Światy, w których Rzym nigdy nie upadł
Istnieje kanon podstawowych pytań, które zadają miłośnicy historii alternatywnej. Pisaliśmy już o tym, czy Polska mogła wygrać w 1939 roku (Mogliśmy wygrać w 1939 roku, …A miało być tak pięknie) o tym, jak wyglądałby świat, gdyby Niemcy wygrały II wojnę światową (Świat “Vaterland”, Świat “Człowieka z Wysokiego Zamku”). Teraz zajmiemy się wizjami świata, w którym Imperium Romanum nigdy nie upadło.

AFP
Skonkretyzujmy: literackimi wizjami, bo żaden poważny historyk nie da się namówić na analizę takiego alternatywnego biegu historii, w którym punkt zwrotny umieszczony jest tak dawno temu i może skutkować nieskończoną liczbą dalszych historycznych wariantów. Trzeba przyznać: próba ich przewidzenia jest szaleństwem. Z tego powodu musimy zadowolić się wyłącznie próbami artystycznej konstrukcji takiego świata. Lepszej bądź gorszej. Pisarze nie mają prestiżu naukowego do stracenia i nie boją się gdybać.
Stephen Baxter, brytyjski pisarz science-fiction w zamieszczonym w „The Independent” artykule pt. „What if… An alternative history of the Word” pisze: „po okresie militarnych porażek, cesarze próbowali ustanowić naturalne granice, takie, jak Ren czy Wał Hadriana, zatrzymując jednak w ten sposób rozrost imperium i jego rozwój ekonomiczny”.
Rzymianie „byli zaawansowani technologicznie i byli blisko wynalezienia silników parowych, ale sprawy takie traktowali wyłącznie jako zabawki. Szansa na rzymską rewolucję przemysłową została zmarnowana” – uważa. Co jednak, jeśli Rzym – mimo wszystko – przetrwałby, i przetrwałby silny?
Baxter uważa, że mógłby w takim razie poradzić sobie z islamem i Mongołami lepiej, niż średniowieczne państwa, które powstały na jego gruzach. „W Amerykach Rzymianie nie przeprowadziliby ludobójstwa, jak Brytyjczycy, ale zasymilowaliby tubylców tak, jak Rzymianie zazwyczaj asymilowali podbite ludy”. Zjednoczona przez Rzym Europa nie zaznałaby feudalizmu, a co za tym idzie – rozkwitu rycerstwa. Baxter twierdzi także, że nie byłoby parlamentaryzmu (z czym można by polemizować – w Rzymie funkcjonowała przecież tradycja republiki i senatu, choć jego znaczenie malało wraz z utrwalaniem się władzy cesarskiej).
W 2005 roku (w Polsce – w 2007) pojawiła się „Romanitas” – pierwsza część trylogii autorstwa Sophii McDougall. Jej akcja dzieje się w świecie, nad którego większą częścią panuje Imperium Rzymskie. Jest nasz XXI wiek (w Rzymie jest wiek XXVIII – Rzymianie liczyli czas ab urbe condita – od założenia miasta). Jak wygląda nowoczesny świat pod pax romana?
McDougall zadała sobie wiele trudu i skonstruowała go z pietyzmem. Na stronie internetowej powieści www.romanitas.com znaleźć można mapę rzymskiego świata i jego szczegółową historię. Streśćmy ją, używając jednak – dla ułatwienia – datowania obowiązującego w naszym świecie.

Mapa rzymskiego świata ze strony www.romanitas.com
Punkt zwrotny: Pertynaks
Punktem zwrotnym jest panowanie Publiusza Helwiusza Pertynaksa pod koniec II w. n.e. W świecie rzeczywistym ten dobrze się zapowiadający cesarz zostaje zamordowany przez własnych pretorian, który po jego śmierci urządzają hucpę: swoisty przetarg na stanowisko cesarza. Na pewien czas powoduje to upadek majestatu rzymskiego władcy. W „Romanitas” Peryntaks jednak nie ginie. Naprawia rzymską gospodarkę i tworzy stabilną dynastię. Następcy Peryntaksa kontynuują reformy. Modernizują wojsko.
W III w. Rzymianie zajmują ziemie odwiecznego wroga – Persji, którą brutalnie pacyfikują (wielu Persów mordują, bądź sprzedają w niewolę). W całym imperium trwają prześladowania chrześcijan, zoroastrian i Żydów. Początek IV wieku – Rzym podbija Arabię, później przywraca swoją władzę w Brytanii, rozszerzając ją na Irlandię i Szkocję. W połowie IV w. Europę najeżdżają Hunowie, ale nie wyrządzają większej krzywdy imperium. Rzym nie tylko odrzuca Hunów, ale rozszerza swoje władztwo daleko, aż na ziemie obecnej Rosji.
