większych miastach w okolicach torów – proste, wczesnomodernistyczne, zwykle 3-kondygnacyjne, 2-klatkowe bloki ze spadzistymi dachami krytymi dachówką. Na całym osiedlu jakieś 120 mieszkań. Nieduża, nieanonimowa społeczność, dość silnie ze sobą związana. Komfort życia modelowy. Oczywiście budynki pierwotnie zbudowane bez współczesnych wygód, a więc była konieczność wydzielenia łazienek (oryginalnie tylko toalety), ew. zmiany ogrzewania z pieców węglowych, ogrzewania wody itd. Po wojnie powstawały w miastach jeszcze osiedla oparte na podobnych założeniach, np. okolice Parku Kasprzaka i Głogowskiej w Poznaniu.
Niestety ostatnie 10 lat miałem okazję mieszkać na poznańskim blokowisku. Nie sposób odmówić prawdy w stwierdzeniu, że bloki dały Polakom mieszkania, ale pod względem komfortu psychicznego bez porównania z domem rodzinnym. Owszem są wygody, jak ciepła woda i ogrzewanie z cieplika, winda, itd. Tyle, że ze względu na wielkość jednostek mieszkalnych jest totalna anonimowość, brakuje więzi sąsiedzkiej; płyta niesie hałasy, więc gwóźdź wbijany na parterze słychać na 5 piętrze; na próżno szukać prostej ściany, czy kąta prostego w rogu; przestrzenie między budynkami straszą pustką i nie zachęcają do tworzenia większych społeczności.
Po 10 latach wynoszę się z blokowiska z powrotem do miasta, do powojennego bloku w ciągu kamienic śródmiejskich. Ściany z cegły, 10 mieszkań sąsiedzkich, blisko centrum… Mam nadzieję, że los do blokowiska już mnie nie zagna. Co ciekawe, mieszkanie jest kupione 1/5 taniej, niż ten sam metraż w wielkiej płycie.
Marzy mi sie powrót do wielkiej płyty.Kieyś mieszkałam w taki bloku i tęsknie za tymi czasami kiedy mialam mnostwo przyjaciół i znajomych z osiedla,zawsze działo sie cos ciekawego i te niezapomniane awantury sąsiadów przez ścianę,włamania do mieszkań na kilku pietrach,rozwalony domofon,napisy typu ** to cwel itp-poważnie tęsknię za tym wszystkim,wiem,ze to moze sie komuś dziwne wydaje ,ale mieszkam na bardzo grzecznym,spokojnym osiedlu prawie pod miastem i panuje tu spokój,cisza az do bólu,to jest nudne.Mamy tu troche dresiarzy z sasiednich bloków, rajdy samochodowe pod sklepem i to sa wszystkie atrakcje,a poza tym jest grzecznie,czysto i bardzo poprawnie co mnie wkurza.Sasiedzi sie praktycznie nie znaja.Pamietam jak nam sie kiedyś do piwnicy włamali i ukradli słoiki z kompotem z brzoskwiń.