-->

“Nie ma narodu żydowskiego. Jest inny…”

Narody nie istnieją jako wspólnoty ludzi, którzy posiadają wspólne pochodzenie genetyczne. To mit. Pogląd ten znany jest już od dawna. Izraelski naukowiec zauważa, że dotyczy to także jego narodu. A jeśli tak – to o co ten cały krzyk na Bliskim Wschodzie?

Społeczność czarnoskórych Żydów, którzy osiedlili się w mieście Dimona w centralnym Izraelu

Społeczność czarnoskórych Żydów, którzy osiedlili się w mieście Dimona w centralnym Izraelu

Sprawy, które identyfikują nas jako naród – język, kultura, historia, z którą się utożsamiamy – to tylko naskórek. Z naszym rzeczywistym pochodzeniem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Badania genetyczne wykazują, że nie ma mowy o prostej zasadzie: tu “genetyczny Polak”, tam “genetyczny Niemiec”, ówdzie “genetyczny Francuz” – czy nawet Słowianin, Germanin, przedstawiciel ludów romańskich czy ugrofińskich. Czy Żyd. Mamy w sobie sałatkę genów wszystkich praktycznie ludów, które kiedykolwiek zamieszkiwały nasze ziemie, czy tylko przez nie przeciągnęły – a więc Słowian, Germanów, Celtów, Żydów, praindoeuropejczyków, narodów romańskich, a nawet Mongołów. I każdych innych, z którymi nasi przodkowie zechcieli mieć bliższy kontakt. AHISTORIA już teraz zapowiada sążnisty artykuł na ten temat w niedalekiej przyszłości, lecz tym razem przyjrzyjmy się tezom Szlomo Sanda dotyczącym narodu żydowskiego.

Szlomo Sand obala tabu i wskakuje na listę bestsellerów

Po publikacji Sanda, izraelskiego naukowca, paść może jedno z ostatnich etnicznych tabu narodowych: tabu Izraela. W końcu nie da się zaprzeczyć, że kraj ten zbudowany jest na idei narodu żydowskiego. Właśnie: żydowskiego, a nie izraelskiego.

Sand udowadnia, że naród żydowski w takiej formie, w jakiej istniał do tej pory – nie istnieje. Książka, której hebrajski tytuł brzmi „Matai ve’ech humtza ha’am hayehudi?” („Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski?”), a której polskie tłumaczenie ukaże się w Polsce tej jesieni, narobiła w Izraelu (i na świecie) sporo zamieszania, prowokując jednych do wychwalania autora pod niebiosa, a innych – do obrzucania go najcięższymi kalumniami. I, jak to w takich wypadkach bywa, długo utrzymywała się na listach bestsellerów.

Tezy Sanda są proste:

Nikt nigdy nie wygnał Żydów z Izraela. Rzymianie po powstaniu Bar Kochby w latach 132-135 mogli, owszem, wymordować wielu mieszkańców starożytnej Palestyny i splądrować kraj, ale – choćby logistycznie – nie byli w stanie zorganizować wygnania całego narodu. Poza tym – pisze Sand – o żadnym masowym wysiedleniu Żydów nie wspominają źródła pisane. Dlaczego? Bo żadnego masowego wysiedlenia nie było. Co więc się stało ze starożytnymi Żydami? Ano, w znakomitej większości przyjęli islam i znamy ich jako Palestyńczyków. Tak, tych niechętnych państwu izraelskiemu Arabów, którzy nader często sympatyzują z Hezbollahem i Hamasem, i zdarza się, że wysadzają się w powietrze w samobójczych zamachach, próbując zabrać ze sobą na tamten świat możliwie najwięcej „równiejszych” obywateli Izraela.

„Żydzi w Palestynie byli w większości chłopami” – przytacza słowa Sanda „The National” – „i wszystko wskazuje na to, że pozostali na swojej ziemi”.

Jeśli Żydzi nigdzie nie wyjeżdżali, to kto przyjechał?

Kim więc byli i są ludzie, którzy zjeżdżali – i nadal zjeżdżają – do Izraela w ramach „aliji” – powrotu do ziemi ojców?