W V wieku imperium podbija Indie, a hinduistyczni bogowie trafiają do rzymskiego Panteonu. W VII w. następuje próba podboju Chin – nieudana. Chiny okazują się zbyt twardym orzechem do zgryzienia, starożytne już wtedy chińskie państwo samo wykazuje tendencje imperialne. Następują tarcia graniczne z Rzymem, ale cezarowie rozumieją, że utrzymanie zdrowych relacji z Chinami to rzecz ważna, tym bardziej, że opłaca się obu stronom: handel przynosi wielkie profity. Rzym i Chiny wspólnie rozprawiają się z rodzącą się potęgą mongolską w XI wieku. Japonia (w świecie McDougall zwana Nionią) – póki co – pozostaje poza sferą zainteresowania Rzymu.
W XIII w. Rzym dysponuje już prochem. Uzbrojone w armaty legie podbijają Etiopię. Niedługo później cesarz Nionii przywozi z wizyty w Rzymie know-how produkcji prochu. Pomaga mu to w zjednoczeniu wysp i rozpoczęciu polityki imperialnej.
Rzymski Dziki Zachód
W XIV w. rzymscy marynarze opływają glob i odkrywają nowy kontynent: w naszym świecie znany jako Ameryka, w świecie „Romanitas”, jako „Nowa Ziemia” (Terranova).
W tym samym wieku Rzymianie uczą się wytwarzać prąd. Mimo tych sukcesów jest to czas kryzysu dla wewnętrznych i zewnętrznych spraw imperium, dlatego by zjednać sobie ludność cesarz rozszerza obywatelstwo rzymskie i związane z nim prawa na wszystkich jego mieszkańców. W XVI w. Nionia odkrywa, podbija i kolonizuje Australię (w świecie „Romanitas” – Goshu).
Imperialny rozwój wysp niepokoi Rzym. W XVI w. następuje kolonizacja Terranovy (Ameryki). Sęk w tym, że na podobny pomysł wpada Nionia. W Nowej Ziemi dochodzi do rzymskiego westernu: serii wojen rzymsko-nionijskich, podczas których oba imperia próbują pozyskać do walki po swojej stronie terranowijskich tubylców. Na Atlantyku dochodzi do bitew morskich. W XVIII w. rzymianie budują gigantyczny wielki mur, dzielący Amerykę na dwie części: biegnie on od wybrzeża Pacyfiku w Północnej Kalifornii po zatokę św. Wawrzyńca.
Niektóre prowincje w Afryce buntują się przeciw rzymskiej władzy, nie udaje się im jej zrzucić. W XX w. jeden z bohaterów powieści, Tercjusz Nowiusz Faustus Leo, tłumi powstanie Azteków. W drugiej części planowanej rzymskiej trylogii zatytułowanej „Rzym płonie”, Sophia McDougal opisuje Rzym na krawędzi nowej wojny z Nionią.
A technologia?
W pierwszej połowie XVIII wieku pojawiają się pierwsze napędzane elektrycznie pojazdy torowe i pierwsze próby stworzenia maszyn latających. W XIX w. imperia Majów i Azteków włączone są już do cesarstwa, podobnie, jak cała Ameryka Południowa. Rzymianie budują drogi i tory dla pojazdów elektrycznych w całym imperium. Na przełomie XIX i XX wieku powstają maszyny latające. Pomiędzy Nionią a Rzymem trwa wyścig zbrojeń. Pod koniec XX istnieją samochody (elektryczne) i telewizja.

AFP
Rzymskie miasta są nowoczesne, pełne neonów – ale pod miastami nadal ustawione są krzyże, na których wiszą przestępcy. Niewolnictwo istnieje, i jest podstawą gospodarki – choć istnieją także organizacje je zwalczające. Rządzi autokratycznie cesarz. W imperium obowiązuje jedna waluta, jeden kodeks prawny. Tak wygląda Rzym XXI wieku w wizji Sophii McDougall.
Inni autorzy mają wątpliwości, czy przy założeniu, że Rzym posiadając archaiczny, niereformowany system polityczny i społeczny oraz gospodarkę opartą na niewolnictwie, tej – cynicznie mówiąc – „darmowej sile roboczej” – mógłby być tak technologicznie rozwinięty. Wydaje się że taki Rzym w XIX i XX wieku przypominałby raczej nie reformowaną carską Rosję, czy otomańską Turcję.
