Manifestacja pod krzyżem. A co to za symbol?

To symbol wyznawców Latającego Potwora Spaghetti. CZEGO??!!

Ze stron Kościoła Latajacego Potwora Spaghetti (venganza.org)

Ze stron Kościoła Latającego Potwora Spaghetti (venganza.org)

Co to jest i skąd wziął się Kościół Latającego Potwora Spaghetti? Spokojnie. Po kolei.

Stan Kansas to część tzw. amerykańskiego „pasa biblijnego”, i to część bardzo mocna. Liberalni i racjonalnie myślący obywatele USA przyzwyczaili się już, że na poczynania co bardziej pomysłowych religijnych konserwatystów trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, ale gdy w 2005 roku w kansaskich szkołach obok naukowej teorii ewolucji zaczęto na równych prawach wykładać teorię boskiego kreacjonizmu, wielu się wściekło.

Prorok Bobby

Wściekł się między innymi Bobby Henderson, wówczas 25-letni absolwent fizyki. Szybko jednak wściekłość mu przeszła i zaczął się śmiać. I napisał do Rady Edukacji stanu Kansas list.

W liście Bobby Henderson wywodził, że jak najbardziej decyzję Rady o nauczaniu biblijnej teorii stworzenia w szkołach  rozumie: każdy powinien wybrać dla siebie taką teorię, jaka mu najbardziej odpowiada. Martwi go tylko, że nieszczęśni uczniowie będą mieli szansę poznać tylko jedną teorię inteligentnego projektu.

On sam bowiem, Bobby Henderson, wierzy, że świat, co tam świat: wszechświat cały – stworzony został przez Latającego Potwora Spaghetti. Z tego powodu zwraca się z uprzejmą prośbą, aby – obok chrześcijańskiej i naukowej teorii – polecono uczyć w szkołach również teorii stworzenia świata przez Potwora Spaghetti. Latającego. Jeśli Rada nie raczy do tej kwestii ustosunkować się pozytywnie – grzecznie informuje Bobby Henderson – kościół LPS będzie zmuszony podjąć kroki prawne.

Jah pastafari!

noodledoodle1024_768

W dalszej części listu Henderson radośnie brnie dalej, wywodząc, że według dogmatów jego religii,  globalne ocieplenie, trzęsienia ziemi, huragany i inne kataklizmy są związane z malejącą liczną piratów po XVIII w. Do listu Bobby załączył wykres dokumentujący powyższą tezę oraz „ikonę” Latającego Potwora Spaghetti podczas tworzenia góry, drzew i, z jakiegoś powodu, karła.

Kościół LPS i strona internetowa kościoła, szybko nazwanego pastafariańskim (www.venganza.org), szybko stała się internetowym memem. Bobby ogłosił się prorokiem, uznał piratów za zbawców ziemi i ogłosił zbiórkę funduszy na budowę pirackiego statku. Piraci są bowiem boskimi przodkami ludzi, a Słowo, które było na Początku, brzmiało „ARRRRGH”.

Sam LPS jest wszechwładny, niewidoczny (odbija światło makaronem) i bardzo potężny. Nie bardzo wiadomo, głosi prorok Bobby, skąd się wziął i po co, dlatego nazywamy go Wiecznym.
Zresztą, krótki przewodnik po rastafarianizmie znajdziecie tutaj. Jeśli ktokolwiek jest zainteresowany.

Bo nie ma w tym całym kabarecie – dodajmy – niczego specjalnego ani bardzo ciekawego, poza jednym: Bobby Henderson stworzył mem i kultowy ruch, który ośmiesza religijne aspiracje, by konkurować z nauką i zdrowym rozsądkiem w objaśnianiu świata. A szczególnie drażni pastafarian (często po prostu agnostyków, ateistów i racjonalistów, którym do zrozumienia świata nie wystarcza Biblia czy Koran), gdy religie z ich często nachalnymi i irracjonalnymi tezami wciskają się w przestrzeń publiczną i wymuszają dla siebie bezwzględny szacunek.