Sand uważa, że są potomkami nawróconych w historii na judaizm ludów, bowiem judaizm – podobnie, jak chrześcijaństwo czy islam – był w przeszłości religią, która poszukiwała konwertytów.

Znany jest przypadek Chazarów, którzy we wczesnym średniowieczu przyjęli judaizm i – według niektórych teorii, na które powołuje się Sand – mają być przodkami Żydów aszkenazyjskich. Sand jednak przywołuje także inne przykłady: nawrócone na judaizm berberyjskie plemiona, czy Jemenitów, lud powszechnie uznawany za Żydów z Jemenu, w ktorych Sand (nie tylko on zresztą) widzi potomków Himjarytów nawróconych na judaizm w IV wieku n.e. (Jemenitką była np. znana izraelska piosenkarka Ofra Haza).
Nawracanie to miało miejsce tam, gdzie istniały wystarczająco silne ośrodki bądź wpływy judaistyczne. Sand twierdzi, że żydowski prozelityzm jest udokumentowany w starożytnych rzymskich pismach. Ergo: Żydzi z diaspory, którzy od stu lat powracają do Izraela, mają ze sobą tyle genetycznie wspólnego, co Arab z Niemcem i Polak z Etiopczykiem.

Kto więc wymyślił całą historię o wygnaniu? Sand podejrzewa, że mogli być to chrześcijanie, którzy chcieli w ten sposób przedstawić Żydów nie jako naród wybrany, a jako naród, który został dotknięty bożą niełaską.

Kiedy “wynaleziono” naród żydowski?

Sand twierdzi, że przebudzenie żydowskiego nacjonalizmu miało miejsce w tym samym czasie, w którym nastąpiło przebudzenie innych nacjonalizmów: w XIX wieku. Sam natomiast mit starożytnego Izraela pełnić miał wśród wyznawców religii mojżeszowej tę samą funkcję, co u Polaków mit starożytnej Sarmacji, wśród Węgrów – pochodzenia od Hunów Attyli, a wśród Rumunów – ich „rzymskiej krwi”.

Szlomo Sand a genetyka

Wyniki badań genetycznych przeprowadzonych przez grupę izraelskich naukowców, opublikowane w 2001 roku w „The American Journal of Human Genetics” w artykule pod tytułem „The Y Chromosome Pool of Jews as Part of the Genetic Landscape of the Middle East”. , nie poświadczają do końca tez Sanda. Wykazano na przykład, że geny Żydów sefardyjskich i kurdyjskich nie różnią się od siebie. Oba powyższe różnią się co prawda „lekko, lecz w znaczący sposób” od genów Żydów Aszkenazyjskich (środkowo- i wschodnioeuropejskich), ale badania i u Aszkenazyjczyków wykazały bliskowschodnie geny. Wspomniane różnice natomiast mogą być efektem mieszania się z genami Europejczyków, mogą być też – według autorów artykułu – wynikiem izolacji aszkenazyjczyków.

Sand podchodzi do badań genetycznych z dystansem. Skłonny jest raczej bronić starej tezy o pochodzeniu Żydów wschodnioeuropejskich od nawróconych we wczesnym średniowieczu na judaizm Chazarów, choć teza ta nie jest przez naukowców traktowana zbyt poważnie, szczególnie zaś upodobali ją sobie wyznawcy teorii spiskowych (co wypomina mu izraelskie środowisko naukowe). W debacie publicznej Sand jest także często napominany, że jako specjalista od współczesnej Francji powinien raczej zająć się swoją dziedziną naukową, a nie starożytnymi migracjami (bądź ich negacją).

Pomiędzy Sandem a rabinem, czyli Sand w gruncie rzeczy nie odkrywa Ameryki

Być może prawda leży pośrodku: oczywiście, patrząc na czarnoskórych Izraelitów i porównując ich z żyjącymi w Izraelu Żydami z Rosji (z których wielu idealnie wypełnia stereotyp Rosjanina: pucułowatego blondyna o różowych policzkach) – automatycznie jesteśmy skłonni przyznać rację Sandowi. Tyle, że Sand – oprócz zanegowania wygnania Żydów z Izraela – tak naprawdę nie powiedział niczego nowego.

