-->

Historia blokowisk, czyli skąd się wzięły maszyny do mieszkania

Blokowiska to przekleństwo naszej przestrzeni miejskiej. Cieszmy się jednak, że nie jest gorzej. Bo były pomysły, w których rytm życia bloku miał regulować wszystkie nasze funkcje. Nawet seksualne.

fot. autorka

fot. E. Szczerek

Temat blokowisk kojarzy nam się z szarymi odcieniami PRL-u. Wydawałoby się, że sprawa już jest zamknięta. Ale to nieprawda: powraca dziś jak bumerang tyle, że często w jaskrawych kolorach.

Bo każde nowo budowane osiedle mieszkaniowe to po prostu zespół wielokondygnacyjnych budynków mieszkalnych. A stare blokowiska były jednak czymś więcej: przemyślanymi, opartymi na wieloletnich burzach mózgów koncepcjami, które łączyły w sobie myśl architektoniczną, urbanistyczną i socjologiczną.

Funkcjonalizm. To on za tym wszystkim stoi

Funkcjonalizm będący nurtem modernizmu nakazywał projektantom skupiać się przede wszystkim na użyteczności architektury i urbanistyki. To funkcji podporządkowane zostały aspekty techniczne i estetyczne. Maksyma „form follows function” (forma podąża za funkcją) stała się główną wytyczną projektowania w pierwszej połowie XX w., a – przypomnijmy – był to jeden z bardziej znaczących momentów w historii rozwoju miast.

Blokowisko w Taszkiencie (Uzbekistan)/Fot. M. zajdler/ Eastnews

Blokowisko w Taszkiencie (Uzbekistan)/Fot. M. zajdler/ Eastnews

W tej właśnie epoce należy doszukiwać się zalążka dzisiejszych blokowisk. . Patrząc na te  homogeniczne twory – niegdyś szare, a dziś często pstrokato spiętrzone, trudno uwierzyć, że są one efektem ciężkiej pracy, wielu teorii, głębokich przemyśleń i wreszcie wielu działań skierowanych w trosce o człowieka i jego dobru. A tak było. Idee były szczytne.

Idee – w trosce o człowieka.

Funkcjonalizm był odpowiedzią na uboczne skutki szybkiego rozwoju przemysłu. Wiązały się bowiem z nimi dewastacja przestrzeni, degradacja przyrody i – co za tym idzie – pogorszenie warunków życia mieszkańców. A miało być odwrotnie.

Irak: Blokowisko w Salhiyi, dzielnicy Bagdadu/AFP

Irak: Blokowisko w Salhiyi, dzielnicy Bagdadu/AFP

Funkcjonalizm hołdował tworzeniu zdrowej i przyjaznej człowiekowi przestrzeni. Rozwijająca się w tym czasie wiedza medyczna miała istotny wpływ na formowanie się kryteriów tworzenia nowej architektury. Dbałość o szeroko pojętą higienę stanowiła kluczowy ich element.

Głoszono hasła mieszkań jasnych, przewiewnych, słonecznych, z bezpośrednim dostępem do przestrzeni otwartych. Światło słoneczne uznane za „najwyższy czynnik życia” oraz zieleń, stały się głównymi wytycznymi projektowania. W konsekwencji doprowadziły jednak do rozbicia dotychczasowej struktury miast oraz wzajemnej izolacji budynków.

Blokomiasto

Odseparowane obiekty stały się jednostkami autonomicznymi, czego jaskrawym przykładem są corbusierowskie Unités d’Habitation – superjednostki mieszkaniowe przeznaczone dla 1,5-2 tys. osób. Były to potężne bloki o 17 kondygnacjach, które obok funkcji mieszkaniowej mieściły także ośrodki usługowe. 7 i 8 kondygnacja przeznaczona była na ciąg sklepów oraz innych punktów usługowych tj. zakład fryzjerski, kosmetyczny czy poczta. Kondygnacja 17 mieściła przedszkole, natomiast na tarasie dachowym ulokowano płytki basen, ośrodek zdrowia, kawiarnię a nawet teatr otwarty. Jednostki te wciąż można oglądać w Marsylii, Firminy czy Berlinie.

fot autorka

fot. E. Szczerek

Unité d’habitation w Firminy – wolnostojąca jednostka mieszkaniowa

fot. autorka

fot. E. Szczerek

Unité d’habitation w Firminy -  filary umożliwiające “uwolnienie parteru”

Unité d'habitation w Firminy    fot. autorka

fot. E. Szczerek

Unité d’habitation w Firminy – korytarz wewnętrzny

Le Corbusier wkracza na scenę

Karta Ateńska z roku 1933 zawierała postulaty oraz koncepcje struktury współczesnego miasta. Była efektem pracy wielu wybitnych osobowości, głównie urbanistów i architektów, między innymi Charles-Édouard Jeanneret-Gris’a znanego pod pseudonimem Le Corbusier.