Rzymianie na beczce prochu
Harry Turtledove w 2003 roku wydał „Gunpowder Empire”. Punktem zwrotny u Turtledove’a jest generał Oktawiana Augusta i autor sukcesów militarnych jego panowania: Marek Agryppa. U Turtledove’a Marek Agruppa nie umiera młodo, jak w rzeczywistości. Udaje mu się podbić Germanię (nie ma masakry Rzymian w Lesie Teutoburskim) i – zamiast Tyberiusza – zostaje następcą Oktawiana Augusta. Buduje trwałe imperium. Jego następcą jest Lucjusz Cezar, syn Agryppy. Ten Rzym zatem to Rzym, w którym nie ma już Kaliguli, Nerona, Wespazjana, Hadriana, Trajana, Marka Aurelego: wszystko zmienia się wcześniej.
Rzym konsoliduje się więc dzięki mocnej i rzetelnej władzy, ale udaje mu się przetrwać, ponieważ w Imperium udało się wynaleźć proch. Wynalazek ten z miejsca ustawił rzymskie armie ponad innymi na świecie. Cesarstwo potrafiło obronić się przed najeźdźcami, samo przejść do ofensywy i w dobrym zdrowiu przetrwać do końca naszego XX wieku.
Rzym jednak – tak, jak i u McDougall – nie przechodzi przemian społecznych i gospodarczych, nie ma rewolucji przemysłowej. Niewolnictwo nadal istnieje. Dlatego rzymska Europa technologicznie jest o wiele mniej zaawansowana od Europy naszego świata Poza prochem i modernizacją armii nie nastąpiło przyspieszenie technologiczne.
Świat zakonserwował się w swojej formie. Medycyna pozostaje dość prymitywna, społeczeństwo rzymskie jest podobne do tego, które funkcjonowało 2000 lat temu. System społeczny jest prawie identyczny z klasycznym, system polityczny praktycznie się nie zmienił. Rządzi cesarz, senat istnieje, lecz jego rola jest ograniczona. Nadal organizowane są walki gladiatorów: panem et circenses to nadal naczelne hasło rzymskiego ludu. Poprawił się status wyzwoleńców – mają pełne prawa obywatelskie, ich dzieci także. Biurokracja kwitnie.
Rzym rządzony jest w sposób autokratyczny – przez cesarza. Łacina ewoluowała, uprościła się, ale klasyczny łaciński pozostał językiem, w którym redaguje się pisma urzędowe, kontrakty handlowe itd. Chrześcijaństwo istnieje, ale nie posiada dominującej roli w państwie. Islam nie istnieje. W Rzymie panuje tradycyjna rzymska religia. Ateny są miastem uniwersyteckim, które w Imperium cieszy się dużym szacunkiem ze względu na piękną helleńską przeszłość. Konstantynopol jako metropolia nie powstaje – punkt zwrotny w tej historii ma miejsce długo przed narodzeniem Konstantyna.

AFP
Imperium rzymskie w świecie Turtledove’a obejmuje prawie całą Europę (łącznie z Brytanią). Chiny są kolejnym mocarstwem prochowym. Istnieją oficjalne stosunki z Rzymem. Japonia to państwo piratów. Bezpośrednimi konkurentami Rzymu jest Persja i imperium… Litwinów. U Turtledove’a Litwini podbili i zlituanizowali słowiańskie narody. Narzucono litewską tradycyjną religię (kult Perkuna), chrześcijaństwo jest zakazane i prześladowane. Należy do Litwy m. in. terytorium, na którym leży obecna Polska. Litwa przejęła elementy kultury i cywilizacji rzymskiej, ale mimo, że poziom rozwoju kulturowego i politycznego jest w obu cesarstwach podobny – Rzymianie nazywają swoich sąsiadów barbarzyńcami.
Fabuła jest już stricte fantastyczna. Po otwarciu portali pomiędzy różnymi rzeczywistościami (będącymi po prostu różnymi wariantami historii), pochodząca z naszego świata amerykańska rodzina Solterów spędza każde lato w rzymskim mieście Polisso w Dacji. W naszym wszechświecie Polisso to po prostu ruiny niedaleko jakiejś zapadłej rumuńskiej wsi, ale w świecie, w którym Rzym nie upadł – to duże miasto. Solterowie sprzedają tu zegarki, lustra, żyletki, scyzoryki – rzeczy, których rzymska technologia nie umie wytwarzać.
Świat galer piaskowych

Galera piaskowa - rzymski czołg
W świecie, w którym Rzym XXI wieku jest nieco bardziej zaawansowany technologicznie, dzieje się także akcja innej rzymskiej trylogii. To „Germanicus” autorstwa amerykańskiego pisarza Kirka Mitchella. Składają się na nią tomy pod tytułami „Procurator”, „New Barbarians” and „Cry Republic”.