Jeden z izraelskich neonazistów na sali sądowej/AFP

Jeden z izraelskich neonazistów na sali sądowej

Niektórzy żyjący w Izraelu potomkowie rosyjskich Żydów, sami nie czują się Żydami. To właśnie z nich gównie rekrutują się… izraelscy neonaziści. PRZECZYTAJ ARTYKUŁ NA TEN TEMAT

Wiadomo przecież, że nawet przy niewątpliwej hermetyczności żydowskich środowisk trudno było przez ten potwornie przecież długi czas uniknąć mieszania się z lokalną ludnością.

Nie można też przecież wykluczyć, że tym wielkim żydowskim społecznościom – północnoafrykańskim, europejskim, sefardyjskim, a nawet azjatyckim, hinduskim czy etiopskim – dały impuls właśnie grupy Żydów z diaspory (jakikolwiek byłby jej powód), którzy bądź nawracali lokalne ludy, bądź mieszali się z nimi, bądź ich kultura stała się dla nich atrakcyjna tak samo, jak kultura podbitych Słowian stała się na tyle atrakcyjna dla tureckich Bułgarów, by przyjąć ją za własną.

Oczywistym i powszechnie wiadomym jest także fakt, że nie wszyscy starożytni Żydzi opuścili Palestynę, i że wielu z nich zmieszała się z Arabami, bądź po prostu przyjęła islam, tak samo, jak się to stało z mieszkańcami starożytnego Egiptu czy Berberami. Tym bardziej, że coraz częściej wspomina się w mediach o współczesnych palestyńskich Arabach, którzy deklarują żydowskie pochodzenie.

Sand “wyważa otwarte drzwi”

Brytyjski historyk żydowskiego pochodzenia Simon Schama w recenzji książki Sanda zamieszczonej w „Financial Times” zarzuca wręcz Sandowi epatowanie truizmami i „dobijanie się do otwartych drzwi”.
„Sand myli etniczność – która, w przypadku Żydów w rzeczy samej jest niejednolita, heterogeniczna i powstała w wyniku migracji – z tożsamością, która rozwija się jako efekt wspólnego historycznego doświadczenia” – pisze Schama.

„Argumenty rabinów mogą opierać się na wyimaginowanej definicji etniczności, ale legitymacja Izraela jako państwa już nie. W końcu Izrael jest lekarstwem na zbrodnię, o której Sand nic nie mówi”. Schama przypomina, że nauka doskonale zdaje sobie sprawę, że Rzymianie po żydowskich powstaniach w latach 66-70 i 135 naszej ery nie dokonali żadnego „wielkiego wysiedlenia” a – po prostu – wielu Żydów wymordowali bądź sprzedali w niewolę. Jerozolimę, w której Żydzi nie mogli się już osiedlać, przemianowano na Aelia Capitolina. Zakazano judaistycznego kultu.

Nikt nie zauważył słonia w pokoju, czyli Sand się broni

Szlomo Sand w odpowiedzi na krytyczną recenzję odpowiada, że choć faktycznie wiadomo o tym nauce, to „wielkie wygnanie” nie tylko jako fakt historyczny postrzega nie tylko większość izraelskich Żydów, ale i deklaracja niepodległości Izraela. Cytując anglosaskie powiedzenie – w pokoju jest słoń, i wszyscy udają, że go nie widzą.

Sand twierdzi, że „od czasów, gdy Abraham Pollack […] przeprowadził swoje szeroko zakrojone badania, nie napisano żadnych prac na temat demografii Żydów posługujących się językiem jidysz”. Sand uważa także, że Żydzi wschodnioeuropejscy nie czuli specjalnie silnego przywiązania do koncepcji emigracji właśnie do Izraela, „ziemi obiecanej”.

„[…] większość Żydów posługujących się jidysz wcale się nie wybierała do „kraju przodków”. Wybrali emigrację do Ameryki. Jeśli USA nie blokowałyby imigracji z Europy Wschodniej od lat 20-tych XX w., bardzo wątpliwe, czy państwo Izrael w ogóle by powstało” – pisze Sand. Po koszmarze holocaustu „o wiele łatwiej było zmusić palestyńskich Arabów do zaakceptowania tych budzących litość obcych, których nie chciała Europa, niż przyjąć ich w Stanach Zjednocznych”.