Le Corbusier był twórcą wspomnianych wyżej jednostek mieszkaniowych. Wraz z jego manifestem „Pięć punktów nowoczesnej architektury” rozpowszechniło się nowe – modernistyczne – spojrzenie na kreowanie przestrzeni.

Wiele modernistycznych projektów jest obecnie cenionymi pomnikami architegtury. To osiedle im. Carla Legiena z lat 20-tych XX w. zaprojektowane przez Bruno Tauta i Franza Hilligera zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wiele modernistycznych projektów jest obecnie cenionymi pomnikami architetury. To osiedle im. Carla Legiena z lat 20-tych XX w. zaprojektowane przez Bruno Tauta i Franza Hilligera zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

W takich właśnie okolicznościach narodziły się koncepcje bloków wielopiętrowych – nowych, jasnych mieszkań będących alternatywą dla ciemnych, przeludnionych i brudnych klitek robotniczych.

„Maszyna do mieszkania” i „cztery funkcje człowieka”

Dziewiętnasto- i dwudziestowieczne zafascynowanie techniką wiązało się z głęboką nadzieją na polepszenie rzeczywistości i, co za tym idzie, zaufaniem nowym rozwiązaniom i technologiom.

Wraz z corbusierowską „maszyną do mieszkania” przez pryzmat maszyny zaczęto postrzegać świat i otaczającą człowieka przestrzeń. Więcej: sam człowiek został zredukowany do istoty, której uniwersalne potrzeby można zamknąć w czterech funkcjach – pracy, mieszkania, dojazdu i rekreacji.

Jak praktyczność rugowała potrzeby duchowe

Powstał tzw. „człowiek typowy” dla współczesnej cywilizacji. Człowiek określany przez Le Corbusiera jako „suma stałych psychobiologicznych rozpoznawanych i zinwentaryzowanych przez specjalistów – biologów, lekarzy, fizyków, chemików, socjologów i poetów”.

Teorie projektowania funkcjonalistycznego powstały właśnie głównie w oparciu o potrzeby fizyczne człowieka. Potrzeby psychologiczne i społeczne w dużym stopniu zostały pominięte lub spłycone.

„Planowanie pustynne”, czyli jak rozbić miasto

Planowanie modernistyczne kładło silny nacisk na stosowanie zasady tzw. strefowania funkcjonalnego.

Polegało ono na wyodrębnieniu głównych elementów miasta: miejsc pracy, zamieszkania i wypoczynku. Skończyło się na tym, że tereny o różnym charakterze i zabudowie podzieliły gigantczne odległości.

Jedno z największych blokowisk na świecie - Co-Op City na nowojorskim Bronxie

Jedno z największych blokowisk na świecie - Co-Op City na nowojorskim Bronxie

Wraz z niezbędnym w tych okolicznościach rozwojem szybkiej komunikacji zanikała aktywność na wolnym powietrzu i możliwość częstych kontaktów międzyludzkich. Jak pisze Jahn Gehl, „wielkie odległości między ludźmi, wydarzeniami i funkcjami charakteryzują nowe obszary miast”.

Planowanie pustynne (desert planning), użyte przez Gordona Cullena najlepiej oddaje ideę planowania funkcjonalistycznego.

Czego nas pozbawiono

Przestrzenie miast pozbawione zostały podstawowych elementów, takich jak plac czy ulica, które dotychczas stanowiły główne miejsca zgromadzeń ludności. Dawna ulica wypełniona barami, kafejkami oraz sklepami została okrzyknięta „barbarzyńską pozostałością i oburzającym anachronizmem”.

Zastąpiła ją nitka szybkiej komunikacji przeznaczona dla ruchu kołowego. Zamiast placów i ogrodów powstały bezkresne trawniki poprzecinane ścieżkami i dróżkami ze sterczącymi gdzieniegdzie drzewami.

