Straszliwa historia Petara Blagojevicia
Gdy spytasz Serba o hrabiego Drakulę, wzruszy tylko ramionami. Wytłumaczy ci, że zna lepszą historię. Lepszą, bo prawdziwą.

Artykuł 21 średniowiecznego kodeksu serbskiego cara Duszana zakazywał wykopywania z grobów ciał ludzi oskarżonych o czary i palenia ich. Kapłan, który zezwalał na taki proceder miał być kapłaństwa pozbawiony. Jak widać, już w XIV wieku co bardziej trzeźwogłowi Serbowie wkładali historie o czarownicach i wampirach między bajki i zabobony.
Petar wstaje z grobu
Tym bardziej – wydawałoby się – być tak powinno w 1725 roku: średniowiecze skończyło się ćwierć tysiąclecia temu, nadciągała z impetem epoka racjonalizmu i sceptycyzmu. Cóż jednak począć, jeśli taki Petar Blagojević z naddunajskiej wsi Kisilova wstaje z grobu i w osiem dni zabija dziewięć osób. Jedną po drugiej, podczas snu, niczym XVIII-wieczny Freddie Kruger.
Skąd wiadomo, że to właśnie nieboszczyk Blagojević mordował dobrych rolników? Lud sioła Kisilova już tam swoje wiedział. Nie pierwszy to i nie ostatni raz mieszkańcy wsi mieli do czynienia z wampirami.
Co zrobić z wampirem
Austriaccy urzędnicy – bo sześć lat wcześniej, po traktacie w Pożarewacu, serbskie Kisilovo, razem z większą częścią Serbii przeszło spod władzy Turków pod zarząd habsburskiej Austrii – byli ponoć zniesmaczeni żądaniami chłopów. Kisilowianie bowiem domagali się od nich urzędowego zezwolenia na wykopanie z ziemi rolnika Petara Blagojevicia i przebicia mu klatki piersiowej osinowym kołkiem.
Czy nieboszczyk był świętej pamięci, czy wręcz przeciwnie, miało okazać się po dokonaniu oględzin zwłok i stwierdzeniu na nich cech charakteryzujących wampira. W razie, gdyby takie występowały – wywodzili chłopi – trzeba będzie potraktować Blagojevicia tak, jak w naszych stronach od wieków traktuje się wampiry. Wtedy – jeśli Bóg da – skończy się pośmiertny żywot wampira Blagojevicia, a do wsi Kisilovo powróci sielski spokój.
Chłopi, jak z zainteresowaniem odnotowali później w papierach urzędnicy, byli nie na żarty wystraszeni. Urzędnicy kazali się chłopom – na tyle, na ile to możliwe – uspokoić i po kolei opowiedzieć całą historię. Nie chciało im się, owczywiście, wierzyć, w to, że Petar Blagojević wstaje z grobu i morduje sąsiadów, ale coś przecież musiało doprowadzić kisilowian do przerażenia.
- Oto – opowiadali przerażeni chłopi – dziewięć miesięcy po tym, jak przyszło złożyć do ziemi nieszczęśliwego Petara Blagojevicia, w wiosce zaczęły się dziać straszliwe rzeczy. W osiem dni zmarło dziewięć osób. Każda z nich męczyła się przed śmiercią przez całą dobę. Każda z nich także w przedśmiertnej malignie wołała, że dusi ją nikt inny, jak właśnie pochowany niecały rok temu Petar Blagojević. Również wdowa po Blagojeviciu nie mogła zaznać spokoju. Jak opowiadała, pewnej nocy przyszedł do niej nieboszczyk mąż. Przyszedł, stanął nad łóżkiem, i spytał przerażoną, wyrwaną ze snu kobietę, gdzie też mogła podziać jego buty. Po tym wydarzeniu nieszczęsna wdowa uciekła do sąsiedniej wsi.