Punkty zwrotne są dwa. Pierwszy: Rzym, jak u Turtledove’a, nie przegrywa bitwy w Lesie Teutoburskim, w wyniku czego udaje mu się podbić i zlatynizować Germanię. Dwa: Poncjusz Piłat ułaskawia Jezusa, a ten ucieka z Palestyny aż do Chin (w XXI w. nadal tajemnicze Imperium Sericum).
Również u Mitchella opierający swoją gospodarkę na niewolnictwie Rzym nie przechodzi industrializacji, mimo to cesarska flota odkrywa Nową Ziemię (Amerykę). Po długich wojnach imperium Azteków staje się prowincją rzymską Nową Brytanią, jedną z nowych prowincji.

Rzymski dwupłatowiec
Rzymscy żołnierze używają strzelb – początkowo na saletrę, później prochowych. Nazywają ją „pilum”, tak, jak starożytni legioniści nazywali oszczep, a także armat, zwanych „ballista” (katapulta). Rzymianie używają „galer piaskowych”, czyli gigantycznych czołgów: niezgrabnych, wielkich opancerzonych maszyn wyposażonych w armatę. Powstają pierwsze samochody, latają pierwsze dwupłatowce, po prawie całym imperium jeżdżą pociągi.
Rozwinięty Rzym
Oczywiście, można postawić pytanie, dlaczego właściwie w Rzymie nie mogłoby dojść do reform politycznych i ekonomicznych, ale takich wizji jest niewiele. Jedną z nich jest „Roma Eterna” Roberta Silverberga, która ukazała się w 2003 roku w USA, a w Polsce – w 2009.
Akcja dzieje się w naszym XX, a rzymskim – XXVII wieku. Punkt zwrotny: Żydzi nie wyrwali się z niewoli egipskiej: prowadzeni przez Mojżesza Izraelici toną w Morzu Czerwonym, a ci, którzy przetrwali powrócili pod wodzą Aarona do Egiptu. Tam dopiero po setkach lat udało im się zrzucić jarzmo niewolników. Żyją nadal w Egipcie, gdzie tworzą niewielką, monoteistyczną sektę. Dzieje te opisuje „księga Aarona”. Nie powstało chrześcijaństwo, a – co za tym idzie – mahometanizm, Arabowie nie są więc zjednoczeni w religii. Mahomet jednak istnieje (duża, lecz często w historiach alternatywnych powielana niekonsekwencja, bo jak w sytuacji, gdy historia biegnie inaczej może narodzić się konkretna świadomość z naszej rzeczywistości) próbuje głosić własne tezy religijne, ale ginie zabity przez rzymskiego agenta.
Greckojęzyczny wschód Rzymu rywalizuje z łacińskim zachodem, lecz jest to jedynie rywalizacja językowa, nie religijna: Rzym nie jest bowiem schrystianizowany. W odpowiedniku naszego roku 1850-tym upada w wyniku krwawych wydarzeń Cesarstwo i tworzy Druga Republika Rzymska. Roma Nova to Ameryka, polityka zagraniczna Rzymu to stosunki z Indiami, Chinami, Majami i Aztekami. Rzymianie znają karabiny, statki parowe, telefony.
Łacina zmienia się, jej dialekt przypomina włoski. Samochody, podróże kosmiczne – początki.
Krytycy zwracają jednak uwagę, że „Roma Eterna” jest po prostu „zromanizowaną” wersją naszego własnego świata i jego historii. Mamy tutaj rzymską wersję epoki odkryć geograficznych, rzymską wersję rewolucji francuskiej i rewolucji bolszewickiej, a nawet rzymską wersję carówny Anastazji. Nawet kierowcy samochodów w stolicy imperium jeżdżą, jak Włosi.
Rzym upadł?
Ktoś, kto chciałby na poważnie przeanalizować jaki mógłby być świat, gdyby Rzym nie upadł, musiałby już na początku pogodzić się z porażką: tego się po prostu zrobić nie da.
Przyjrzyjmy się bowiem naszej przeszłości: w jaki sposób ktoś, kto przewiduje przyszłość na podstawie mechanizmów społecznych, geopolitycznych, ekonomicznych itd. miałby – na przykład – przewidzieć Mahometa, wynalazcę nowej, chwytliwej religii, która miała – i nadal ma – istotny wpływ na dzieje świata? Jak można było przewidzieć średniowieczną czarną śmierć?
Poza tym – czy Rzym na pewno upadł? Czy po prostu przepoczwarzył się w coś innego, jak zresztą przepoczwarzał się już wcześniej – odchodząc od republiki, przyjmując chrześcijaństwo, przenosząc stolicę to do Konstantynopola, to do Rawenny.