Chcieliśmy dobrze…

bloki

Celem funkcjonalistów nie było, rzecz jasna, zredukowanie aktywności społecznej. Wręcz przeciwnie – wyobrażano sobie, że te wielkie wolne powierzchnie wypełnione będą radosnymi i szczęśliwymi ludźmi. Wizje te jednak pozostały jedynie na papierze.

Funkcjonalizm-monstrum, czyli „funkcje płciowe” z zegarkiem w ręku

Wiele eksperymentalnych pomysłów narodziło się w byłym Związku Radzieckim. Były to idee, które obecnie uznalibyśmy za potworne i totalitarne. Poprzez połączenie funkcji usługowych i mieszkaniowych starano się zapewnić w nich w pełni skolektywizowane życie. Nie było tam miejsca na indywidualizm i własność prywatną. Były to np. idee domów-komun oraz miast-komun, których radykalizm potrafił w rezultacie wystraszyć nieraz nawet samych autorów.

Tak było z projektem autorstwa J. Kuźmina (1929). Mieszkańcy podzieleni wg grup wiekowych mieliby zamieszkiwać wyznaczone dla nich sektory. Poddani byliby całkowicie regulaminowi i szczegółowym rozkładom zajęć. Projekt przewidywał podział funkcji mieszkaniowych na siedem grup: wypoczynek i sen, żywienie, życie płciowe, wychowywanie dzieci, wychowanie i rozwój kultury; potrzeby higieniczno-sanitarne, nadzór i opieka lekarska.

Blokowisko w centrum Mińska (Białoruś)/Fot. N. Hannes/Reporter
Blokowisko w centrum Mińska (Białoruś)/Fot. N. Hannes/Reporter

Projekt G. Wolfenzona przewidywał natomiast część mieszkaniową z osobnymi strefami dla samotnych, rodzin małych oraz rodzin dużych. Mieszkania pełniłyby jedynie funkcję sypialni a całe życie odbywałoby się wg odgórnie zalecanego planu obejmującego: pracę, wypoczynek, rozrywkę, spożywanie posiłków itp. Dzieci mieszkałyby w osobnych strefach a wychowywane byłyby w duchu kolektywizmu.

Moderniści w Polsce

Na polski grunt idee modernistyczne zostały przeniesione przede wszystkim przez działalność grupy Praesens z Szymonem Syrkusem na czele.

To on wraz z Heleną Syrkus oraz Barbarą i Stanisławem Brukalskimi rozwijali w naszym kraju koncepcje tzw. „jednostki sąsiedzkiej” w formie osiedli społecznych.

Egipt: Bloki w Kairze/ Fot: T. Gawalkiewicz, Agencja Reporter

Egipt: Bloki w Kairze/ Fot: T. Gawalkiewicz, Agencja Reporter

Syrkusowie przedstawiali idee tych jednostek w sposób następujący: „Społeczna treść typowego obiektu urbanistyki demokratycznej – osiedla – jest bogata i zróżnicowana. Składa się na nią mnogość funkcji, mających głębokie i rozgałęzione korzenie w zbiorowych potrzebach licznego zespołu ludzkiego.

Przestrzenne ukształtowanie osiedla nie będzie więc dekoracją zasłaniającą wewnętrzną pustkę, lecz żywą formą odzwierciedlającą konkretną treść społeczną. Forma ta będzie się wzbogacała w miarę rozwoju i pogłębiania się więzi społecznej i jej różnorodnych przejawów”.

Te właśnie doktryny miały istotny wpływ na kształtowanie się tkanki urbanistycznej w powojennej Polsce.

Buty Bata, które zmieniły oblicze miasta

Idea funkcjonalizmu diametralnie zmieniła oblicze małego miasteczka Zlin na Morawach, które przekształciło się w duże miasto funkcjonalistyczne.

A stało się tak za sprawą rodziny Batów, których drobna rodzinna manufaktura obuwnicza w latach 30-tych przerodziła się w wielką fabrykę obuwia zatrudniającą wiele tysięcy pracowników. To dla nich rozrastająca się tkanka miejska produkowała obiekty użyteczne i ekonomiczne. Bo jak sam Tomáš Bata – twórca fabryki wciąż powtarzał: „Nie pozwólmy architektom, aby budowali pomniki”. Z mieszkańców swojego miasta Bata próbował stworzyć typ “pracownika idealnego”, którego życie chciał moderować w całości – tak podczas pracy, jak wypoczynku.