- Nikt z nas nie zna dnia ani godziny – przekonywali Austriaków porządnie wystraszeni chłopi – boimy się, że Petar Blagojević przyjdzie i do nas we śnie, do naszych rodzin, do naszych dzieci. A wtedy poumieramy w męczarniach, jak umarło już dziewięć osób. Takie rzeczy – twierdzili – nie są niczym nowym. Zdarzały się bowiem już „za Turka”.
Kapitan Frombald jest zaintrygowany. A następnie przerażony
Cesarski zarządca regionu, kapitan Frombald, pod naciskiem oszalałych ze strachu chłopów, którzy gotowi byli i bez pozwolenia rozkopać grób Blagojevicia, wydał zgodę na ekshumację zwłok. Sam był zresztą zapewne ciekawy całej historii. Wezwał do siebie prawosławnego kapłana z Wielkiego Gradiszta i – jak to w klasycznych horrorach bywa – pojechali kolaską na kisilewski cmentarz.
I faktycznie – gdy w obecności oficjalnych władz i lokalnego kapłana rozkopano mogiłę i podniesiono deski trumny – okazało się, że ciało Petara Blagojevicia w najmniejszym stopniu nie było dotknięte rozkładem. Co więcej, rosły mu włosy i paznokcie. Jak twierdzili niektórzy, być może już za bardzo rozgorączkowani – wokół jego ust widać było ślady krwi. Groza przeszyła wszystkich, łącznie z kapitanem Frombaldem i popem z Wielkiego Gradiszta. Frombald, któremu udzielił się nastrój kisiljewskich chłopów, zezwolił na przebicie piersi Blagojevicia kołkiem. Podobno w tej chwili na piersi domniemanego wampira pojawiła się świeża krew.
Frombald, gdy oprzytomniał, napisał sprawozdanie do władz w Wiedniu. Sprawę podchwyciła austriacka prasa, która powoli stawała się ważnym nośnikiem informacji. Po pewnym czasie cała kulturalna i wychodząca z mroków średniowiecza ku oświeceniu Europa opowiadała sobie z przejęciem historię serbskiego wampira z Kisilieva.
Poturecka Serbia – podniecający kraj z piekła rodem
A w Serbii, jak się okazało, pojawiały się kolejne historie o wampirach. Być może istniały zawsze, tyle tylko, że gdy Serbia należała do muzułmańskich Otomanów, mało informacji z regionu przedostawało się do Europy. Sprawa Petara Blagojevicia otworzyła puszkę Pandory. Bałkańskie wampiry stały się – cóż – modne.
Przez jakiś czas mocno wypudrowane, uperuczone ówczesne europejskie salony podniecały się historią niejakiego Arnolda Pavle (zromanizowanego na rzeczonych salonach na Paolo), Serba w służbie austriackiej armii, który po pewnym tajemniczym wydarzeniu, które miało mieć miejsce gdzieś w Grecji, zdecydował się powrócić do swej rodzinnej wsi.
Tajemnica Arnolda Pavle
Pavle zbudował dom, ożenił się, ale swoim dawnym sąsiadom wydawał się dziwny. Również jego żona skarżyła się na dziwny dystans, jaki utrzymywał wobec niej Arnold. Domyślała się, że przyczyna dziwacznej odmiany Arnolda może mieć związek z tajemniczym wydarzeniem z Grecji. Arnold z początku mówić nie chciał – ale w końcu żonie udało się nakłonić go do zwierzeń. Arnold Pavle stał się w Grecji – jak oznajmił – ofiarą wampira. Niedługo później spadł nieszczęśliwie ze szczytu wyładowanego zbożem wozu i zmarł.
Niedługo później w wiosce Arnolda Pavle zaczęli umierać ludzie. Wieś żyła w strachu, umierał chłop za chłopem, aż w końcu na wiosnę sąsiedzi Pavla wybrali się z osinowymi kołkami na cmentarz. Rozkopano grób byłego żołnierza i okazało się, że nie dość, że leży on nie po bożemu, na plecach z rękami splecionymi na piersi, a na boku, to jeszcze usta ma całe we krwi.