Mieszkający we współczesnym Izraelu Żydzi to prawdziwy koktajl etniczny. Na zdjęciu - izraelscy żołnierze/AFP

Mieszkający we współczesnym Izraelu Żydzi to prawdziwy koktajl etniczny. Na zdjęciu - izraelscy żołnierze

Sand zaznacza, że – w przeciwieństwie do Schamy – mieszka w Izraelu. Nie legitymizuje jednak jego istnienia na tragedii holokaustu, ponieważ, jak uważa, „żadne dawne cierpienie nie usprawiedliwia obecnego cierpienia”. Uważa po prostu, że Izrael – jeśli już powstał – powinien istnieć, bo zaprzeczenie jego istnienia może doprowadzić do nowej tragedii.

A co wydaje się w tym wszystkim najważniejsze?

Sand bowiem wykorzystuje swoje, przyznajmy, faktycznie dość truistyczne teorie, by powiedzieć inną ważną rzecz: trzeba przestać udawać, że jakakolwiek etniczność jest w Izraelu istotna i przestać mówić o państwie „etnicznie żydowskim”. To – poza wszystkim – koncepcja rasistowska. Sand postuluje stworzenie narodu izraelskiego, który będzie reprezentował zarówno tych, którzy uważają się za Żydów, jak i tych, którzy mają się za Palestyńczyków, czyli około 20 procent społeczeństwa.
Bo jeśli Sand mówi w gruncie rzeczy to samo, co naukowcy – kwestia leży po prostu we wnioskach, które wyciąga się z historii. A wnioski Sanda są w Izraelu rewolucyjne w rzeczy samej.

„Prawo powrotu”, które decyduje, kto ma prawo osiedlić się w Izraelu działa w gruncie rzeczy na zasadzie wykluczającej: łatwiej określić jest, kto na pewno Żydem nie jest, niż kto nim jest. Bo kto miałby nim być: ten, kto wyznaje judaizm? Niekoniecznie, bowiem prawo powrotu przyznaje się np. rosyjskim prawosławnym, którzy wykażą, że mają żydowskich przodków. Ten, kto jest etnicznym Żydem? Niezależnie od tego, co sądzimy o tezach Sanda, temat jest dość grząski.
Choć by być obywatelem Izraela niekoniecznie trzeba być Żydem, to w izraelskich dowodach osobistych znajduje się rubryka „narodowość”. Można tam wpisać narodowość żydowską, arabską, inną – nawet „nieznaną” – ale nie izraelską.

W ostatnim czasie grupa izraelskich intelektualistów zaapelowała do Sądu Najwyższego o zarejestrowanie narodowości izraelskiej.

Izrael taki sam, jak inne kraje?

– To absurd, że państwo Izrael jest niemal jedynym państwem, które nie uznaje istnienia narodu izraelskiego, ponieważ odmawia swym obywatelom prawa, by figurowali jako Izraelczycy w rejestrze cywilnym – mówił agencji AFP prezes stowarzyszenia “Jestem Izraelczykiem”, lingwista Uzi Ornan. – Już najwyższy czas, abyśmy zaczęli rozróżniać między przynależnością do grupy etnicznej lub religijnej i do narodu izraelskiego.

- Mimo, iż przeczę istnieniu narodu żydowskiego, nie zaprzeczam istnieniu narodu izraelskiego – mówi Sand w wywiadzie dla rosyjskiego kanału „RT”. – W końcu – twierdzi naukowiec – naród ten posiada własną literaturę, kino, nawet kuchnię. – Po prostu – uważa Sand – Izraelczycy również powinni mieć swój kraj. Jak wszystkie inne narody.

Zdjęcia: agencja AFP

29 komentarze/y »
Pseudhistoria

Komentarze

29 komentarze/y do wpisu ““Nie ma narodu żydowskiego. Jest inny…””

Dodaj komentarz


-->