Jak Adolf Hitler ćwiczył hajlowanie wpatrzony w obrazek reklamowy z czasopisma “Jugend”
Sylwetka Hitlera zawsze jawiła mi się jako połączenie psychicznej makabry z groteskową, operetkową oprawą. Ten wąsik, ach, ten wąsik, ta maniera, te marsze z pochodniami, te efekciarskie mundury, zakony, zamiana godła państwowego na symbol, który teraz nazwalibyśmy new age’owym…

I gdy czytam wspomnienia Alberta Speera, ulubieńca Hitlera i jego nadwornego architekta, spisane w spandauskim więzieniu – to wrażenie narasta. Przeczytajcie opis monachijskiego mieszkania Hitlera (na Prinzregentenstrasse) z początków jego kanclerzowania. Szczególnie wzruszające momenty wyboldowane.
“Mieszkanie Hitlera było mieszkaniem człowieka o przeciętnych dochodach, na przykład nauczyciela gimnazjum, kierownika oddziału kasy depozytowej albo drobnego przedsiębiorcy. Bogato rzeźbione, masywne dębowe meble gabinetowe, książki w oszklonych szafach, haftowane poduszki z sentymentalnymi napisami albo mocnymi hasłami partyjnymi. W jednym z kątów pokoju stało popiersie Richarda Wagnera, a na ścianach wisiały idylliczne malowidła szkoły monachijskiej w pozłacanych ramach (…).
Pachniało olejem do smażenia i kwaśnymi odpadkami.
Hitler miał zwyczaj gimnastykować się rano w sypialni przy otwartym oknie. Jak mi kiedyś powiedział, od dawna zmuszał się do codziennych ćwiczeń z ekspanderem. Widząc moje zdumienie, pokazał mi nawet obrazek reklamowy z czasopisma “Jugend”, demonstrujący, jak można w ten sposób osiągnąć muskularne bicepsy.
Dodał, że ekspander jest dla niego tak ważny przede wszystkim dlatego, że podczas przemarszu SA i SS musi godzinami trzymać wyciągnięte ramię, nie dopuszczając do jego drżenia,a tym bardziej go nie opuszczając.

Dzięki wieloletniemu treningowi nie dorówna mu w tym dzisiaj żaden z jego unterfuehrerów”.
Unterfuehrerowie, do roboty!



CYTAT: Albert Speer, “Dzienniki ze Spandau”, “Wydawnictwo Magnum”, Warszawa 2010









Przeczytałem choć słowo “zboldowane” ukłuło w oczy nad wyraz boleśnie. Gdzież się podziało klasyczne “wytłuszczone”? Wiem że amerykanizmy atakują na każdym kroku- mieliśmy w historii już kilka podobnych. Najpierw atakowała nas łacina, potem włoszczyzna, francuzczyzna i pewnie kilka innych. Ale czy musimy zastępować oczywiste słowa zapożyczeniami? Najbardziej boli że to właśnie ludzie wykształceni najdotkliwiej kaleczą język ojczysty. Tylko pytanie- w imię czego?
@Joker: Bo język to żywe stworzenie, jak mawiał Witkacy:) I wcale nie uważam, by świadomie używane w luźny sposób pisanym tekście robiły czemukolwiek i komukolwiek ogromną krzywdę.
Dbał o sprawnosć fizyczną bo ogólnie starał sie żyć zdrowo, nie paląc, ćwicząc, przebywajhąc na świeżym pozamiejskim powietrzu i zdrowo się odżywiając. Teraz to norma, a wtedy nie. Podobnie czynił Himmler (choć on akurat do dobrze zbudowanych nie należał, to zdrowo się odżywiał). Były też przeciwieństwa jak Haydrich, który nałogowo pił, palił i o zdrowie nie dbał wcale.
A od kiedy to wegetarianizm jest zdrowy? Ten wynaturzony debil nawet swoja sukę karmił po wegetariańsku.
@zszczerek
Rozumiem użycie zapożyczenia gdy nie istnieje polski odpowiednik. Można, oczywiście, podeprzeć się Witkacym i w imię “zywości” języka pisać głupio. Krzywdy Pan nikomu nie zrobi. Co najwyże – mimo woli – okaże się Pan kolejną “niemytą duszą”. Pana wybór.
Hitler, to drobny rzezimieszek za czasów panowania Józefa Stalina – napisał kiedyś Wiktor Suworow. Myślę, że wszyscy nasi dzisiejsi ulubieńcy ćwiczą przed lusterkami.