Rzym, państwo, którego prawa i tradycje stanowią podbudowę wszystkich prawie krajów europejskich nie upadło z hukiem i spektakularnie: rozpływało się raczej powoli w nowym porządku europejskim. W czasach, gdy Rzym się kończył, nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z jego końca. Historycy, by w ogóle móc wyznaczyć datę jego “zgonu”, musieli za końcowe przyjąć wydarzenie symboliczne: abdykację ostatniego cesarza – Romulusa Augustulusa.
Współcześni tej abdykacji nie postrzegali, jako upadek: po prostu władcą w Italii został patrycjusz Imperium – Odoaker (zresztą z poparciem senatu i ludu rzymskiego, czyli jego istoty: senatus populusque romanus, SPQR ), a jego formalny zwierzchnik – cesarz rzymski – w najlepsze panował w Konstatnynopolu. Ten Rzym na wschodzie trwał jeszcze tysiąc lat.
Dla greckich bowiem mieszkańców Imperium, które współcześni nam historycy nazywają bizantyńskim, oczywistą rzeczą było, że to właśnie oni są obywatelami Imperium Romanum, a rządzący bazyleus – w prostej linii dziedzicem cezarów. Cesarstwo bizantyńskie, zrodzone ze wschodniej części Rzymu, omal nie odnowiło władzy nad basenem Morza Śródziemnego i padło dopiero w 1453 roku, gdy tureckie wojska Mehmeda Zdobywcy opanowały Konstantynopol.

AFP
Ale i cesarstwo zachodnie dało początek nowym krajom, inspirowało rozwiązania, które leżały – i nadal leżą – u podstaw ogromnej ilości państw. Odoaker, który panował w Italii po zdetronizowanym Augustulusie zachował rzymski system polityczny, podatkowy, prawny. Zachowali go również panujący po nim królowie ostrogoccy.
Po abdykacji Augustulusa zasadzie niewiele się zmieniło i nikt ze współczesnych mu nie miał świadomości, że oto upadło Imperium. Świat zmieniał stopniowo oblicze, a wraz z nim zmieniał się i Rzym, zmieniał się zresztą już wcześniej. Trudno powiedzieć, kiedy odbyło się ostatnie posiedzenie senatu w rzymskiej kurii.
Zresztą – wiele porzymskich imperiów nie tylko wywodziło swoje pochodzenie bądź choćby instytucje od Rzymu, ale próbowały i miały ambicję je reaktywować dowodząc ciągłości prawnego istnienia imperium. Na tym bazowało cesarstwo Karola Wielkiego, przez prawie tysiąc lat (do końca XIX w.) istniało Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, które na początku nazywane było po prostu Świętym Cesarstwem Rzymskim (Sacrum Imperium Romanum). Zniszczył je Napoleon, który sam nazywał się cesarzem, a w herbie państwa umieścił rzymskiego orła – aquilę. Republikańska Francja po jego z kolei upadku przejęła inny rzymski symbol – rózgi liktorskie (fasces). Idea translatio imperii – przypisywania sobie następstwa Rzymu – w średniowieczu była obsesją wszystkich europejskich potęg, a “trzecim Rzymem” (po Rzymie i Konstantynopolu), ogłosiły się Moskwa, Bułgaria, Wołoszczyzna, a nawet Imperium Otomańskie po zdobyciu Konstantynopola (Sułtanat Rum i sułtan jako Kaiser-i-Rum, Ibrahim Pasza, wielki wezyr, który wznosił w Stambule posągi w stylu rzymskim, głosząc, że rzymska spuścizna jest ważniejsza, niż prawa islamu zakazujące przedstawiania podobizn ludzkich).
W niektórych narodach rzymskie nazwisko Cezar stało się nazwą władcy (carowie Rosji, Bułgarii i Serbii, niemieccy i austriaccy Kaiserowie), inne używały łacińskiego tytułu imperatora (Empereur, Emperor). Cesarzem był Karol Wielki, od którego imienia z kolei słowiańskie kraje ukuły tytuł królewski. Polska szlachecka Rzeczpospolita nawiązywała do tradycji republikańskiego Rzymu, możliwe, że polski orzeł to także spadkobierca rzymskiej aquili. Używamy rzymskiego – łacińskiego – alfabetu. Kodeksy praw krajów bazujących na prawie stanowionym (poza światem anglosaskim, który używa tradycyjnego systemu common law) mają u swoich podstaw prawo rzymskie.
I właśnie tak wygląda świat, w którym Rzym przetrwał. Przynajmniej częściowo.