Nawrzucano mu do trumny czosnku, a gdy najodważniejszy z chłopów przebijał mu pierś kołkiem, Pavle otworzył oczy i wydał przerażający wrzask. Przy operacji mieli być – jak i w przypadku Blagojevicia – austriaccy urzędnicy.
Tę samą procedurę powtórzono wobec wszystkich, co do których zaszło podejrzenie, że zmarli za sprawą wampira. Ciała wszystkich spalono i na wszelki wypadek pochowano w poświęconej ziemi.
Salony mdleją z przerażenia i ukontentowania
W ten sposób historie te opowiadano na europejskich salonach. Upudrowanych, uperuczonych, wbitych w pludry, rajtuzy, gorsety i krynoliny. Wersji ich zresztą krążyło całkiem sporo. Ważniejsze – jak się wydaje – było to, by te historie fascynowały, niż by były prawdziwe. Do europejskiej świadomości weszły fragmenty ziem tajemniczej, odmiennej kulturowo Turcji i okazywało się, że dzieją się tam rzeczy niesamowite. Wyglądało to tak, jakby Austriakom przyszło panować nad obszarami, które jeszcze niedawno należały do Piekła. Przynajmniej tak to chciano postrzegać. Powoływano się na urzędowe, austriackie noty: okoliczności historii w ten sposób stawały się bardziej prawdopodobne, a co za tym idzie – bardziej przerażające. Co innego bowiem gadanina niepiśmiennego, wychowanego w tureckim wilajecie chłopa, a co innego urzędowe poświadczenie cesarskiego urzędnika.
Niedługo późnej z przejęciem opowiadano sobie o przypadku chłopa Milosza z miejscowości Radojevo w Banacie. Historia była bliźniaczo podobna do poprzednich. I w tym przypadku przy przebijaniu wampira kołkiem mieli być obecni austriaccy urzędnicy.
W późniejszych latach tajemnicza, pełna wampirów Serbia stała się passe. W latach sześćdziesiątych XVII wieku wybuchła sprawa tajemniczej bestii z francuskiego Gevaudan (AHISTORIA nie będzie się powstrzymywać i – oczywiście – opisze tę historię), i na salonach upudrowanej Europy nie mówiono o niczym innym. Niedługo później podobne wypadki miały miejsce w Benais.
I co dalej?
Masowa histeria to zjawisko znane nie od dziś. W niektórych afrykańskich krajach raz na jakiś czas wybucha panika związana ze „złodziejami penisów”, a w Nowym Dehli mordować ludzi ma tajemniczy człowiek-małpa. W Zielonej Górze jeszcze niedawno grasował gwałciciel, który – jak się później okazało – nie istniał. Dziki kot, który swego czasu kręcił się po Polsce o mało co nie stał się w społecznej świadomości tygrysem.
I, choć legendy o serbskich wampirach najpewniej można by wyjaśnić w racjonalny sposób – zachowajmy się tak, jak zachowali się bohaterowie gombrowiczowskich „Opętanych” i umówmy, że pewne rzeczy – choć pewnie dałoby radę je zracjonalizować – warto zostawić niedopowiedzianymi. Bo przecież wszyscy lubimy takie historie.
Dziennikarze serbskiej gazety „Glas jawnosti” pojechali jakiś czas temu do Kisiljeva, wioski na granicy Wojwodiny, która – jak się uważa- mogła być miejscem, w którym rozegrała się pośmiertna historia Petara Blagojevicia. Grobu domniemanego wampira nie udało się odnaleźć, bo na lokalnym cmentarzy brak nagrobków starszych, niż 100 lat. Mieszkają tutaj rodziny o nazwisku Blagojević, ale nie wiadomo, czy mają coś wspólnego z Petarem Blagojeviciem. A wampiry? Owszem – mówili dziennikarzom mieszkańcy wioski – jakże miałoby ich nie być. Lata tu po nocy nieboszczka Ruża Vlajna i obija się o dachy. A czasem można ją zobaczyć, jak spaceruje sobie po tafli Dunaju, czort by ją porwał, wampirzycę.