Dlatego właśnie na stronie pastafarian z radością zamieszczono zdjęcie „ikonicznego” wizerunku Potwora Spaghetii na poniedziałkowej demonstracji pod krzyżem, ustawionym pod Pałacem Prezydenckim.

Flying Spaghetti Monster

Flying Spaghetti Monster

Porcelanowy, kosmiczny czajniczek do herbaty Bertranda Russela

Bobby zresztą nie był pierwszym, który w ten sposób próbował wykazać absurdalność religijnych, antynaukowych teorii. Miał godnych poprzedników, którzy robili to – sorry, Bobby, choć kościół LPS to ciekawy kabarecik – na nieco wyższym poziomie, w tym absurdu.
Noblista, filozof, matematyk i eseista Bertrand Russel, wymyślił bowiem teorię kosmicznego czajniczka do herbaty. Czym jest „czajniczek Russela”?

Russel, w napisanym w 1950 roku artykule „Czy Bóg istnieje?” ( „Is There a God?” ) rozumował tak:

„Gdybym założył, że pomiędzy Ziemią i Marsem krąży porcelanowy czajniczek do herbaty po orbicie eliptycznej, nikt nie byłby w stanie obalić mojego założenia, jeśli tylko nie zapomniałbym dodać, że czajniczek jest zbyt mały, by zostać dostrzeżonym przez choćby najpotężniejsze teleskopy. I dalej, gdybym twierdził, że – jeśli mojego założenia obalić nie można – wątpienie w czajniczek jest nie do przyjęcia, z miejsca pomyślano by, że wygaduję bzdury.

Jeśli, jednakowoż, istnienie rzeczonego czajniczka byłoby potwierdzone przez starożytne księgi, nauczane jako święta prawda co niedzielę i zainstalowane w mózgach dzieci jeszcze w szkole, jakakolwiek wątpliwość w wiarę w istnienie czajniczka zostałaby uznana za ekscentryczność i stanowiłaby przesłankę do wysłania wątpiącego do psychiatry […], bądź do inkwizytora w czasach dawniejszych” – wywodził Russel, ośmieszając w ten sposób tzw. „argumentum ad ignorantam” („udowodnij, że Boga nie ma”), często podnoszony w dysputach osób religijnych z ateistami. I dodawał:

russel

„Zwyczajem jest zakładanie, że jeśli wierzenie jest szeroko rozpowszechnione, musi coś w nim być. Nie wydaje mi się jednak, że pogląd ten może być dzielony przez kogoś, kto studiował historię. Praktycznie wszystkie wierzenia ludów prymitywnych są absurdalne. Być może dałoby się powiedzieć cokolwiek sensownego o ich jednym procencie. A dziś… w tym punkcie trzeba być uważnym. Wszyscy wiemy doskonale, w jakie absurdy wierzą ludzie w Związku Radzieckim. Jeśli jesteśmy protestantami, wiemy dobrze, w jakie absurdy wierzą katolicy. Jeśli jesteśmy katolikami, wiemy dobrze, w jakie absurdy wierzą katolicy. Jeśli jesteśmy konserwatystami, wiemy dobrze, jakie przesądy znaleźć można pośród laburzystów […]. Nie wiem, drogi czytelniku, jaką wiarę wyznajesz, ale jakakolwiek by ona nie była musisz wiedzieć, że dziewięć dziesiątych wierzeń dziewięciu dziesiątych ludzkości jest całkowicie irracjonalna”.

Ziejący ogniem smok w garażu Carla Sagana

Amerykański astronom Carl Sagan w książce „Świat nawiedzany przez demony. Nauka jako światło w mroku” stosuje podobny chwyt i pisze o „ziejącym ogniem smoku, który mieszka w jego garażu”.