AFP









Świetny artykuł, muszę przeczytać te książki bo mogą być całkiem fajne.
Turledove znam bo czytałem kiedyś jego cykl “Videssos”, było o rzymskim Legionie, który przeniósł się do świata równoległego – bardzo fajne.
Dziedzictwo Rzymu istnieje też w nazwie Rumunii. :) Także w języku rumuńskim i ich świadomości narodowej.
Pozdrowienia!
Mateusz
Ano pewnie, że jest:)
Bardzo dobry tekst.
Widziałam w necie zapowiedź polskiej historii alternatywnej, w której Rzym nie upadł. Dwa tomy, “Wergeld królów” i “Purpura imperatora”. Bardzo jestem ich ciekawa.
“Romanitas” – zaczęłam pierwszy tom,ale jakdo tej pory jest średnio.
Gdyby to cesarstwo nie upadło to teraz w całej Uni Europejskiej mielibyśmy wielki kryzys gospodarczy :-)
Bez sensu. Nawet gdyby Pertynaks założył dynastię (w której spokojnie mogłyby się zdarzać miernoty, zanim by wygasła), to Rzym borykałby się z takimi samymi trudnościami, jak naprawdę. Zniszczyłyby go inflacja, barbarzyńcy i barbaryzacja armii. A co do tej mapki: auguści nie byli w stanie rządzić w pojedynkę obszarem z okresu IV wieku, a co dopiero połową świata.
Miło jest pogdybać, ale akurat ten scenariusz jest całkowicie oderwany od rzeczywistości. Jeden Pertynaks i jedna dynastia niczego by nie zmieniły. Tutaj potrzebne by były dramatyczne zmiany systemowe. A i tak nie wierzę w taką wizję.
Być może Rzymianie nie wyrżnęliby mieszkańców Ameryki (Terranoviańczyków), ale co z chorobami, które przywieźli ze sobą i które także przetrzebiły lokalną ludność?
bardzo ciekawa wizja imperium rzymskiego, ale wydaje mi się, że autorka trochę za późno zaczęła opisywać technologiczny rozwój imperium. Jeśli nie było spowodowanego Chrześcijaństwem Średniowiecza, to rozwój technologiczny powinien być o około 1000 lat do przodu i wymienione samochody elektryczne i telewizja powinny być na porządku dziennym już w XII-XIV w n.e.
Po co spekulować? Dobrze autor przypomniał Bizancjum, tam mamy przykład jakby Rzym wyglądał za 1000 lat, jakoś w Bizancjum nie jeździły elektryczne samochody.
Gdyby Rzym nie upadł, na naszych ziemiach mówilibyśmy tzw. wulgarną łaciną /czyli łaciną ludową/, z naleciałościami słowiańskimi. Zapewne byłby to język dzisiejszych Rumunów. Tam właśnie archaiczna łacina, bardziej nawet zachowana niż w językach takich jak włoski, francuski, hiszpański czy portugalski, zmieszała się w sposób chwilami nawet zabawny ze sporym zasobem słów pochodzenia czysto słowiańskiego. Polski: Dzień dobry, jak wiadomo kochanek mój jest najpiękniejszy w świecie, a miłość jego najsilniejsza. Rumuński: Buna ziua, cum se stie dragul /słowiańskie/ meu este cel mai frumos in lume si iubire /słowiańskie/ sau cel mai foarte. W łacinie ludowej: Bona die, quomodo si scie, amante meu eccum illum formosus in lume est, sic amor seu eccum illum magis forte. Prawda, że podobnie :).
Starożytny Rzym i Grecja upadły przez pederastów…
@ludzik
Rzym upadł bo upadła moralność i obyczaje ludności i przestali się mnożyć (analogia do dzisiejszego świata zachodniego) i wyparły ich ludy z bardziej konserwatywnym zachowaniem. Chrześcijaństwo z brakiem postępu technicznego nie ma więc za wiele wspólnego – wystarczy spojrzeć na Chiny które także zatrzymały się w rozwoju na długie wieki, chociaż były bardziej nowoczesne technologicznie niż Rzym.