Świetna historia, oj przepraszam Ahistoria :)
Pozdrawiam serdecznie
Ciekawe, fajnie napisane, tylko za dużo tych myślników… Błagam, autorze, ciężko się czyta. Przecinki i średniki też istnieją, a jak zdanie się robi za bardzo złożone, to i na kilka krótszych podzielić je można…
Radził bym pouczyć się Historii Wlad Palownik (Dracula)
to postać autentyczna.
Ciekawa historia, tylko korekta językowa by się przydała, bo nieco za dużo “uperuczonych” i “upudrowanych” słów się tutaj pojawia :)
A kot co chodził po Polsce to była PUMA z czeskiej hodowli, więc przesady dużej nie było..
Naprawde fajny artykul-dawno nikt niczego takiego nie napisal…Ludzie zapominaja,ze nie wszystko mozna naukowo wyjasnic-sa rzeczy,o ktorych sie naukowcom nie snilo…Pozdrawiam autora!
za długie, nie chce mi się czytać, ale historyja ciekawa.
Fajna chronologia… 1725 rok to wiek XVIII. O Krugerze się pisze tak, jakby historia o nim była z innego okresu. A najlepsza jest “późniejsza” opowieść o bestii z Gevaudan z lat 60. XVII wieku. Poprawcie te błędy, bo szkoda, by psuły artykuł.
A źródła to gdzie, miły Panie? No, chyba że z głowy ten zmyślony reportażyk…
do komentarza rizy – racja racja, postac autentyczna i to ciekawa bardzo!! Artykuł ciekawy! pozdrawiam!!
A co ma Serbia wspólnego z Drakula ?/
Drakula pochodzi z Rumuni ( siedmiogród ).
To tak jak by się pytać Niemca o Polskiego Popiela ..
i jak tu się dziwić że za hitlera takich chłopów rozstrzeliwano
Rozstrzelanie nic nie pomoże, no chyba, że srebrną, poświęconą kulą w serce albo przebić je kołkiem osikowym. Wampiry podobno są uczulone na srebro. Co do Drakuli, to naprawdę nazywał się Vlad Tepes, z racji swej brzydoty zwany Drakul (szpetny) i był księciem Siedmiogrodu. Walczył z sąsiednimi państwami i kazał wbijać na pal tysiące jeńców wziętych do niewoli . Dopiero Turcy ukrócili jego okrucieństwo skracając go o głowę, którą triumfalnie zatknięto na pal. Jednak po śmierci jego legenda dotrwała do dzisiejszych czasów.
a teraz to serbowie maja wampiry w trybunale w hadze ot i historia kolem sie toczy.
Ufff kamień z serca, myślałam, że to Edward Cullen :)
Vlad Tepes@ przydomek hospodara wołoskiego Dracul nie wziął się z jego wyglądu (był całkiem przystojnym mężczyzną, spójrz zresztą na ryciny z okresu), lecz z racji, iż jego ojciec należał do rycerskiego Zakonu Smoka, którego celem była obrona wiary przed niewiernymi…
Aha, wciąż czekam na info o źdródłach od autora tego tekstu…
wyczuwam nienawiść to “”upudrowanej” Europy. i tak, Drakula był z Rumuni. Wtedy nie było internetu, więc skąd chłopi z Serbii mieli wiedzieć o kimś takim?
@JarAs napisał: “za długie, nie chce mi się czytać, ale historyja ciekawa”
To co ty robisz z książkami? Na opał pewnie?
“To tak jak by się pytać Niemca o Polskiego Popiela ..”
ale właśnie historia o Popielu to historia z Niemiec przeniesiona do Polski :-)
patrz: Mysia Wieża w Bingen