Koncepcja urbanistyczna oparta była głównie na siatce wypełnionej jedno i dwurodzinnymi domkami kostkami oraz wysokościowcami, będącymi głównie obiektami publicznymi i fabrycznymi.

Do boju, socjalistyczni architekci!

W duchu nowoczesnej architektury i urbanistyki zgodnie z hasłem „więcej zieleni, więcej przestrzeni, więcej słońca” rozpoczął się także w Polsce okres wielkiego socjalnego budownictwa. I w którego utopijne idee wierzyli między innymi twórcy dzisiejszych szarych osiedli. Warto przytoczyć słowa architekta i urbanisty K. Wejcherta: ”Miasto socjalistyczne może być piękne. Dopiero ustrój socjalistyczny w oparciu o plan gospodarczy pozwala na świadome komponowanie zarówno całości miasta, jak i jego fragmentów. Przestaje tu działać kapitalistyczna pogoń za zyskiem, za rentą gruntową, miasto przestaje być odbiciem antagonizmów ustrojów opartych o wyzysk”.

Blokowisko w Lipawie (Łotwa)/Fot. N. Hennes/ Reporter

Blokowisko w Lipawie (Łotwa)/Fot. N. Hennes/ Reporter

Trudno nie zgodzić się z opinią Bogdana Jałowieckiego, że okres socjalizmu był rajem dla architektów i urbanistów realizujących koncepcję nowoczesnej urbanistyki. Dostali oni swobodę projektowania, nie krępowały ich ceny ziemi, mieli okazję projektować całościowo wielkie założenia urbanistyczne; przy tym szli z duchem czasu wykorzystując nowatorską technikę prefabrykatów.

…I co z tego boju wyszło

Niestety najczęściej powstawały jedynie pozbawione duszy i tożsamości zespoły mieszkaniowe uzyskane przy jak najniższych nakładach i kosztach. Zdarzało się, iż urbanizowanie terenów odbywało się w sposób arbitralny, nie uwzględniając sprzeciwu rdzennych mieszkańców. Przykładem, i to w skali makro, może być powstałe w 1950 r. miasto Nowe Tychy. Po zlikwidowaniu gmin Paprocany i Wilkowyje, pomimo licznych sprzeciwów autochtonicznych mieszkańców istniejących tam wiosek i osad powstało nowe miasto.

Zrewitalizowane blokowisko w Kraśniku/Fot. W. Pacewicz/SE

Zrewitalizowane blokowisko w Kraśniku/Fot. W. Pacewicz/SE

Przeciwnicy technicznego modernizmu

Należy wspomnieć, iż nie wszyscy byli wierni i oddani funkcjonalnym ideom modernizmu. Fiński architekt Alvar Aalto  odrzucał dogmatyczny funkcjonalizm i chłodny racjonalizm. Twierdził iż „być może właśnie architektura (…) pozwoli ludziom zdominować maszynę”.

Co ciekawe, osoby, które już wtedy dostrzegały często zbyt mechaniczne traktowanie przestrzeni i społeczeństwa, to również osoby nie związane stricte z architekturą.

Kanadyjska publicystka i aktywistka Jane Jacobs głosiła, iż higiena psychiczna jest tak samo ważna, jak higiena fizyczna. Już w latach 50-tych nawoływała do przywrócenia podstawowych elementów, takich jak ulica i chodnik w strukturze miasta. Mówiła o wymianie społecznej, o tym, że to, co przyciąga ludzi to inni ludzie. Bowiem, jak mówi stare skandynawskie powiedzenie, „ludzie przychodzą tam, gdzie są ludzie”.

Blokowisko w Norwegii/Fot. Ruther/ Eastnews

Blokowisko w Norwegii/Fot. Ruther/ Eastnews

Sceptyczny wobec technicznego rozwoju modernizmu był także Lewis Mumford – amerykański historyk i filozof, który o etosie modernizmu pisał jako o otwieraniu puszki Pandory z cudami technicznymi, które w rezultacie ludzkie działania i cele sprowadzą do mitu maszyny.

Efektowny upadek modernizmu, czyli wielkie sprzątanie po wielkich ideach

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte przyniosły nowe krytyczne spojrzenie na skutki planowania funkcjonalistycznego. Nie do ukrycia stał się fakt, że powstałe monofunkcyjne osiedla okazały się porażką, będąc jedynie miejscem wzmożonego bezrobocia i przestępczości.