A co to za legioniści na zdjęciach? Czy to Rzym? :)
Rais ma sporo racji, wygranie jednej bitwy i założenie dynastii to za mało. Rzym u kresu swej świetności był niewydolny, z trudem mógł utrzymać to co już miał. Jego system polityczny i administracja mogły się sprawdzić dla państwa obejmującego Półwysep Apeniński ale nie dla imperium rozciągniętego na całe Morze Śródziemne – miał kilkudziesięciu urzędników zajmujących się wielomilionowym państwem, gubernatorzy prowincji odpowiedzialni za zbieranie podatków traktowali je jak łup i starali się z nich wycisnąć ile się da do własnej kieszeni. Imperium wymagało reform politycznych i administracyjnych ale sprawujące władze elity były do tego niezdolne, bardziej zajmowało ich zwiększenie swojego osobistego stanu posiadania. Ponadto nie widzieli oni konieczności zmian, uważali się za wybranych przez bogów i najwspanialszą cywilizację, której nic nie może się stać i która będzie trwała wiecznie. Wszystkich innych uważali za barbarzyńców, którzy ledwo umieją mówić i chodzić dlatego praktycznie zatrzymali się w rozwoju technicznym, żeby się rozwijać niezbędne jest wyzwanie i konkurencja a oni nie widzieli takiej potrzeby, uważali że to co mają w zupełności im wystarczy bo i tak nikt nie jest w stanie im zagrozić czy z nimi konkurować. Silnik parowy i inne osiągnięcia techniki traktowali jak zabawki, choć pewnie byli by w stanie dostrzec militarny potencjał prochu bo obchodziło ich tylko zwiększanie skuteczności swojej armii. Do swojego istnienia Rzym potrzebował podbojów i płynących z tego łupów i niewolników stanowiących darmową siłę roboczą służącą zwiększeniu zysków elity. W pewnym momencie doszli do ściany, nie było już bogatych ziem które można by podbić, złupić i włączyć do Imperium jako źródło podatków z wyjątkiem Persji, której kilkukrotne próby podboju zakończyły się klęskami i która sama nie miała by nic przeciwko by podbić Rzym. Patrząc na historię Rzymu można stwierdzić, że mentalność Rzymu przedstawiała się następująco: czego nie można zdobyć, złupić, zjeść lub wykorzystać seksualnie tym nie warto się zajmować. W taki sposób Rzym traktował Persję, uważał ją za barbarzyńską i prymitywną mimo że była starsza, niewiele mniejsza i równie bogata. Przypominali sobie o niej wtedy gdy chcieli ją podbić lub Persja chciała podbić ich.
Twierdzenie że państwo, które się nie zmienia i nie reformuje a nawet nie widzi takiej potrzeby, a wszystkich innych traktuje z góry nawet jeśli nie ma ku temu przesłanek mogło przetrwać i na dodatek rozciągnąć się na sporą część świata jest niepoważne. Pewien historyk amator stwierdził, że Rzym ze swoją administracją i polityką bardzo przypomina mafię, w której każdy kto miał odrobiną sprytu, możliwości i chęci mógł próbować zostać Ojcem Chrzestnym-Imperatorem.
Nowe pokolenie imperatorów już się kształtuje… Gdy tak czasem w autobusie słyszę o strategicznych posunięciach wojennych,włos jeży się na głowie To studenci, w chwilach między egzaminami relaksując się w sesji, przeprowadzają komputerowe ekspansje. Ostatnio taki jeden rozwodził się nad sposobem wykończenia ludzi bez konieczności niszczenia dóbr materialnych, bo byłyby zbyt wielkie straty… IQ u niektórych wykształciuchów idzie w dziwnym kierunku….
Michio Kaku w swojej teorii strun dopuszcza istnienie wielu wymiarów. Alternatywna rzeczywistość w tych że wymiarach podąża zupełnie inną ścieżką. Jeśli założymy, że ta teoria jest właściwa, choć nasza nauka na tym etapie dopiero raczkuje, nie jest wcale zaprzeczeniem, że takich wariantów nie ma. Relatywne rzeczywistości muszą istnieć choćby dlatego, żeby wykorzystać potencjał naszej świadomości. Sam osobiście uważam, że wielowymiarowość jest faktem, jednakże pozostaje nam odkrycie go w najbliższej przyszłości. Stąd warianty opisywane przez wyżej wymienionych autorów mogą istnieć a jakby popóścić wodze fantazji to może okazać się, że stali się kronikarzami takich wydarzeń zupełnie nieświadomie. Nie odrzucajmy czegoś czego nie jesteśmy w stanie pojąć. Jeśli nauka tego jeszcze nie odkryła to wcale nie znaczy, że tego nie ma. A analizowanie szczegółowe zdarzeń porównujące nasz świat do alternatywnych jest nadinterpretacją. Cieszmy się, że są tacy co podejmują takie tematy, może otworzy nam szerszą perspektywę na nasz świat. Co by było gdyby? A czy sami nie zastanawiamy się nad własnym życiem i nie tworzymy różnych wersji zdarzeń? Ilu z nas chciało by zmienić coś ze swego życia? To też w pewnym sensie jest tworzenie alternatywnych światów.