W końcu tyle było, pisze Sagan, przez te setki lat opowieści o smokach, że smok w garażu jak najbardziej pełnić może rolę mitycznego stwora: mówią w końcu o smokach starożytne księgi, podania i legendy. Jeśli sceptyk powie: pokaż mi smoka, wierzący w smoka zaprowadzi go do garażu. Sceptyk zobaczy drabinę i puste puszki po farbie, ale smoka – oczywiście – ani słychu ani widu. – Gdzie smok? – Spyta sceptyk, a wierzący powie: no tak, zapomniałem dodać: jest niewidziany. Sceptyk na to: to może rozsypiemy mąkę na podłodze, żeby zobaczyć jego ślady? Dobry pomysł, mówi wierzący, ale smok, niestety, lata. To może – zastanawia się sceptyk, może zastosować jakiś wykrywacz ciepła? W końcu smok zieje ogniem. Zieje – zgadza się wierzący – ale ten ogień nie jest gorący. – To może – mówi sceptyk – psikniemy jakimś sprejem: farba smoka pokryje i w końcu go zobaczymy. – Dobra – mówi wierzący, ale smok jest bezcielesny i farba nie bardzo będzie się miała do czego przykleić… Itd. Jaka więc jest różnica pomiędzy niewidzialnym, bezcielesnym, nie dotykającym ziemi smokiem ziejącym ogniem, którego wyczuć się nie da – a brakiem smoka? – Pyta Sagan.

Niewidzialny, lecz Różowy Jednorożec

Podobny chwyt stosują „wyznawcy kultu” Jednorożca, który jest jednocześnie i niewidzialny, i różowy. Kult Niewidzialnego Różowego Jednorożca to, podobnie, jak kościół Latającego Potwora Spaghetti, ruch internetowy, zrzeszający racjonalistów, agnostyków i ateistów, pragnących wykazać absurdalność wszystkich religii.

Nie bardzo wiadomo, jak powstał „kult”. Przykład jednorożca, którego nieistnienia nie można udowodnić, bo jest niewidzialny (choć różowy) pojawia się od dawna w internetowych – i nie tylko – dyskusjach, jako argument tych, którzy chcą dowieść absurdalności religijnych założeń. Do jednorożca odnosił się także w książce „Bóg urojony” Richard Dawkins.

Steve’owie, którzy wiedzą, że ewolucja miała miejsce

A co ze stanem Kansas i kreacjonizmem, o którym uczy się dzieci? Naukowcy, którym nie podobają się próby „unaukowienia” biblijnego kreacjonizmu poprzez tworzenie dla niego „list poparcia” podpisywanych przez „wątpiących w ewolucję naukowców” stworzyli tzw. „projekt Steve”. „Projekt Steve” ma na celi zebranie podpisów naukowców popierających teorię ewolucji i rozwianie opinii, jakoby teoria ewolucji była „teorią w kryzysie” w związku z faktem, że wątpią w nią naukowcy z religijnej listy. Mimo, że „projekt Steve” jednoczy tylko tych naukowców, którzy mają na imię Steve (Stefan, Stephanie, Stephan itd.), zebrał więcej podpisów, niż jakikolwiek spis dyplomowanych antyewolucjonistów. „Nie istnieją naukowe wątpliwości, że ewolucja miała miejsce, a naturalna selekcja stanowi jej główny mechanizm” – czytamy na stronach „projektu Steve”. – „Zaprzeczanie jej jest niewłaściwe z naukowego punktu widzenia, a z pedagogicznego – nieodpowiedzialne, tworzy bowiem pseudonaukę, w tym – lecz nie tylko – inteligentny projekt, który wprowadzono do szkół publicznych naszego kraju”.

A oto pełna lista Steve’ów.. I rośnie.

Ziemowit Szczerek

35 komentarze/y »
Pseudhistoria

Komentarze

35 komentarze/y do wpisu “Manifestacja pod krzyżem. A co to za symbol?”

Dodaj komentarz