Blokowisko we Francji (Evreux)/Fot. Reporter

Blokowisko we Francji (Evreux)/Fot. Reporter

Próby rewitalizacji w postaci kosmetycznych przeróbek najczęściej nie przynosiły rezultatu. Posuwano się wówczas do ostatecznego kroku – wyburzenia. W ten sposób, w roku 1972, zniknęło osiedle Pruitt-Igoe w St. Luis.

Spektakularne wysadzanie wielopiętrowych bloków stało się symbolicznym zakończeniem epoki modernizmu. Symbolicznym, bo w rzeczywistości po tym wydarzeniu powstało jeszcze wiele blokowisk, a i współczesne nam budownictwo powiela schematy osiedli. Tyle, że efekciarsko poprzebieranych.

Francja, 2005 r: wyburzanie bloku w dzielnicy Lyonu La Duchere

Francja, 2005 r: wyburzanie bloku w dzielnicy Lyonu La Duchere

Nie obalamy PRL-u. Dokarmiamy go

Rewitalizacja blokowisk to proces złożony, wielopłaszczyznowy i przede wszystkim wymagający czasu. Niezbędne są dokładne i przemyślane rozwiązania nie tylko w kwestiach uzdrowienia architektury, ale przede wszystkim urbanistyki ze wszystkimi aspektami społeczno-socjologicznymi.

Tendencje niestety idą w zupełnie odwrotnym kierunku. Nie tylko nie zwalczamy peerelowskich monostworów, ale dokarmiamy je, pozwalając im się rozwijać i do tego obrastać kiczem.

Przestrzenie miedzy budynkami

Jak słusznie zauważa Jan Gehl, o jakości przestrzeni nie świadczą same budynki ale przede wszystkim życie jakie toczy się w nich oraz między nimi.

Blokowisko na obrzeżach miasta we Lwowie/Fot. A. Micura

Blokowisko na obrzeżach miasta we Lwowie/Fot. A. Micura

Poprzez decyzje projektowe w dużym stopniu można wpłynąć na różne formy zachowań, można stworzyć przestrzenie puste ale i przestrzenie tętniące życiem.

Domeną blokowisk jest generowanie przede wszystkim tzw. terenów ‘niczyich’ czyli terenów, z którymi nikt się nie utożsamia. Zorganizowanie i zhierarchizowanie przestrzeni poprzez wprowadzenie podziału na przestań publiczną, półprywatną i prywatną sprawia, że stają się one elementem większej całości.

To z kolei wyzwala w mieszkańcach, będących jej częścią, poczucie przynależności i skutkuje w dużym stopniu poczuciem kolektywnej odpowiedzialności za te tereny. Tym samym chroni przed wandalizmem i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Gdzie przód, gdzie tył? O zagubieniu w przestrzeni

Wielkie przestrzenie osiedlowe z rozrzuconymi dowolnie blokowiskami wywołują poczucie dezorientacji. Brak jasnego i czytelnego planu, zdefiniowanego centrum oraz obiekty bez wyraźnie zaznaczonego frontu i tyłu wyzwalają w człowieku uczucie zagubienia.

Blokowisko w serbskiej części Kosowskiej Mitrowicy/Fot. J. Korczyk/Reporter

Blokowisko w serbskiej części Kosowskiej Mitrowicy/Fot. J. Korczyk/Reporter

Wg Bogdana Jałowieckiego związane jest to z percepcją przestrzeni w oparciu o kategorie przestrzenne określone przez parametry takie, jak: położenie, kierunek i dostępność. Kategoriami związanymi z położeniem może być centrum oraz peryferia. Kategorie dotyczące kierunku to: przód, tył, strona lewa, prawa granice czy strony świata. Granice, drogi, mosty oraz rożnego rodzaju przejścia takie jak drzwi, bramy czy wrota związane są natomiast dostępnością przestrzeni. Kiedy naruszone zostają zasady związane z tymi kategoriami, odbiór przestrzeni staje się niejasny i nieczytelny, wywołujący poczucie niepokoju.

Eliza Szczerek

doktorantka na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej

126 komentarze/y »
Pseudhistoria

Komentarze

126 komentarze/y do wpisu “Historia blokowisk, czyli skąd się wzięły maszyny do mieszkania”

Dodaj komentarz


-->