pi.pi.pi
wielu pisarzy tworząc światy alternatywne przyjmuje skutek za przyczynę – tak na gorąco po lekturze artykułu:
to co wyłożyło i wykłada każde imperium jest brak sensownego przekazywania informacji o pozytywach zarządzania utopijnie nazwanego demokracja – nawet dziś “bóg” internet zaczyna być kula u nogi bo puszczono to na żywioł – . A co dopiero w tamtych czasach posłaniec z rozkazami opóźnionymi o zmianę nośnika czyli posłańca na koniu – w najlepszym przypadku? łączność prawie natychmiastowa została wykorzystana do stworzenia moim zdaniem pierwszego kryzysu nowych czasów tego co teraz mamy – ze społeczeństw w miarę socjalnych zamienia nas w jaskiniowców , drugi grzech to “hermetyczność” nauk – obecnie zwane patentowaniem wiedzy. następne to mamy na co dzień – politycy i idący za tym nieumierający nepotyzm.zwany kiedyś tworzeniem dynastii – zachowanie do dziś nie wymarłe. jak do tego dodamy przekonanie biedaków (emigrantów), ze jak wyjada do Klondike to złota wystarczy dla wszystkich mamy to co mamy.
do tego dodałabym kwestie podpierania się wiara – tu ludzkość raczej powinna się wstydzić – i to nie od dzisiaj . aż dziwi mnie zadufanie Konstantyna tzw Wielkiego po doświadczeniach z pierwszymi papieżami ( zawsze lub prawie zawsze towarzyszył im antypapież i niezłe rozróby – inne religie nie są lepsze, oj nie) , ze zdecydował sie na religie państwowa, a dalej? umarł król, niech żyje król. schizmy, rozboje i niegodzienstwa – nie jestem z gatunku świętoszków -tylko dlaczego ludzi interesuje niewiele rzeczy – żarcie, seks i krew (rozlana najlepiej bliźniego?) a możliwości jest więcej niż wyobraźni dla niejednego pisarza
Najbardziej widoczną, żywą pozostałością po cesarstwie jest papiestwo. Władza centralna, jednoosobowa, administracja, prawo, zarządzanie “prowincjami” i mianowanie “namiestników” to wszystko wywodzi się z Rzymu.
a i zapomniałam dodać – miałam grupę przyjaciół którzy przy kielichu lubili sobie pofantazjować i nie było to sw.Graalem po głowach -zabawa bywała przednia i czasy przedinternetowe – to kibicowanie do encyklopedii i jak ie nieszczęśnik pomyli w timline i polewa ;)
a tak do ZADYMA – to największy rozkwit Chin nastapil za tyrana technika niszczącego pisma Konfucjusza . tez temat na ciekawe opowiadanie – bo np. za jego czasow ustalono rozmiary maksymalne osi pojazdow cywilnych. :)
upadek Rzymu na rzecz barbarzyńców i w istocie na rzecz chrześcijan(kleru) cofnął rozwój cywilizacyjny w rzeczywistości o ponad 14 wieków :(
cement , maszyny parowe , koła zębate , globus itd zostały zapomniane , a wolnomyśliciele i wynalazcy jako heretycy byli prześladowani jak bandyci .
nie zgadzam się z treścią artykułu w całości , według mnie już 500 lat temu ludzie mogli latać , proch rzym mógł poznać o wiele szybciej poprzez kontakty z Chinami , wg. książki dopiero w XIII wieku …….
z samego artykułu wynika że maszyny parowe były prawie wynalezione , proponuję spojrzeć kiedy zostały wynalezione faktycznie (1797r chyba) też jako zabawka .
Stawiam tezę że kler został hamulcem rozwoju na ponad 1000 lat i nadal taką rolę pełni ……
Nie od dziś wiadomo że najbardziej zacofane kraje to takie ,gdzie kościół pociąga za sznurki …
I jeśli ktoś zna inną bardziej zbrodniczą organizację , która ma na rękach krew większej ilości ludzi to proszę się pochwalić ;P
mafia , faszyzm, komunizm , to tylko biedni naśladowcy którzy klerowi do pięt nie dorastają – tyle że kler ma przewrotną przewagę , robi to niby z dobroci xD
i żeby nie było ….. jestem Chrześcijaninem i to wierzącym , ale kler nie jest dla mnie żadnym autorytetem ! i nigdy nie był od kiedy nauczyłem się czytać i myśleć :)
Pozdrawiam serdecznie :)
dziwne alternatywne światy… nikt nie mógł wysylić się na przertrwanie realnego spadkobiercy rzymu czyli bizancjum i bo ja wiem – wskrzeszenia idei reunifikacji i powrotu do korzeni justyniana?